Dzien 4, 5 – Moskwa da sie lubic

     Dzień 4. Dzień zaczynam na przedmieściach Moskwy, gdzie spędziłem noc w mieszkaniu dziadka Saszy (szczegóły w poprzednim wpisie). Początkowo chce jechać do centrum pociągiem podmiejskim, ale w kasie nie można płacić karta, a ja wciąż nie mam rubli. „Jadę stopem!” – zapada decyzja. Ale nawet nie wiem, w którą strunę, bo drogowskazów brak. „Słońce jest na wschodzie, ja jestem po wschodniej stronie miasta” – myślę sobie i już wiem, w którą stronę jechać! Po 3 minutach zatrzymuje się auto.
 

Ten post został napisany podczas podróży:

 
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej
   
     Kierowcą jest sympatyczna kobieta, która na koniec krótkiej podroży wciska mi pieniądze na metro. Jeszcze tylko kawka w McDonaldzie, żeby złapać wi-fi i wsiadam w metro.
   
     Moskiewskie metro jest zarazem najtrudniejszym i najpiękniejszym metrem jakim miałem okazję jechać. Na stacjach brak drogowskazów, czy nazw przystanków, przez co dwukrotnie wsiadam w zły pociąg. Same stacje są natomiast pięknymi, podziemnymi pałacami, bogato zdobionymi w niczym niezmąconym socrealistycznym stylu. Ale moskiewskie metro to temat na osobny wpis.
 
DSC_0220
  
DSC_0227
 
     Wysiadam na Placu Czerwonym. Chodzę, siedzę, leżę, robię zdjęcia – napawam się chwila. Nie wiem kiedy mija mi trzy godziny. Idę dalej. Tu park, tam fontanna, obok pomnik, przy którym w bardzo efektowny sposób własnie zmienia się warta – ot, klasyczne zwiedzanie miasta.
 
DSC_0201
  
DSC_0079
 
DSC_0076
 
DSC_0173
 
DSC_0136
 
DSC_0087
 
     Robię sobie obiadowa przerwę na trawce w parku. Dziś szef kuchni poleca kanapki z pasztetem. Nagle, w środku posiłku, z ziemi wysuwają się zraszacze i bez ostrzeżenia zaczynają lać w wypoczywających ludzi. Piski, krzyki dookoła – to zmoczona książka, to laptop, to smartfon. Mój ekwipunek na szczęście wychodzi z tego bez szwanku.
 
DSC_0248
  
     Wieczorem spotykam się z Anna z Couchsurfingu, u której spędzę dwie najbliższe noce. Niestety cale dnie jest poza domem i właściwie w ogóle nie mamy okazji pogadać.
  
DSC_0450
 
     Jadę jeszcze na nocny spacer na wzgórze, z którego widać cala Moskwę. Widok nie jest powalający, ale za to mam okazje spróbować ruskiego kwasu chlebowego – całkiem niezły!
  
Dzień 5
  
     Wstaje cały obolały – nie znoszę dmuchanych materacy! Sto razy bardziej wole spać w namiocie, na mojej cienkiej karimacie. Ale podróżnik nie wybrzydza. Szybkie śniadanie i jadę do centrum Moskwy – dziś wszak drugi dzień zwiedzania stolicy. Ostatni dzień błogiego wypoczynku, przed najważniejszym etapem podróży – przejazdem przez Syberię przed końcem ważności rosyjskiej wizy!
  
     Odwiedzam ulice Arbat – najsłynniejszą z moskiewskich ulic. Pochodzili stad miedzy innymi Okudżawa czy Puszkin. Dziś Arbat wciąż przyciąga artystów – dziesiątki ulicznych malarzy i grajków zarabia tutaj na życie. Jednakże, ta najsłynniejsza ulica Moskwy nieco mnie rozczarowuje. Spodziewałem się uroczej, klimatycznej uliczki. Tymczasem Arbat, od chociażby ulicy Piotrkowskiej w Lodzi, rożni jedynie ilość Matrioszek na sklepowych ekspozycjach.
 
DSC_0322
 
DSC_0333
  
DSC_0388
 
     Wiele razy słyszałem, ze Moskwa to miasto kontrastów – ze przepych przeplata się z bieda. Chodzę wiec po mniej znanych ulicach, ale nie potrafię tego dostrzec. Musze przyznać, ze Moskwa pozytywnie mnie zaskoczyła. Jest ładna i czysta niczym miasta znane z zachodniej europy. Ludzie na ulicach są natomiast bardzo przyjaźni i chętni do kontaktu, a to jest ostatnia rzecz jaka spodziewałbym się po Rosjanach. I choć na każdym kroku widać tu pozostałości socjalistycznej przeszłości, to muszę powiedzieć, ze Moskwa da się lubić!
 
DSC_0422
  
  

4 komentarze do wpisu „Dzien 4, 5 – Moskwa da sie lubic”

  1. Moskwa super! Co do zmiany warty w Aleksandrowskim Sadzie to uśmiałam się(ta cha cha przy wchodzeniu po schodach), choć niektórzy patrzyli na mnie spod byka. Ale rację masz co do czystości i uprzejmości ludzi, ja nawet na zachodzie nie spotkałam się z tym. A najbardziej to widać właśnie w metrze ludzie sami podchodzili i pytali czy nie pomóc. Co do materacu to ja bym się cieszyła, do Moskwy trafiłam akurat kiedy dzielnica w której spałam miała konserwowany wodociąg i z kranu leciała tylko lodowato zimna woda o temp. 1 stopnia Cel. 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.