Dzień 6. Rosyjski autostopowicz

     Wstaję po czterech godzinach snu. Wczoraj trochę zabalowaliśmy z Anna z Couchaurfingu i jej chłopakiem. Było sporo wina i rozmów na tematy polityczne. Dobrze jest poznać sytuację także od tej drugiej strony. A więc wstaję wcześnie, żegnam się z gospodarzami i idę do pobliskiego, polskiego kościoła. Po Mszy czeka mnie wyprawa na wylot z największego miasta europy.
 

Ten post został napisany podczas podróży:

 
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej
  
DSC_0451
 
     Jadę metrem na przedmieścia. Tam natomiast czeka mnie dłuugi marsz. Idę i idę, wciąż nie mogąc znaleźć odpowiedniego miejsca. Dwudziestokilogramowy plecak ciąży bardziej niż zwykle, bo przed chwilą zrobiłem spore zakupy.
  
     W międzyczasie zatrzymuje się zdezelowane auto z podejrzanymi typkami w środku. Z początku miło zagadują, ale zaraz mówią żebym im dał paszport, to mnie zawiozą gdzie będę chciał. „Spasiba!” – odpowiadam i odjeżdżają.
  
     Jestem już bardzo zmęczony, a jest dopiero południe! Wsiadam w pierwszy lepszy autobus i proszę kierowcę o bilet. „Gdie?” – pyta. „A skąd ja mam wiedzieć?!” – myślę sobie – „prosto tą drogą!”. Ale kierowca nie rozumie, więc pokazuję mu karton z napisem „Kazan” (miasto oddalone o 800 kilometrów). Kierowca zaczyna się śmiać i pozwala mi jechać bez biletu.
  
     Jeszcze trochę marszu i wreszcie dochodzę do miejsca, które polecali w internecie inni autostopowicze. Wcale nie jest idealne! – pięciopasmowa droga to nie najlepsze miejsce do łapania stopa. Jestem potwornie zmęczony, niewyspany, miejsce jest kiepskie, a w dodatku obskurne przedmieścia dużych miast zawsze wywołują we mnie niepokój. Mam kryzys. I to spory. Myślę sobie – „Kuba, co ty sobie wyobrażałeś? Stopem do Pekinu?”. Kupuję colę w puszce, siadam na przystanku wyciągam książkę i staram się odciąć od dołującej rzeczywistości.
  
DSC_0474
 
     Mija godzina. Choć kryzys nie mija, wiem, że muszę wziąć się w garść i opuścić te obskurne przedmieścia. Wyciągam kciuka, ale kierowcy zdają się mnie w ogóle nie zauważać, co jeszcze bardziej pogarsza moje samopoczucie.
  
     I wtedy zdarza się coś, co zupełnie poprawia mi humor. Podjeżdża bus i wysiada z niego młody chłopak z plecakiem. Sasza (czy wszyscy Rosjanie mają tak na imię?) to autostopowicz, który jedzie… nad Bajkał!
  
     Jednak nie jestem sam w tym szaleństwie! Nie jestem jedynym, który podjął się łapania stopa w tym kiepskim miejscu. Nie tylko ja jestem tak głupi, żeby tego próbować! Niesamowicie poprawia mi to samopoczucie. Mimo dużych trudności w porozumiewaniu, decydujemy się jechać kawałek razem.
  
DSC_0475
 
     Wreszcie łapiemy stopa. Jedziemy dwieście kilometrów i łapiemy kolejnego – ojca z synem, który jutro jedzie do Kazania – kawał drogi! W międzyczasie zatrzymujemy się oglądając zabytki mijanych miast. Mam więc wycieczkę turystyczno-krajoznawczą!
 
DSC_0484
 
DSC_0485
 
DSC_0495
  
DSC_0496
 
    Naszemu kierowcy chce się spać. Zatrzymujemy się w przydrożnym motelu. Jest nieco drogo, więc ja wolę spać w namiocie. „Tu nie ma gdzie się rozbić” – twierdzą zgodnie kierowca, jego syn oraz Sasza. Nie znają się! Dookoła same lasy i łąki, a oni twierdzą, że się nie da?
  
     Ale nie będę się kłócił bo oferują miejsce na podłodze w swoim pokoju. Niech będzie. I właśnie z tej podłogi piszę niniejszego posta! Do jutra!
 
 

2 komentarze do wpisu „Dzień 6. Rosyjski autostopowicz”

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.