Dzień 44. Mur Chiński autostopem

     O siódmej rano budzi mnie woda w namiocie. Rosa jest bardzo obfita, a namiot kiepsko rozłożony i nieco nakapało mi do środka. Zdejmuję więc tropik i wystawiam wszystko do słońca. Czytam sobie książkę, czekając aż namiot wyschnie. Nagle podchodzi do mnie dwójka zbieraczy śmieci i pokazują żeby się stąd zabierać. Stróże porządku się znaleźli.
 

Czytaj dalej…

Dzień 43. Już prawie w Pekinie

Budzę się, patrzę dookoła i od razu jestem zły – wszystko mam w błocie. Podczas wczorajszego nocnego marszu przez krzaki, nieźle się wysmarowałem. Do podeszw sandałów zaś przykleiła się dwucentymetrowa, błotna warstwa. Ale nie jest źle, bo dziś świeci słońce!
 

Czytaj dalej…

Dzień 42. Deszczowe Chiny

Po dniach niezwykłych i przyjemnych, przyszedł czas na zwykły i nieprzyjemny. Od rana do wieczora przejechałem jedynie dwieście kilometrów, często gubiąc drogę i zmieniając auta. A wszystko to w obrzydliwej mrzawie, która czasem zamieniała się w jeszcze bardziej obrzydliwy deszcz.
  

Czytaj dalej…

Dzień 40. Autostopem do Chin

     Całą noc śnią mi się kontrole straży granicznej, więzienie i strzelaniny – mocno denerwuję się, że mogę mieć problemy. Rozbiłem namiot kilkadziesiąt metrów od przejścia granicznego, mając wyraźny zakaz od straży granicznej. Wstaję więc o świcie i szybko zbieram mój domek. Pierwsi strażnicy pojawiają się dopiero o siódmej, kiedy ze spakowanym już plecakiem, jem spokojnie śniadanie. Dziś wjadę autostopem do Chin!
 

Czytaj dalej…

nocleg w jurcie

Nocleg w jurcie w Mongolii

     Rozsuwam zamek namiotu i moim oczom ukazuje się błękitna tafla jeziora Caagam Nuur. Za nim zielone góry, na których pasą się stada jaków, gdzieś w tle wulkan, który utworzył ten piękny rezerwat, a wszędzie, gdzie nie spojrzeć, porozrzucane małe, białe jurty. Zostaję tu na cały dzień!

Czytaj dalej…

Dzień 33. „Tu asfalt się kończy”

     Siódma rano. Jestem już wyspany, bo poszedłem spać zaraz po zachodzie słońca. Ale za nic w świecie nie wyjdę teraz ze śpiwora. Zapewnia mi on resztki komfortu po baardzo zimnej nocy. Dosypiam tak do dziewiątej, kiedy temperatura na zewnątrz śpiwora staje się znośna. 

Czytaj dalej…

Dzień 32. Naprawiamy starą ciężarówkę

     Moim dzisiejszym celem jest Tariat, a właściwie znajdujące się obok niego jezioro Caagam Nuur, znane jako Wielkie Białe Jezioro. Dzieli mnie od niego jakieś sto pięćdziesiąt kilometrów. Nie dużo, nawet po mongolskich drogach. Kto by pomyślał, że przez cały dzień nie uda mi się do niego dojechać.

Czytaj dalej…

Dzień 31. Noc w szkole

     Otwieram oczy i pierwsze co sprawdzam to pogoda – czyste niebo! Fantastycznie! Choć tu, w Mongolii, rano zawsze jest ładna pogoda. Dopiero po południu lubi się psuć. Jem śniadanie, a potem chowam plecak pod stertą kartonów. Od wczoraj kusi mnie bowiem pobliska góra i właśnie się na nią wybieram.

Czytaj dalej…