Dzień 42. Deszczowe Chiny

Po dniach niezwykłych i przyjemnych, przyszedł czas na zwykły i nieprzyjemny. Od rana do wieczora przejechałem jedynie dwieście kilometrów, często gubiąc drogę i zmieniając auta. A wszystko to w obrzydliwej mrzawie, która czasem zamieniała się w jeszcze bardziej obrzydliwy deszcz.
  

Ten post został napisany podczas podróży:

Kliknij, aby dowiedzieć się więcej
  
     O ósmej rano przychodzi do mnie Luis i zabiera na śniadanie. Przechodzimy oczywiście przez pół miasta, żeby wszyscy mieszkańcy wiedzieli, że w jego szkole pracuje biały. Dziś, mój nowy znajomy, posuwa się nawet o krok dalej i po drodze rozdaje ulotki.
   
     Jemy jakiś miejscowy przysmak. Już nawet nieźle radzę sobie z tymi ich pałeczkami, choć wciąż połowa posiłku rozrzucona jest wokół talerza. Na szczęście, w Chinach brudzenie stołu nie jest niemile widziane. Wręcz przeciwnie, oznacza, że jedzenie nam smakuje.
  
DSC_0387 
DSC_0390
 
     Luis upiera się, że kupi mi bilet na pociąg. Mówię, że nie trzeba, ale ten coraz bardziej nalega. Po raz koleny, podejmuję się więc tłumaczenia idei autostopu i wreszcie załapuje. Widział to na jakimś filmie. Z drugiej strony, perspektywa darmowego pociągu, w deszczowy dzień jest bardzo kusząca. Ale nie! Miało być autostopem do Pekinu, to będzie autostopem. Nawet w deszczu. Twardy ze mnie autostopowicz!
  
     Luis zamawia mi taksówkę na wylot i tam się żegnamy. Niestety wylot, na który mnie zawozi to jakaś podrzędna droga. Fakt, w dobrym kierunku, ale jednak podrzędna. Po drugiej stronie miasta znajduje się zaś autostrada.
  
DSC_0394
  
     Idę więc na piechotę na bramki. Idę tak półtorej godziny, a gdy jestem na miejscu, okazuje się, że tu prawie nie ma ruchu! Mówię wam, autostrada widmo! Przez czterdzieści minut przejeżdżają trzy samochody, w tym jeden wjeżdża moim wjazdem. Zastanawiam się co robić, bo łapanie tutaj może zająć sporo czasu, ale drugie wjeżdżające auto się zatrzymuje. Jadę nim czterdzieści kilometrów, nie mijając po drodze ani jednego pojazdu. Autostrada widmo!
  
DSC_0395
  
DSC_0398
  
     Decyduję się jechać podrzędną trasą. Kilkukrotnie zmieniam auta, przy każdej zmianie nieco moknąc w rzęsistym deszczu. Nie raz gubię też drogę, bo chińskich drogowskazów nie sposób odczytać, a ja nawet nie mam mapy. Właściwie jedyne czym się kieruję to orientacja w terenie i intuicja. Nawet pytanie miejscowych na niewiele się zdaje, bo zamiast pokazać ręką kierunek na Bejing, wygłaszają długi monolog w ich zawiłym języku. Kiedy zaś daję do zrozumienia, że nie mam pojęcia o co im chodzi, powtarzają to samo, tyle, że wolniej i głośniej.
  
     Jedni państwo, gdy cały czas pokazywałem, że nie wiem co do mnie mówią, najwyraźniej uznali, że jestem po prostu głuchy, bo zaczęli pisać mi tekst na kartce.
  
DSC_0399
  
     Późnym popołudniem łapię wreszcie stopa do dzisiejszego celu – miasta Ulanqab. Po drodze kierowca nagle zatrzymuje się na poboczu, odchyla siedzenie i… idzie spać. Prawdopodobnie jest tak senny, że nie jest w stanie prowadzić. Nic dziwnego – pogoda taka, że tylko siedzieć pod kołdrą.
  
     O zmroku dojeżdżamy do miasta, gdzie na przedmieściach rozbijam namiot, w mokrej trawie. W dodatku mnóstwo tu błota. Oby tylko jutro obudziła mnie ładna pogoda.
  
  

6 komentarzy do wpisu „Dzień 42. Deszczowe Chiny”

  1. Pociąg to nie, ale taksóweczka a i owszem hehe 😀 Nie no wiem, na wylot, to się nie liczy 😛
    Niezły hardkor z tymi skórami i mięsem 🙂 Dość niecodzienny widok, choć Ciebie pewnie nic już nie zdziwi 😉 Tak jak te dinozaury na pustyni, na tle wiatraków w poprzednim poście :))

    Odpowiedz
  2. „Przechodzimy oczywiście przez pół miasta, żeby wszyscy mieszkańcy wiedzieli, że w jego szkole pracuje biały. Dziś, mój nowy znajomy, posuwa się nawet o krok dalej i po drodze rozdaje ulotki. ”
    Na pewno Cię fotografował i na następnych ulotkach będzie Twoje zdjęcie z podpisem – mój nauczyciel! ha ha – kto będzie dociekał, że tylko przez 2 godziny 😉

    Poprawy pogody życzę (wg prognoz jutro już ma być słonecznie) i czekam na zdjęcia z Wielkiego Muru Chińskiego 🙂

    Odpowiedz
    • I to jest doslownie prawda. Podczas tej mojej ‚lekcji’ luis przyprowadzil fotografa, ktoy robil zdjecia jak ucze. Byky tez zdjexianz luisem przed szkola. Wszystko to bedzie wisialo na scianach i na ulotkach 😉 nawet wlasciciel barku w ktorym jemy sniadanie zrobil sobie ze mna zdjexie, oznajmiajac, ze wydrukuje je i powiesi w lokalu 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.