Dzień 8,9,10. Autostopem po Rosji

     Planując podróż, patrzyłem na mapę Rosji i wydawało mi się, że poza kilkoma większymi miastami nie ma zupełnie nic. Tylko łącząca je droga. Wówczas autostop byłby znacznie prostszy. Okazuje się jednak, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Poniżej kilka słów o tym, jak jeździ się autostopem po Rosji.
 

Czytaj dalej…

Dzień 7. Irytujący kierowca

     Dzień zaczynam w ciemnym (bez okna!) pokoju pensjonatu, w którym się zatrzymaliśmy. Ja, Sasza – autostopowicz, oraz nasz kierowca Vladimir z synem Benią. Ósma rano – kierowca śpi. Dziewiąta – śpi. Dziesiąta – śpi! Wstał po dziesiątej i nieco się tym poddenerwowałem. Nie spodziewałem się jednak, że najgorsze miało dopiero nadejść.

Czytaj dalej…

Dzień 6. Rosyjski autostopowicz

     Wstaję po czterech godzinach snu. Wczoraj trochę zabalowaliśmy z Anna z Couchaurfingu i jej chłopakiem. Było sporo wina i rozmów na tematy polityczne. Dobrze jest poznać sytuację także od tej drugiej strony. A więc wstaję wcześnie, żegnam się z gospodarzami i idę do pobliskiego, polskiego kościoła. Po Mszy czeka mnie wyprawa na wylot z największego miasta europy.
 

Czytaj dalej…

Dzien 4, 5 – Moskwa da sie lubic

     Dzień 4. Dzień zaczynam na przedmieściach Moskwy, gdzie spędziłem noc w mieszkaniu dziadka Saszy (szczegóły w poprzednim wpisie). Początkowo chce jechać do centrum pociągiem podmiejskim, ale w kasie nie można płacić karta, a ja wciąż nie mam rubli. „Jadę stopem!” – zapada decyzja. Ale nawet nie wiem, w którą strunę, bo drogowskazów brak. „Słońce jest na wschodzie, ja jestem po wschodniej stronie miasta” – myślę sobie i już wiem, w którą stronę jechać! Po 3 minutach zatrzymuje się auto.
 

Czytaj dalej…

Dzien 1,2,3 – autostopem do Moskwy

     Dzień 1. Wreszcie wyjechałem! 22 lipca, Bełchatów. Zarzucam plecak na plecy. Ten dwudziestokilogramowy bagaż będzie wszystkim co mam przez najbliższe dwa miesiące. Idę na wylot, „włączam” standardowy uśmiech autostopowicza i wyciągam kciuk. Czekam cale 15 minut – już nawet zaczynam się nieco denerwować, kiedy wreszcie zatrzymuje się Waleria – urocza, wąsata staruszka.

Czytaj dalej…

Alpejski weekend – Szwajcaria

     Tanie bilety do Bazylei pojawiły się dokładnie w środku okresu mojej najintensywniejszej nauki do egzaminu inżynierskiego. Tak bardzo tęskniłem wtedy za podróżami! Tak bardzo pragnąłem wydostać się spod sterty książek, notatek i kserówek! Mój struty fizycznymi wzorami umysł, tak bardzo pragnął nasycić swój humanistyczny pierwiastek malowniczym widokiem i pasjonującą rozmową z nieznajomym. Mój struty kawą i zmęczony organizm tak bardzo marzył o wiosennej przyrodzie i powiewie podróżniczej wolności. Decyzja zapadła momentalnie – kupiliśmy bilety dla czterech osób – a ja zamiast się uczyć, zacząłem planować kolejną podróż…
  

Czytaj dalej…

Niskobudżetowa pielgrzymka do Ziemi Świętej – Izrael

     W średniowieczu istniały trzy najważniejsze miejsca pielgrzymkowe – Santiago de Compostela, Rzym i Jerozolima. Pierwsze odwiedziłem w 2010 roku, podczas dziewięćset kilometrowej Camino de Santiago. Do Rzymu pojechałem w 2011 na beatyfikację Jana Pawła II. Zacząłem więc myśleć nad trzecim miejscem – Jerozolimą. Droga lądowa właściwie nie wchodzi w grę, z racji konfliktów z sąsiadami. Z pomocą przyszedł Wizzair. Oferuje on naprawdę tanie loty do Tel Awiwu. Polowałem na nie prawie dwa lata, aż wreszcie udało się! Lecimy do Izraela!

Cud natury prawie za darmo – Preikestolen

     Preikestolen to jeden z największych cudów natury na świecie. Przedstawiany we wszystkich rankingach miejsc, które trzeba zobaczyć przed śmiercią. Zamieszczany na okładach większości przewodników po Norwegii. Malownicza półka zawieszona sześćset metrów nad błękitnym fiordem. Wydawać by się mogło – nieosiągalna. A jednak! Przez dłuższy czas bilety lotnicze do pobliskiego Stavanger kosztowały nawet cztery złote. Potem Wizzair wprowadził trzydziestozłotową opłatę manipulacyjną i obecnie ceny zaczynają się od 34 złotych. To jednak wciąż absurdalnie mało, jak na możliwość stanięcia w tak magicznym miejscu.