Dzień 13. Nowosybirsk

     Pobudka inna niż wszystkie – budzi mnie pies liżąc mnie po twarzy. Nasi couchsurfingowi gospodarze mają bowiem czworonoga – Mike’a. Szybka kawa z rana i idziemy zwiedzać Nowosybirsk, który okaże się nieciekawą, socrealistyczną wizytówką związku radzieckiego.
 

Czytaj dalej…

Dzień 12. Autostopem do Nowosybirska

     Poranek jak każdego dnia – leniwa pobudka, dobudzanie Saszy, który jeszcze nigdy nie wstał pierwszy, składanie namiotu. Potem śniadanie- dziś serwujemy przedwczorajszy chleb z serkiem topionym i zieloną herbatę (uwielbiam swój nowy palnik!). Na deser „arachidki”, czyli rosyjskie orzeszki ziemne. Plecaki na plecy i w drogę! Dzisiejszy cel – autostopem do Nowosybirska!
 

Czytaj dalej…

Dzień 11. Mam sporo czasu

     Będąc jeszcze w Moskwie, w drodze na wylot znalazłem na ziemi zniszczony różaniec. Wziąłem go, naprawiłem i codziennie „używałem”. Brakowało mu jednak krzyżyka i po drodze zastanawiałem się skąd wziąć tę brakującą część. Dzisiejszego poranka, obudziliśmy się umyci, wyspani, z naładowanymi telefonami w pensjonacie. Podczas śniadania, ze zwykłej dziecięcej ciekawości zaglądnąłem do szuflady w nocnej szafce, a tam… krzyżyk. Z pętelką idealnie pasującą do znalezionego różańca. I choć do tej pory martwiłem się, że jadę zbyt wolno, tego poranka stwierdziłem – „Kuba, jesteś w dobrym miejscu, w dobrym czasie”.
 

Czytaj dalej…

Dzień 8,9,10. Autostopem po Rosji

     Planując podróż, patrzyłem na mapę Rosji i wydawało mi się, że poza kilkoma większymi miastami nie ma zupełnie nic. Tylko łącząca je droga. Wówczas autostop byłby znacznie prostszy. Okazuje się jednak, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Poniżej kilka słów o tym, jak jeździ się autostopem po Rosji.
 

Czytaj dalej…

Dzień 7. Irytujący kierowca

     Dzień zaczynam w ciemnym (bez okna!) pokoju pensjonatu, w którym się zatrzymaliśmy. Ja, Sasza – autostopowicz, oraz nasz kierowca Vladimir z synem Benią. Ósma rano – kierowca śpi. Dziewiąta – śpi. Dziesiąta – śpi! Wstał po dziesiątej i nieco się tym poddenerwowałem. Nie spodziewałem się jednak, że najgorsze miało dopiero nadejść.

Czytaj dalej…

Dzień 6. Rosyjski autostopowicz

     Wstaję po czterech godzinach snu. Wczoraj trochę zabalowaliśmy z Anna z Couchaurfingu i jej chłopakiem. Było sporo wina i rozmów na tematy polityczne. Dobrze jest poznać sytuację także od tej drugiej strony. A więc wstaję wcześnie, żegnam się z gospodarzami i idę do pobliskiego, polskiego kościoła. Po Mszy czeka mnie wyprawa na wylot z największego miasta europy.
 

Czytaj dalej…

Dzien 4, 5 – Moskwa da sie lubic

     Dzień 4. Dzień zaczynam na przedmieściach Moskwy, gdzie spędziłem noc w mieszkaniu dziadka Saszy (szczegóły w poprzednim wpisie). Początkowo chce jechać do centrum pociągiem podmiejskim, ale w kasie nie można płacić karta, a ja wciąż nie mam rubli. „Jadę stopem!” – zapada decyzja. Ale nawet nie wiem, w którą strunę, bo drogowskazów brak. „Słońce jest na wschodzie, ja jestem po wschodniej stronie miasta” – myślę sobie i już wiem, w którą stronę jechać! Po 3 minutach zatrzymuje się auto.
 

Czytaj dalej…

Dzien 1,2,3 – autostopem do Moskwy

     Dzień 1. Wreszcie wyjechałem! 22 lipca, Bełchatów. Zarzucam plecak na plecy. Ten dwudziestokilogramowy bagaż będzie wszystkim co mam przez najbliższe dwa miesiące. Idę na wylot, „włączam” standardowy uśmiech autostopowicza i wyciągam kciuk. Czekam cale 15 minut – już nawet zaczynam się nieco denerwować, kiedy wreszcie zatrzymuje się Waleria – urocza, wąsata staruszka.

Czytaj dalej…