Bałkany 2013 – Macedonia

     Od godziny siedzimy na albańsko-macedońskim przejściu granicznym. Pada, ale mamy dach nad głową. Jest zimno i wietrznie, a do tego skończyło nam się jedzenie. Szczytem marzeń jest ciepła kawa. Wreszcie jeden z kierowców zatrzymuje się, widząc karton z napisem Ohrid – nazwą oddalonej o trzydzieści kilometrów miejscowości. Wsiadamy do ciężarówki , a nasze przygnębienie natychmiast ustępuje miejsca euforii. Po kilkunastu kilometrach, auto zaczyna wydawać dziwne dźwięki, a bezradna mina kierowcy mówi wszystko – „koniec trasy”. Jesteśmy więc w tej samej sytuacji co pół godziny temu… tyle, że bez dachu nad głową. Tak wita nas Macedonia.
   

Czytaj dalej…

Bałkany 2013 – Albania

     Znane z opowieści slumsy i bieda, znane z internetu zdjęcia albańskich bunkrów i znani z filmów albańscy porywacze, stworzyli mi w głowie obraz Albanii dzikiej i niebezpiecznej. Nawet czarny orzeł, powiewający na przedartej wpół (!) narodowej fladze na przejściu granicznym, patrzył na nas złowrogo. Kiepskiego wrażenia dopełnili taksówkarze, natarczywie oferujący nam transport zaraz po wkroczeniu do kraju. Oczywiście uparcie wmawiali nam, że autostop tutaj nie funkcjonuje, ale my, jeszcze bardziej uparcie, odmawialiśmy podwózki. Najlepszym argumentem okazała się deklaracja, że i tak nie mamy Euro – tak ukochanej przez nich waluty. Po wyjściu z pola widzenia zaczepnych taksówkarzy zaczynamy łapać stopa. Dość szybko zatrzymuje się samochód, z którego wita nas pierwszy sympatyczny Albańczyk. Od teraz moja opinia o tym kraju będzie się wyłącznie poprawiać.
  

Czytaj dalej…

Bałkany 2013 – Grecja

     Mam taką swoją autostopową teorię, że im dłużej czeka się na poboczu, tym lepszego stopa w końcu się łapie. Czasem szlag trafia, kiedy przez trzy godziny nikt się nie zatrzymuje. Wreszcie jednak na poboczu staje samochód, a w nim ten wyczekiwany kierowca, który okazuje się świetnym człowiekiem, w dodatku jadącym kilkaset kilometrów w naszym kierunku. Wtedy jestem niezwykle wdzięczny wszystkim ignorantom, którzy przez ostatnie trzy godziny obojętnie obok mnie przejeżdżali. Gdyby się zatrzymali, nie jechałbym z tym człowiekiem. Teoria ta doskonale sprawdziła się podczas wrześniowej podróży na Bałkany. Przez pierwszą dobę przejeżdżamy nieco ponad dwieście kilometrów. „Ale spokojnie, Kuba” – myślę sobie – „twój wymarzony kierowca jest już blisko”. Takie myślenie to niezastąpiony sposób na dodatkową dawkę cierpliwości. Wreszcie, gdzieś w Czechach, zatrzymuje się Robert, kierowca ciężarówki, dzięki któremu po dwóch dniach, docieramy do Grecji.
  

Czytaj dalej…

Autostopem przez byłą Jugosławię – cz. 4 – Słowenia

     Każdy z czterech odwiedzonych podczas tej podróży krajów można określić innym przymiotnikiem. Bośnia i Hercegowina jest orientalna. Upalne temperatury, islamska kultura i widoczne ślady niedawnej wojny sprawiają, że kraj wydaje się odleglejszy od innych. Czarnogóra jest zachwycająca. Masyw Durmitor, swym pierwotnym pięknem, kładzie na łopatki wszystkie odwiedzone miejsca. Chorwację, no cóż, określiłbym jako nieprzyjazną. Ludzie, otwarci bardziej na pieniądze turystów, niż na drugiego człowieka, nie zrobili na nas dobrego wrażenia. Słowenia natomiast jest różnorodna. Piękne morze, wysokie góry i potężne jaskinie – to wszystko oddalone od siebie o nie więcej niż sto kilometrów. Do tego życzliwi ludzie, przyjemny autostop i stosunkowo niskie ceny. To wszystko sprawia, że mieszkając w Polsce, tak blisko Słowenii, grzechem jest jej nigdy nie odwiedzić.
  

Czytaj dalej…

Autostopem przez byłą Jugosławię – cz. 3 – Chorwacja

     Do Chorwacji wjeżdżamy podczas tej podróży cztery razy. Pierwszy, w drodze do Medjugorie. Wtedy kraj pokazuje nam oblicze, które później ciężko będzie nam dostrzec. Nie dość, że wita nas pięknym zachodem, to jeszcze stawia na naszej drodze wspaniałych ludzi. Szukając miejsca na rozbicie namiotu pytamy przypadkowo spotkanego mężczyznę o kawałek trawy. Ten wyciąga telefon, gdzieś dzwoni, gdzieś nas prowadzi i chwilę później mamy nocleg w domku jego rodziców. Ciepły pokój, wygodne łóżko i kolacja, tak wita nas Chorwacja pierwszej nocy. Po raz drugi przekraczamy jej granicę z polską pielgrzymką autokarową, z którą zabieramy się z Medugorie. Podczas tej jednodniowej wycieczki na wybrzeże, kraj pokazuje nam to z czego słynie najbardziej: piękne widoki, ciepłe morze i plaże pełne Polaków. Trzeci raz, przekraczamy granicę już prawie na dobre w okolicach Dubrownika. Jadąc później na północ, niespodziewanie pojawia się granica z Bośnią i Hercegowiną. Jedziemy kilka kilometrów wzdłuż bośniackiego wybrzeża, żeby zaraz znów wjechać do Chorwacji… po raz czwarty. Tym razem na cały tydzień.
 

Czytaj dalej…

Autostopem przez byłą Jugosławię – cz. 2 – Czarnogóra

     Powoli zapada zmrok, ale możemy dojrzeć jeszcze niezwykłe krajobrazy, które nas otaczają. Jest już zbyt ciemno na robienie zdjęć. Te widoki jednak na długo pozostaną w naszej pamięci. Pionowe, skaliste ściany, przepastne urwiska a w dole szmaragdowa woda. Kanion rzeki Pivy jest groźny, dziki i w tym wszystkim zachwycający. Można w nim dostrzec niesamowitą potęgę natury, ale także geniusz człowieka, gdyż wybudowanie drogi w tych warunkach musiało być dużym wyzwaniem. Cieniutka wstęga jest wręcz przyklejona do stromego zbocza. Wije się po skalistych półkach, a od czasu do czasu przebija granitową ścianę i wchodzi w tunel. Tunel, w którym brak awaryjnych pasów i telefonów alarmowych. W jego wnętrzu panują całkowite ciemności, a mijanie się z innym samochodem byłoby sporym wyzwaniem. Na szczęście nasz serbski kierowca nie musi go podejmować. Przez dwie godziny drogi nie mijamy ani jednego pojazdu. W całym kraju mieszka bowiem mniej ludzi, niż w samym polskim Krakowie. Dzikie góry, nieodkryte tereny, dziewicze lasy i puste, turystyczne szlaki – taki okaże się kraj, którego granicę właśnie przekroczyliśmy. Witamy w Czarnogórze!
    

Czytaj dalej…

Autostopem przez byłą Jugosławię – cz. 1 – Bośnia i Hercegowina

     Nigdy napisanie relacji nie było dla mnie tak dużym wyzwaniem. Nigdy nie było mi tak ciężko zabrać się za ubranie wspomnień w słowa, przelanie na przysłowiowy papier obrazów i emocji, smaków i zapachów. Może to przez obfitość  przygód, które przeżyliśmy. Przez to, że żadne z odwiedzonych miejsc się nie wyróżniało, że wszystkie były równie fantastyczne. Może przez ich różnorodność – góry, morze, jaskinie, miasta – każde piękne w swej odmienności, najpiękniejsze w swojej kategorii. Może wszystkie robiły na nas takie wrażenie, że żadne nie nadało szczególnego koloru tej podróży. A może jej kolorów było tak wiele, że wirując w mojej głowie zlały się w czystą biel, oślepiającą pisarską inwencję. Cztery tygodnie w drodze – cztery kraje byłej Jugosławii. Zapraszam na część pierwszą – Bośnia i Hercegowina, kraj z nutką orientu. 
 

Czytaj dalej…

Paryż – autostopem za brzydką pogodą

     Paryż zwany jest „miastem marzeń”. Dla nas taki był, gdyż od dawna marzyliśmy, aby go odwiedzić. Inspirujące paryskie budowle i leniwie wijąca się między nimi Sekwana nadały mu również miano „miasta artystów”. Aby się o tym przekonać, warto odwiedzić obfitujące w amatorów malarstwa wzgórze Montmartre. Zaraz pod nim biegnie tzw. „czerwona ulica”, która tłumaczyłaby przydomek „miasto miłości”. Jednak tutaj chodzi raczej o romantyczny charakter miasta. O to trzeba by jednak zapytać bardziej wrażliwą niż ja Iwonkę, moją współtowarzyszkę podróży. Przydomek „miasto światła” łatwo zrozumieć podziwiając migoczącą tysiącami lampek Wieżę Eiffla, a „miasto mody”, oglądając wystawy butików na Champs-Élysées. Dla mnie, Paryż będzie od teraz miastem deszczu. Brzydka pogoda towarzyszyła nam prawie cały czas. Mimo to podróż zaliczam do bardzo udanych, bo przecież ważniejsza niż pogoda, jest pogoda ducha.
  

Czytaj dalej…