Wstaję po czterech godzinach snu. Wczoraj trochę zabalowaliśmy z Anna z Couchaurfingu i jej chłopakiem. Było sporo wina i rozmów na tematy polityczne. Dobrze jest poznać sytuację także od tej drugiej strony. A więc wstaję wcześnie, żegnam się z gospodarzami i idę do pobliskiego, polskiego kościoła. Po Mszy czeka mnie wyprawa na wylot z największego miasta europy.
Autostop
Dzien 4, 5 – Moskwa da sie lubic
Dzień 4. Dzień zaczynam na przedmieściach Moskwy, gdzie spędziłem noc w mieszkaniu dziadka Saszy (szczegóły w poprzednim wpisie). Początkowo chce jechać do centrum pociągiem podmiejskim, ale w kasie nie można płacić karta, a ja wciąż nie mam rubli. „Jadę stopem!” – zapada decyzja. Ale nawet nie wiem, w którą strunę, bo drogowskazów brak. „Słońce jest na wschodzie, ja jestem po wschodniej stronie miasta” – myślę sobie i już wiem, w którą stronę jechać! Po 3 minutach zatrzymuje się auto.
Dzien 1,2,3 – autostopem do Moskwy
Dzień 1. Wreszcie wyjechałem! 22 lipca, Bełchatów. Zarzucam plecak na plecy. Ten dwudziestokilogramowy bagaż będzie wszystkim co mam przez najbliższe dwa miesiące. Idę na wylot, „włączam” standardowy uśmiech autostopowicza i wyciągam kciuk. Czekam cale 15 minut – już nawet zaczynam się nieco denerwować, kiedy wreszcie zatrzymuje się Waleria – urocza, wąsata staruszka.
Alpejski weekend – Szwajcaria
Tanie bilety do Bazylei pojawiły się dokładnie w środku okresu mojej najintensywniejszej nauki do egzaminu inżynierskiego. Tak bardzo tęskniłem wtedy za podróżami! Tak bardzo pragnąłem wydostać się spod sterty książek, notatek i kserówek! Mój struty fizycznymi wzorami umysł, tak bardzo pragnął nasycić swój humanistyczny pierwiastek malowniczym widokiem i pasjonującą rozmową z nieznajomym. Mój struty kawą i zmęczony organizm tak bardzo marzył o wiosennej przyrodzie i powiewie podróżniczej wolności. Decyzja zapadła momentalnie – kupiliśmy bilety dla czterech osób – a ja zamiast się uczyć, zacząłem planować kolejną podróż…
Niskobudżetowa pielgrzymka do Ziemi Świętej – Izrael
W średniowieczu istniały trzy najważniejsze miejsca pielgrzymkowe – Santiago de Compostela, Rzym i Jerozolima. Pierwsze odwiedziłem w 2010 roku, podczas dziewięćset kilometrowej Camino de Santiago. Do Rzymu pojechałem w 2011 na beatyfikację Jana Pawła II. Zacząłem więc myśleć nad trzecim miejscem – Jerozolimą. Droga lądowa właściwie nie wchodzi w grę, z racji konfliktów z sąsiadami. Z pomocą przyszedł Wizzair. Oferuje on naprawdę tanie loty do Tel Awiwu. Polowałem na nie prawie dwa lata, aż wreszcie udało się! Lecimy do Izraela!
Kraj o zapachu pomarańczy – Portugalia
Ciężko jest znaleźć tani bilet lotniczy do Portugalii. Tym bardziej byłem w szoku, kiedy na fali listopadowych promocji Ryanaira, w ich systemie rezerwacyjnym pojawiła się oferta z Warszawy, przez Londyn do Lizbony, za… 154 złote. Tak tanio, do kraju Vasco da Gamy nie było nigdy wcześniej, ani nigdy później. Raz, dwa, trzy i bilety kupione! Kilka dni przed podróżą zaczynam sprawdzać pogodę. Nie jest dobrze. Z dnia na dzień prognozy są coraz gorsze. Lecimy więc przygotowani na deszcz, ale rzeczywistość przerasta nasze obawy – w Portugalii trafiamy na najgorszą pogodę od, co najmniej, kilkunastu lat.
Cud natury prawie za darmo – Preikestolen
Preikestolen to jeden z największych cudów natury na świecie. Przedstawiany we wszystkich rankingach miejsc, które trzeba zobaczyć przed śmiercią. Zamieszczany na okładach większości przewodników po Norwegii. Malownicza półka zawieszona sześćset metrów nad błękitnym fiordem. Wydawać by się mogło – nieosiągalna. A jednak! Przez dłuższy czas bilety lotnicze do pobliskiego Stavanger kosztowały nawet cztery złote. Potem Wizzair wprowadził trzydziestozłotową opłatę manipulacyjną i obecnie ceny zaczynają się od 34 złotych. To jednak wciąż absurdalnie mało, jak na możliwość stanięcia w tak magicznym miejscu.
Bałkany 2013 – Macedonia
Od godziny siedzimy na albańsko-macedońskim przejściu granicznym. Pada, ale mamy dach nad głową. Jest zimno i wietrznie, a do tego skończyło nam się jedzenie. Szczytem marzeń jest ciepła kawa. Wreszcie jeden z kierowców zatrzymuje się, widząc karton z napisem Ohrid – nazwą oddalonej o trzydzieści kilometrów miejscowości. Wsiadamy do ciężarówki , a nasze przygnębienie natychmiast ustępuje miejsca euforii. Po kilkunastu kilometrach, auto zaczyna wydawać dziwne dźwięki, a bezradna mina kierowcy mówi wszystko – „koniec trasy”. Jesteśmy więc w tej samej sytuacji co pół godziny temu… tyle, że bez dachu nad głową. Tak wita nas Macedonia.