Uważam, że niskobudżetowi podróżnicy powinni oszczędzać redukując własny komfort, a nie jeżdżąc na gapę, czy nie płacąc za bilety wstępu. Do tej pory zawsze byłem uczciwy. Długo biłem się z myślami – kupić, czy oszukać? Tym bardziej, że dojście do Petry od tyłu jest stosunkowo łatwe, a trasa była wielokrotnie opisywana w internetach. Nie chciałem oszukiwać, ale z drugiej strony, wydając dwieście pięćdziesiąt złotych na bilet (!), sam czułbym się oszukany. Postanowiliśmy przedrzeć się tyłem. I nieco mi ulżyło, gdy okazało się, że bezskutecznie.
spanie na dziko
Islandia niskobudżetowo – za pięćset złotych
Niezwykle ciężko przyszło mi napisanie tej relacji. Siadałem do niej kilkanaście razy, próbując opisać jak najwierniej piękno Islandii. Starałem się oddać jej wyjątkowość, jej niezwykły klimat, zachwycające krajobrazy. Za każdym razem, po nieudolnych próbach przelania wspomnień na papier (a właściwie na monitor), rezygnowałem. Powtarzało się to wiele razy, aż wreszcie uznałem, że mi się nie uda. Islandia jest zbyt niezwykła, żeby ją opisać. Islandię trzeba zobaczyć!
Autostopem do Pekinu – Plecak Wspomnień
Prawie dwumiesięczna podróż dobiegła końca. Wyruszyłem w drugiej połowie lipca 2014. Po trzech dniach osiągnąłem Moskwę, po kolejnych dziesięciu trafiłem nad Bajkał. Stamtąd odbiłem na południe, do Mongolii, w której spędziłem ponad dwa tygodnie. Ostatnim etapem było przejechanie do Pekinu, skąd samolotem wróciłem do Europy. Trzynaście tysięcy kilometrów przebytych autostopem, stu dwudziestu dwóch kierowców. Piętnaście kilo na plecach i wyhodowane trzynaście milimetrów wąsów. A do tego niezliczona ilość przygód!!
Dzień 56,57,58. Ostatnia prosta
Niesamowite, jak odległość może być względna. Anglia zawsze wydawała mi się tak daleko. Kiedy kilka lat temu, przyjechałem na wyspy, była to dla mnie naprawdę duża podróż. Inny czas, inny język – wszystko tak bardzo różniło się od naszej polskiej rzeczywistości. Właśnie przyleciałem z Pekinu do Londynu (bilety do Warszawy były znacznie droższe). I wiecie co? Teraz, odległość z Anglii do domu wydaje się absurdalnie mała! Przecież to tylko trzy dni autostopowej drogi! W dodatku przez autostrady pełne polskich kierowców. Mimo, że to ponad dwa tysiące kilometrów, dla mnie jest to już ostatnia prosta tej podróży.
Dzień 45,46. Okolice Pekinu
Zanim dojadę do Pekinu, zamierzam zwiedzić jego okolice. Dziś za cel obieram sobie park narodowy Yanquing. I to wyłącznie dlatego, że w informacji turystycznej zobaczyłem ładne zdjęcie tamtejszego kanionu. Zapytałem gdzie to jest, pan pokazał punkt na mapie… no i jadę.
Dzień 44. Mur Chiński autostopem
O siódmej rano budzi mnie woda w namiocie. Rosa jest bardzo obfita, a namiot kiepsko rozłożony i nieco nakapało mi do środka. Zdejmuję więc tropik i wystawiam wszystko do słońca. Czytam sobie książkę, czekając aż namiot wyschnie. Nagle podchodzi do mnie dwójka zbieraczy śmieci i pokazują żeby się stąd zabierać. Stróże porządku się znaleźli.
Dzień 43. Już prawie w Pekinie
Budzę się, patrzę dookoła i od razu jestem zły – wszystko mam w błocie. Podczas wczorajszego nocnego marszu przez krzaki, nieźle się wysmarowałem. Do podeszw sandałów zaś przykleiła się dwucentymetrowa, błotna warstwa. Ale nie jest źle, bo dziś świeci słońce!
Dzień 42. Deszczowe Chiny
Po dniach niezwykłych i przyjemnych, przyszedł czas na zwykły i nieprzyjemny. Od rana do wieczora przejechałem jedynie dwieście kilometrów, często gubiąc drogę i zmieniając auta. A wszystko to w obrzydliwej mrzawie, która czasem zamieniała się w jeszcze bardziej obrzydliwy deszcz.