Grudniowa Gruzja

     Gruzja plącze się w mojej głowie od bardzo dawna. Już trzy lata temu był plan, żeby ją odwiedzić, ale się nie udało. Potem każdego roku chciałem tam pojechać i wykreślić z listy marzeń pozycję – „wypić gruzińskie wino w Kaukazie”, ale się to nie udawało. Za każdym razem z innych powodów. Kiedy więc pewnego razu znajomy zadzwonił z propozycją lotu do Gruzji za 74 złote, podjąłem decyzję zanim skończył zdanie. To nic, że w grudniu; to nic, że tylko na trzy dni. Postanowiłem polecieć, żeby sprawdzić, czy do Gruzji w ogóle warto jechać. 
 

Czytaj dalej…

Jeden dzień w Bergamo, czyli wypad na obiad do Włoch

     A gdyby tak wyjść rano, teleportować się do obcego kraju, a wieczorem wrócić do domu? Czemu nie! Transport lotniczy to prawie jak teleportacja! Wylatujemy jeszcze przed świtem. Podziwiamy wschód słońca nad Tatrami, a za chwilę nad Alpami i po godzinie jesteśmy w słonecznej Italii. Niesamowite! A wieczorem znów na lotnisko żeby zdążyć do domu na kolację. I to wszystko tak tanio, że mogą sobie na to pozwolić biedni studenci. Żyjemy w fantastycznych czasach!
 

Budapeszt jest piękny nocą!

     Po ostatniej wakacyjnej podróży, zostało nam w portfelu dwa tysiące węgierskich forintów. To niecałe trzydzieści złotych, ale sam fakt posiadania waluty innego kraju, jest doskonałym pretekstem, żeby go odwiedzić. Wreszcie pojawiły się tanie bilety do Budapesztu, a że moje Wizzair’owe zniżki działają na wszystkich współpasażerów, postanowiliśmy zabrać więcej osób. W ten sposób polecieliśmy sześcioosobową grupą. I jestem pewien, że każdy uczestnik wycieczki przyzna, że Budapeszt jest miastem zachwycającym! Szczególnie nocą! Poniżej przedstawiam subiektywny przewodnik po węgierskiej stolicy, inspirowany naszymi wspomnieniami.

Cud natury prawie za darmo – Preikestolen

     Preikestolen to jeden z największych cudów natury na świecie. Przedstawiany we wszystkich rankingach miejsc, które trzeba zobaczyć przed śmiercią. Zamieszczany na okładach większości przewodników po Norwegii. Malownicza półka zawieszona sześćset metrów nad błękitnym fiordem. Wydawać by się mogło – nieosiągalna. A jednak! Przez dłuższy czas bilety lotnicze do pobliskiego Stavanger kosztowały nawet cztery złote. Potem Wizzair wprowadził trzydziestozłotową opłatę manipulacyjną i obecnie ceny zaczynają się od 34 złotych. To jednak wciąż absurdalnie mało, jak na możliwość stanięcia w tak magicznym miejscu. 
  

Słońce, morze, dzikie węże – Cypr 2013

     Za oknem padał jeszcze śnieg, kiedy w ofercie Ryanair’a pojawiły się tanie bilety na Cypr. W ostatniej chwili udało się zabukować loty, po czym zaczęliśmy odliczać dni do wylotu na słoneczną wyspę. Ale Cypr okazał się nie być tak ciepły, jak sądziliśmy. Wiatr, zerwał nam tropik z namiotu, deszcz przemoczył śpiwory, a temperatura momentami spadała tak nisko, że nawet wyborne, cypryjskie piwo nie wchodziło tak, jak powinno. Jednak powyższe niedogodności, to właśnie przysłowiowe „małe piwo”, w porównaniu do wszystkich zalet wyspy – łatwości łapania stopa, błękitu cypryjskiego morza czy smaku tamtejszych cytrusów. I nawet czyhające na nas w krzakach jadowite węże, nie zdołały popsuć tego niezapomnianego weekendu.
 

Czytaj dalej…

Oslo – wypad do muzeum

     Cała wyprawa zaczyna się od obejrzenia filmu Kon-Tiki. To autentyczna historia Norwegów, którzy kilkadziesiąt lat temu przepłynęli z Peru do Polinezji. Używając do tego bardzo prymitywnej tratwy pokazali, że dwa tysiące lat temu taka podróż również była możliwa. Tym samym udowodnili, że Polinezja została zasiedlona przez ludy Ameryki Południowej, a nie jak do tej pory sądzono, przez Azjatów. Film inspiruje i to do tego stopnia, że umieściłem pozycję „Odwiedzić muzeum Kon-Tiki w Oslo” na mojej liście marzeń. Wiedziałem, że na jej skreślenie nie będę musiał długo czekać. Jednocyfrowe ceny lotów do stolicy Norwegii zdarzały się ostatnio wyjątkowo często.
 

Czytaj dalej…

Aurora borealis – Norwegia po raz pierwszy

     „Ciekawe czy kiedyś uda mi się ją zobaczyć” – powiedziała moja mama kiedy w telewizji oglądaliśmy program o zorzy polarnej. To zdanie zapoczątkowało ciąg zdarzeń, dzięki któremu półtora miesiąca później obserwowaliśmy to niezwykłe zjawisko w środkowej Norwegii. Chwila przeszukiwania odpowiednich stron i padła moja odpowiedź – „Lecimy na zorzę!”. Musiała jednak zaakceptować jeżdżenie autostopem, spanie u ludzi z Couchsurfing’u i jedzenie polskich pasztetów przez cały wyjazd, czyli klasyczne warunki low-cost’owych podróży. Tym razem jednak w trzyosobowej ekipie – ja, Iwonka i moja mama.
 

Czytaj dalej…

Cztery zielone dni – Irlandia

 
     Jakiś czas temu światem tanich lotów wstrząsnęły zmiany w opłatach dwóch najtańszych linii lotniczych. Najpierw Wizzair wprowadził płatny bagaż podręczny, a następnie Ryanair zażądał dodatkowej opłaty sześciu euro na każdej trasie. Oznacza to, że teraz najtańsze promocyjne bilety można kupić nie za dwa złote, lecz sześćdziesiąt. Era absurdalnie tanich lotów zakończyła się pozostawiając żal w sercu ubogich i skąpych podróżników. Dwa tygodnie wcześniej, ja i Iwonka siedzieliśmy na wysokości kilku tysięcy metrów w samolocie linii Ryanair. Lecieliśmy do Irlandii. Za dziewięć złotych.

Czytaj dalej…