Cud natury prawie za darmo — Preikestolen

     Pre­ike­sto­len to jeden z naj­więk­szych cudów natu­ry na świe­cie. Przed­sta­wia­ny we wszyst­kich ran­kin­gach miejsc, któ­re trze­ba zoba­czyć przed śmier­cią. Zamiesz­cza­ny na okła­dach więk­szo­ści prze­wod­ni­ków po Nor­we­gii. Malow­ni­cza pół­ka zawie­szo­na sześć­set metrów nad błę­kit­nym fior­dem. Wyda­wać by się mogło — nie­osią­gal­na. A jed­nak! Przez dłuż­szy czas bile­ty lot­ni­cze do pobli­skie­go Sta­van­ger kosz­to­wa­ły nawet czte­ry zło­te. Potem Wiz­za­ir wpro­wa­dził trzy­dzie­sto­zło­to­wą opła­tę mani­pu­la­cyj­ną i obec­nie ceny zaczy­na­ją się od 34 zło­tych. To jed­nak wciąż absur­dal­nie mało, jak na moż­li­wość sta­nię­cia w tak magicz­nym miej­scu. 
  

Oslo — wypad do muzeum

     Cała wypra­wa zaczy­na się od obej­rze­nia fil­mu Kon-Tiki. To auten­tycz­na histo­ria Nor­we­gów, któ­rzy kil­ka­dzie­siąt lat temu prze­pły­nę­li z Peru do Poli­ne­zji. Uży­wa­jąc do tego bar­dzo pry­mi­tyw­nej tra­twy poka­za­li, że dwa tysią­ce lat temu taka podróż rów­nież była moż­li­wa. Tym samym udo­wod­ni­li, że Poli­ne­zja zosta­ła zasie­dlo­na przez ludy Ame­ry­ki Połu­dnio­wej, a nie jak do tej pory sądzo­no, przez Azja­tów. Film inspi­ru­je i to do tego stop­nia, że umie­ści­łem pozy­cję “Odwie­dzić muzeum Kon-Tiki w Oslo” na mojej liście marzeń. Wie­dzia­łem, że na jej skre­śle­nie nie będę musiał dłu­go cze­kać. Jed­no­cy­fro­we ceny lotów do sto­li­cy Nor­we­gii zda­rza­ły się ostat­nio wyjąt­ko­wo czę­sto.
 

Czy­taj dalej

Aurora borealis — Norwegia po raz pierwszy

     “Cie­ka­we czy kie­dyś uda mi się ją zoba­czyć” — powie­dzia­ła moja mama kie­dy w tele­wi­zji oglą­da­li­śmy pro­gram o zorzy polar­nej. To zda­nie zapo­cząt­ko­wa­ło ciąg zda­rzeń, dzię­ki któ­re­mu pół­to­ra mie­sią­ca póź­niej obser­wo­wa­li­śmy to nie­zwy­kłe zja­wi­sko w środ­ko­wej Nor­we­gii. Chwi­la prze­szu­ki­wa­nia odpo­wied­nich stron i padła moja odpo­wiedź — “Leci­my na zorzę!”. Musia­ła jed­nak zaak­cep­to­wać jeż­dże­nie auto­sto­pem, spa­nie u ludzi z Couchsurfing’u i jedze­nie pol­skich pasz­te­tów przez cały wyjazd, czy­li kla­sycz­ne warun­ki low-cost’owych podró­ży. Tym razem jed­nak w trzy­oso­bo­wej eki­pie — ja, Iwon­ka i moja mama.
 

Czy­taj dalej