Dzień 53,54,55. Londyn!

     Dwa lata temu zaczy­na­łem przy­go­dę z tanim lata­niem. Lon­dyn był moim pierw­szym celem. To tutaj odby­łem swo­ją pierw­szą pod­nieb­ną podróż (rela­cja). Wła­śnie tutaj, lądo­wał mój pierw­szy w życiu samo­lot. Wte­dy spę­dzi­łem w sto­li­cy Wiel­kiej Bry­ta­nii nie­co ponad dobę. Teraz mam do dys­po­zy­cji aż trzy dni. I zamie­rzam je jak naj­le­piej wyko­rzy­stać!

Czy­taj dalej…Dzień 53,54,55. Lon­dyn!

Dzień 52. Trzynaście godzin w Azerbejdżanie

     Nad ranem lądu­je­my w Azer­bej­dża­nie. Tu spę­dzę cały dzi­siej­szy dzień, cze­ka­jąc na samo­lot do Lon­dy­nu. Trzy­na­ście godzin! “Co ja będę robił tyle cza­su” — mar­twię się. Na szczę­ście moja oba­wy oka­zu­ją się bez­pod­staw­ne. Czas mija szyb­ko i przy­jem­nie, a to nie­mal wyłącz­nie, dzię­ki dar­mo­we­mu wi-fi. 

Czy­taj dalej…Dzień 52. Trzy­na­ście godzin w Azer­bej­dża­nie

Londyn — wyjazd wyrwany z kontekstu

     Czy w jeden zwy­kły week­end moż­na za nie­wiel­kie pie­nią­dze odbyć cie­ka­wą, wręcz egzo­tycz­ną podróż? Moż­na, a mój wylot do Lon­dy­nu w ostat­ni week­end jest na to dosko­na­łym dowo­dem. 72 godzi­ny rewe­la­cyj­nej przy­go­dy, któ­rej cał­ko­wi­ty koszt zmie­ścił się w dwu­cy­fro­wej sumie. Dwa dni w zupeł­nie innej rze­czy­wi­sto­ści. Wyjazd był tym bar­dziej nie­zwy­kły, bo odbył się w naj­zwy­klej­szy week­end. Był jak migaw­ka lata w środ­ku zimy. Jak wkle­jo­ne w taśmę codzien­ne­go życia kil­ka kla­tek eks­cy­tu­ją­ce­go fil­mu z waka­cji. Był po pro­stu wyrwa­ny z kon­tek­stu.
 

Czy­taj dalej…Lon­dyn — wyjazd wyrwa­ny z kon­tek­stu