Bałkany 2013 — Grecja

     Mam taką swo­ją auto­sto­po­wą teo­rię, że im dłu­żej cze­ka się na pobo­czu, tym lep­sze­go sto­pa w koń­cu się łapie. Cza­sem szlag tra­fia, kie­dy przez trzy godzi­ny nikt się nie zatrzy­mu­je. Wresz­cie jed­nak na pobo­czu sta­je samo­chód, a w nim ten wycze­ki­wa­ny kie­row­ca, któ­ry oka­zu­je się świet­nym czło­wie­kiem, w dodat­ku jadą­cym kil­ka­set kilo­me­trów w naszym kie­run­ku. Wte­dy jestem nie­zwy­kle wdzięcz­ny wszyst­kim igno­ran­tom, któ­rzy przez ostat­nie trzy godzi­ny obo­jęt­nie obok mnie prze­jeż­dża­li. Gdy­by się zatrzy­ma­li, nie jechał­bym z tym czło­wie­kiem. Teo­ria ta dosko­na­le spraw­dzi­ła się pod­czas wrze­śnio­wej podró­ży na Bał­ka­ny. Przez pierw­szą dobę prze­jeż­dża­my nie­co ponad dwie­ście kilo­me­trów. “Ale spo­koj­nie, Kuba” — myślę sobie — “twój wyma­rzo­ny kie­row­ca jest już bli­sko”. Takie myśle­nie to nie­za­stą­pio­ny spo­sób na dodat­ko­wą daw­kę cier­pli­wo­ści. Wresz­cie, gdzieś w Cze­chach, zatrzy­mu­je się Robert, kie­row­ca cię­ża­rów­ki, dzię­ki któ­re­mu po dwóch dniach, docie­ra­my do Gre­cji.
  

Czy­taj dalej

Paryż — autostopem za brzydką pogodą

     Paryż zwa­ny jest “mia­stem marzeń”. Dla nas taki był, gdyż od daw­na marzy­li­śmy, aby go odwie­dzić. Inspi­ru­ją­ce pary­skie budow­le i leni­wie wiją­ca się mię­dzy nimi Sekwa­na nada­ły mu rów­nież mia­no “mia­sta arty­stów”. Aby się o tym prze­ko­nać, war­to odwie­dzić obfi­tu­ją­ce w ama­to­rów malar­stwa wzgó­rze Mont­mar­tre. Zaraz pod nim bie­gnie tzw. “czer­wo­na uli­ca”, któ­ra tłu­ma­czy­ła­by przy­do­mek “mia­sto miło­ści”. Jed­nak tutaj cho­dzi raczej o roman­tycz­ny cha­rak­ter mia­sta. O to trze­ba by jed­nak zapy­tać bar­dziej wraż­li­wą niż ja Iwon­kę, moją współ­to­wa­rzysz­kę podró­ży. Przy­do­mek “mia­sto świa­tła” łatwo zro­zu­mieć podzi­wia­jąc migo­czą­cą tysią­ca­mi lam­pek Wie­żę Eif­fla, a “mia­sto mody”, oglą­da­jąc wysta­wy buti­ków na Champs-Ély­sées. Dla mnie, Paryż będzie od teraz mia­stem desz­czu. Brzyd­ka pogo­da towa­rzy­szy­ła nam pra­wie cały czas. Mimo to podróż zali­czam do bar­dzo uda­nych, bo prze­cież waż­niej­sza niż pogo­da, jest pogo­da ducha.
  

Czy­taj dalej