Jak dogadywać się w podróży?

     W mailach, któ­re dosta­ję od czy­tel­ni­ków, regu­lar­nie poja­wia się pyta­nie, jak ja się doga­du­ję pod­czas podró­ży. Czę­sto przy­bie­ra ono nawet for­mę stwier­dze­nia, że sko­ro tyle jeż­dżę po świe­cie, to z pew­no­ścią znam mnó­stwo języ­ków. Tym­cza­sem, na pozio­mie komu­ni­ka­tyw­nym, mówię tyl­ko po angiel­sku. I to nie per­fek­cyj­nie. Znam nato­miast wie­le spo­so­bów na to, żeby doga­dać się w podró­ży mimo barie­ry języ­ko­wej. Jakie to spo­so­by? Prze­czy­ta­cie poni­żej.

Czy­taj dalej

Autostopem do Pekinu — Plecak Wspomnień

     Pra­wie dwu­mie­sięcz­na podróż dobie­gła koń­ca. Wyru­szy­łem w dru­giej poło­wie lip­ca 2014. Po trzech dniach osią­gną­łem Moskwę, po kolej­nych dzie­się­ciu tra­fi­łem nad Baj­kał. Stam­tąd odbi­łem na połu­dnie, do Mon­go­lii, w któ­rej spę­dzi­łem ponad dwa tygo­dnie. Ostat­nim eta­pem było prze­je­cha­nie do Peki­nu, skąd samo­lo­tem wró­ci­łem do Euro­py. Trzy­na­ście tysię­cy kilo­me­trów prze­by­tych auto­sto­pem, stu dwu­dzie­stu dwóch kie­row­ców. Pięt­na­ście kilo na ple­cach i wyho­do­wa­ne trzy­na­ście mili­me­trów wąsów. A do tego nie­zli­czo­na ilość przy­gód!! 

Czy­taj dalej

Dzień 47. Autostop w Chinach

     Szó­sta rano. Budzi mnie szar­pa­nie namio­tem i jakieś chiń­skie krzy­ki. Roz­su­wam zamek, wysta­wiam gło­wę, a tam dzia­dek z psem. Minę ma taką jak­by miał dostać zawa­łu. Nawet na uli­cy wszy­scy patrzą na mnie jak na naj­więk­sze­go dzi­wo­lą­ga. Kie­dy więc moja egzo­tycz­na gło­wa, wysta­je z jakiejś bli­żej nie­okre­ślo­nej bry­ły roz­ło­żo­nej w krza­kach, to ten ma pra­wo być w szo­ku. Gdy docho­dzi do sie­bie, wyco­fu­je się prze­pra­sza­ją­co i spa­ce­ru­je dalej. Ja jed­nak jestem już na tyle roz­bu­dzo­ny, że ruszam w dro­gę. Dziś, po raz ostat­ni łapę auto­stop w Chi­nach.
 

Czy­taj dalej

Dzień 45,46. Okolice Pekinu

     Zanim doja­dę do Peki­nu, zamie­rzam zwie­dzić jego oko­li­ce. Dziś za cel obie­ram sobie park naro­do­wy Yanqu­ing. I to wyłącz­nie dla­te­go, że w infor­ma­cji tury­stycz­nej zoba­czy­łem ład­ne zdję­cie tam­tej­sze­go kanio­nu. Zapy­ta­łem gdzie to jest, pan poka­zał punkt na mapie… no i jadę.
 

Czy­taj dalej

Dzień 44. Mur Chiński autostopem

     O siód­mej rano budzi mnie woda w namio­cie. Rosa jest bar­dzo obfi­ta, a namiot kiep­sko roz­ło­żo­ny i nie­co naka­pa­ło mi do środ­ka. Zdej­mu­ję więc tro­pik i wysta­wiam wszyst­ko do słoń­ca. Czy­tam sobie książ­kę, cze­ka­jąc aż namiot wyschnie. Nagle pod­cho­dzi do mnie dwój­ka zbie­ra­czy śmie­ci i poka­zu­ją żeby się stąd zabie­rać. Stró­że porząd­ku się zna­leź­li.
 

Czy­taj dalej

Dzień 43. Już prawie w Pekinie

Budzę się, patrzę dooko­ła i od razu jestem zły — wszyst­ko mam w bło­cie. Pod­czas wczo­raj­sze­go noc­ne­go mar­szu przez krza­ki, nie­źle się wysma­ro­wa­łem. Do pode­szw san­da­łów zaś przy­kle­iła się dwu­cen­ty­me­tro­wa, błot­na war­stwa. Ale nie jest źle, bo dziś świe­ci słoń­ce!
 

Czy­taj dalej

Dzień 42. Deszczowe Chiny

Po dniach nie­zwy­kłych i przy­jem­nych, przy­szedł czas na zwy­kły i nie­przy­jem­ny. Od rana do wie­czo­ra prze­je­cha­łem jedy­nie dwie­ście kilo­me­trów, czę­sto gubiąc dro­gę i zmie­nia­jąc auta. A wszyst­ko to w obrzy­dli­wej mrza­wie, któ­ra cza­sem zamie­nia­ła się w jesz­cze bar­dziej obrzy­dli­wy deszcz.
  

Czy­taj dalej