Jordania niskobudżetowo — ciąg dalszy

     Póź­nym wie­czo­rem dojeż­dża­my do małej miej­sco­wo­ści Al-Karak. Mimo zbli­ża­ją­cej się pół­no­cy, pró­bu­je­my sto­po­wać dalej. Zatrzy­mu­je się nie­mal każ­de auto, ale więk­szość kie­row­ców odjeż­dża na nasz tekst: “No dinars!”. W dodat­ku, z cza­sem zaczy­na­ją się zatrzy­my­wać coraz to dziw­niej­si kie­row­cy. To samo­chód pełen pija­nych chło­pacz­ków, to wyła­do­wa­na po brze­gi fur­go­net­ka, to cho­ry psy­chicz­nie Jor­dań­czyk. Czas spać.

Czy­taj dalej

Welcome Jordan! — Jordania niskobudżetowo

     Już na gra­ni­cy izra­el­sko-jor­dań­skiej, widać róż­ni­cę w men­tal­no­ści ludzi. Straż­ni­cy po stro­nie izra­el­skiej — typo­wi służ­bi­ści. Sie­dzą wypro­sto­wa­ni i z gro­bo­wą miną wbi­ja­ją pie­cząt­ki do pasz­por­tu. Ci po stro­nie jor­dań­skiej — bar­dziej wylu­zo­wa­ni. Sie­dzą wspól­nie, roz­ma­wia­ją oto­cze­ni maszy­no­wy­mi kara­bi­na­mi, piją her­ba­tę. Leni­wie spraw­dza­ją stro­ny w pasz­por­cie i z uśmie­chem wbi­ja­ją okrą­głą pie­cząt­kę. “Welco­me Jor­dan” — mówią. Ten zwrot usły­szy­my przez następ­ne czte­ry dni, co naj­mniej kil­ka­dzie­siąt razy.
  

Czy­taj dalej

Petra za darmo? Raczej nie!

     Uwa­żam, że nisko­bu­dże­to­wi podróż­ni­cy powin­ni oszczę­dzać redu­ku­jąc wła­sny kom­fort, a nie jeż­dżąc na gapę, czy nie pła­cąc za bile­ty wstę­pu. Do tej pory zawsze byłem uczci­wy. Dłu­go biłem się z myśla­mi — kupić, czy oszu­kać? Tym bar­dziej, że doj­ście do Petry od tyłu jest sto­sun­ko­wo łatwe, a tra­sa była wie­lo­krot­nie opi­sy­wa­na w inter­ne­tach. Nie chcia­łem oszu­ki­wać, ale z dru­giej stro­ny, wyda­jąc dwie­ście pięć­dzie­siąt zło­tych na bilet (!), sam czuł­bym się oszu­ka­ny. Posta­no­wi­li­śmy prze­drzeć się tyłem. I nie­co mi ulży­ło, gdy oka­za­ło się, że bez­sku­tecz­nie.
   

Czy­taj dalej

Islandia za pięćset złotych

     Nie­zwy­kle cięż­ko przy­szło mi napi­sa­nie tej rela­cji. Sia­da­łem do niej kil­ka­na­ście razy, pró­bu­jąc opi­sać jak naj­wier­niej pięk­no Islan­dii. Sta­ra­łem się oddać jej wyjąt­ko­wość, jej nie­zwy­kły kli­mat, zachwy­ca­ją­ce kra­jo­bra­zy. Za każ­dym razem, po nie­udol­nych pró­bach prze­la­nia wspo­mnień na papier (a wła­ści­wie na moni­tor), rezy­gno­wa­łem. Powta­rza­ło się to wie­le razy, aż wresz­cie uzna­łem, że mi się nie uda. Islan­dia jest zbyt nie­zwy­kła, żeby ją opi­sać. Islan­dię trze­ba zoba­czyć!
  

Czy­taj dalej

Autostopem do Pekinu — Plecak Wspomnień

     Pra­wie dwu­mie­sięcz­na podróż dobie­gła koń­ca. Wyru­szy­łem w dru­giej poło­wie lip­ca 2014. Po trzech dniach osią­gną­łem Moskwę, po kolej­nych dzie­się­ciu tra­fi­łem nad Baj­kał. Stam­tąd odbi­łem na połu­dnie, do Mon­go­lii, w któ­rej spę­dzi­łem ponad dwa tygo­dnie. Ostat­nim eta­pem było prze­je­cha­nie do Peki­nu, skąd samo­lo­tem wró­ci­łem do Euro­py. Trzy­na­ście tysię­cy kilo­me­trów prze­by­tych auto­sto­pem, stu dwu­dzie­stu dwóch kie­row­ców. Pięt­na­ście kilo na ple­cach i wyho­do­wa­ne trzy­na­ście mili­me­trów wąsów. A do tego nie­zli­czo­na ilość przy­gód!! 

Czy­taj dalej

Dzień 56,57,58. Ostatnia prosta

     Nie­sa­mo­wi­te, jak odle­głość może być względ­na. Anglia zawsze wyda­wa­ła mi się tak dale­ko. Kie­dy kil­ka lat temu, przy­je­cha­łem na wyspy, była to dla mnie napraw­dę duża podróż. Inny czas, inny język — wszyst­ko tak bar­dzo róż­ni­ło się od naszej pol­skiej rze­czy­wi­sto­ści. Wła­śnie przy­le­cia­łem z Peki­nu do Lon­dy­nu (bile­ty do War­sza­wy były znacz­nie droż­sze). I wie­cie co? Teraz, odle­głość z Anglii do domu wyda­je się absur­dal­nie mała! Prze­cież to tyl­ko trzy dni auto­sto­po­wej dro­gi! W dodat­ku przez auto­stra­dy peł­ne pol­skich kie­row­ców. Mimo, że to ponad dwa tysią­ce kilo­me­trów, dla mnie jest to już ostat­nia pro­sta tej podró­ży.
 

Czy­taj dalej

Dzień 53,54,55. Londyn!

     Dwa lata temu zaczy­na­łem przy­go­dę z tanim lata­niem. Lon­dyn był moim pierw­szym celem. To tutaj odby­łem swo­ją pierw­szą pod­nieb­ną podróż (rela­cja). Wła­śnie tutaj, lądo­wał mój pierw­szy w życiu samo­lot. Wte­dy spę­dzi­łem w sto­li­cy Wiel­kiej Bry­ta­nii nie­co ponad dobę. Teraz mam do dys­po­zy­cji aż trzy dni. I zamie­rzam je jak naj­le­piej wyko­rzy­stać!

Czy­taj dalej