Autostopem do Pekinu — Plecak Wspomnień

     Pra­wie dwu­mie­sięcz­na podróż dobie­gła koń­ca. Wyru­szy­łem w dru­giej poło­wie lip­ca 2014. Po trzech dniach osią­gną­łem Moskwę, po kolej­nych dzie­się­ciu tra­fi­łem nad Baj­kał. Stam­tąd odbi­łem na połu­dnie, do Mon­go­lii, w któ­rej spę­dzi­łem ponad dwa tygo­dnie. Ostat­nim eta­pem było prze­je­cha­nie do Peki­nu, skąd samo­lo­tem wró­ci­łem do Euro­py. Trzy­na­ście tysię­cy kilo­me­trów prze­by­tych auto­sto­pem, stu dwu­dzie­stu dwóch kie­row­ców. Pięt­na­ście kilo na ple­cach i wyho­do­wa­ne trzy­na­ście mili­me­trów wąsów. A do tego nie­zli­czo­na ilość przy­gód!! 

Czy­taj dalej

Dzień 56,57,58. Ostatnia prosta

     Nie­sa­mo­wi­te, jak odle­głość może być względ­na. Anglia zawsze wyda­wa­ła mi się tak dale­ko. Kie­dy kil­ka lat temu, przy­je­cha­łem na wyspy, była to dla mnie napraw­dę duża podróż. Inny czas, inny język — wszyst­ko tak bar­dzo róż­ni­ło się od naszej pol­skiej rze­czy­wi­sto­ści. Wła­śnie przy­le­cia­łem z Peki­nu do Lon­dy­nu (bile­ty do War­sza­wy były znacz­nie droż­sze). I wie­cie co? Teraz, odle­głość z Anglii do domu wyda­je się absur­dal­nie mała! Prze­cież to tyl­ko trzy dni auto­sto­po­wej dro­gi! W dodat­ku przez auto­stra­dy peł­ne pol­skich kie­row­ców. Mimo, że to ponad dwa tysią­ce kilo­me­trów, dla mnie jest to już ostat­nia pro­sta tej podró­ży.
 

Czy­taj dalej

Dzień 53,54,55. Londyn!

     Dwa lata temu zaczy­na­łem przy­go­dę z tanim lata­niem. Lon­dyn był moim pierw­szym celem. To tutaj odby­łem swo­ją pierw­szą pod­nieb­ną podróż (rela­cja). Wła­śnie tutaj, lądo­wał mój pierw­szy w życiu samo­lot. Wte­dy spę­dzi­łem w sto­li­cy Wiel­kiej Bry­ta­nii nie­co ponad dobę. Teraz mam do dys­po­zy­cji aż trzy dni. I zamie­rzam je jak naj­le­piej wyko­rzy­stać!

Czy­taj dalej

Dzień 52. Trzynaście godzin w Azerbejdżanie

     Nad ranem lądu­je­my w Azer­bej­dża­nie. Tu spę­dzę cały dzi­siej­szy dzień, cze­ka­jąc na samo­lot do Lon­dy­nu. Trzy­na­ście godzin! “Co ja będę robił tyle cza­su” — mar­twię się. Na szczę­ście moja oba­wy oka­zu­ją się bez­pod­staw­ne. Czas mija szyb­ko i przy­jem­nie, a to nie­mal wyłącz­nie, dzię­ki dar­mo­we­mu wi-fi. 

Czy­taj dalej

Dzień 51. Ostatni dzień w Chinach

     Po sied­miu tygo­dniach w dro­dze, wypeł­nio­nych godzi­na­mi sta­nia na pobo­czu, doba­mi spę­dzo­ny­mi w samo­cho­dach i dzie­siąt­ka­mi nocy w namio­cie; po prze­je­cha­niu pra­wie jede­na­stu tysię­cy kilo­me­trów auto­sto­pem, pozna­niu nie­zwy­kłych ludzi, zoba­cze­niu pięk­nych miejsc i prze­ży­ciu nie­sa­mo­wi­tych przy­gód, pełen satys­fak­cji ze zre­ali­zo­wa­ne­go pla­nu, wra­cam do domu!

Czy­taj dalej

Dzień 48,49,50. Gdzie te miliony rowerów?

     Pekin — połą­cze­nie tra­dy­cji i nowo­cze­sno­ści. Jed­na z naj­więk­szych metro­po­lii świa­ta i obo­wiąz­ko­wy punkt tury­sty podró­żu­ją­ce­go po Chi­nach. Nie jest tajem­ni­cą, że nie prze­pa­dam za mia­sta­mi. Pekin nie jest wyjąt­kiem — Pekin mnie zawiódł! Spo­dzie­wa­łem się wąskich uli­czek, w któ­rych moż­na by się zgu­bić, peł­nych rowe­rów i riksz. Zasta­łem nato­miast nowo­cze­sne, gło­śne i brud­ne uli­ce, prze­peł­nio­ne chiń­ski­mi tury­sta­mi.
 

Czy­taj dalej