Jachtostopem na Karaiby – wpis gościnny

     Pod koniec ubiegłego roku miałem wyjechać w podróż za ocean. Chciałem ruszyć stopem na Gibraltar, żeby przepłynąć jachtostopem na Karaiby. Niestety z różnych przyczyn wyjazd nie doszedł do skutku. Podobny plan miał jednak mój dobry kolega Marek (którego z resztą poznałem dzięki prowadzeniu bloga). I jemu udało się tego dokonać! Dotarł jachtostopem na Karaiby!

Marek Kramarczyk (StridersTales.com):

     Kiedy kończyłem studia na krakowskiej AGH wiedziałem jedną rzecz – praca na etacie nie jest dla mnie. Co jednak świeżo upieczony absolwent może zrobić, jeśli tuż przed obroną dostaje propozycję pracy w jednej z największych firm branżowych w Polsce? Przede wszystkim nie może bać się jej odrzucić.  Na szczęście na uniwersytecie można poznać ludzi takich, jak autor tego bloga, którzy potrafią zainspirować do zrobienia czegoś kompletnie nieprzewidywalnego i na pierwszy rzut oka trochę szalonego.

     Podróżowanie autostopem zacząłem pod koniec studiów i dość szybko się w tym zakochałem. Odbyłem trzy kilkutygodniowe wyjazdy przez Półwysep Bałkański oraz Turcję. Coraz częściej myślałem o czymś bardziej epickim. Moment ukończenia akademickiej edukacji sprawił, że pierwszy raz w życiu byłem totalnie wolnym człowiekiem. Postanowiłem więc wyruszyć w świat.

jachtostopem na karaiby

Kierunek – Karaiby

     Zawsze chciałem odwiedzić Karaiby. Po pierwsze jest to piękne i różnorodne miejsce z bogatą historią, po drugie, po prostu nienawidzę zimy!. Panujący tam klimat byłby dla mnie ratunkiem. Spakowałem plecak i wyszedłem z domu… ale zaraz, zaraz – jak ty chcesz dojechać tam stopem? Przecież tam jest ocean do pokonania. Dokładnie! Zostanę więc żeglarzem i popłynę tam jachtostopem.

Jachtostop

     Co to w ogóle jest? To podróżowanie podobne do autostopu. Różni się od niego tym, że zamiast stania przy drodze, z wyciągniętym kciukiem w oczekiwaniu na samochód, udajemy się do mariny i pytamy czy któryś z kapitanów potrzebuje załogi. Tysiące jachtów pływających po całym świecie, szuka tymczasowej załogi. Zwłaszcza na dłuższe wyprawy, gdy do obsadzenia są nocne wachty. Można w ten sposób dotrzeć do niemal każdego zakątka Ziemi. Trzeba tylko wiedzieć gdzie i kiedy szukać.

     Jachtostop możemy podzielić na cztery rodzaje. Pierwsza forma jest płatna – zwykle od dziesięciu do dwudziestu Euro za dzień rejsu. W drugiej, załoga składa się na jedzenie, a czasami także na opłaty w marinach i paliwo. Wszystko zależy od woli kapitana. Kolejny rodzaj to rejs zupełnie za darmo – płyniemy w zamian za naszą pracę, zarówno na etapie przygotowywań jak i podczas samej żeglugi. Czwarta i ostatnia forma jest zarezerwowana dla doświadczonych żeglarzy. Zdarza się bowiem i tak, że kapitan płaci swojemu załogantowi. Zanim jednak udamy się na poszukiwania, należy zdać sobie sprawę z kilku rzeczy.

jachtostopem na karaiby

Minusy jachtostopu

     Przygoda pod pełnymi żaglami, na otwartym morzu to niezwykle kusząca perspektywa. Należy jednak pamiętać o tym, że gdy już wylądujemy na jachcie, to nie ma odwrotu. Rejs przez  ocean trwa przynajmniej dwa lub trzy tygodnie. Jeśli oczywiście nie wydarzy się nic niespodziewanego po drodze. Musimy być gotowi na spędzenie tego czasu z kilkoma osobami na bardzo małej przestrzeni. Nawet w razie konfliktów trzeba wspólnie działać w każdym momencie. O niedogodnościach takich jak oszczędzanie wody (co wiąże się z brakiem codziennego prysznica) już nie będę wspominał. Warto mieć ogólne pojęcie o żeglarskich sezonach, ponieważ ruch jachtów jest determinowany przez warunki atmosferyczne. Na morzu nie ma dróg, jednak kapitanowie poruszają się po określonych trasach. Lepiej się z nimi zapoznać, żeby nie utknąć w jakiejś dziurze na bardzo długo. Ostatnią ważną sprawą jest choroba morska – potrafi ona zmienić całe piękno żeglowania w koszmar.

jachtostopem na karaiby

W drogę!

     Wystawiłem kciuk i po kilku dniach byłem na Gibraltarze. Gdy słynna skała robiła się coraz większa w przedniej szybie samochodu, zacząłem się zastanawiać czy ktoś, kto nigdy w życiu nie był na żadnym jachcie ma szanse w ten sposób pokonać Atlantyk. Pełen wątpliwości wysiadłem z samochodu przy wejściu do miejscowej mariny…

Cześć,  jesteś tutaj na stopa? – usłyszałem głos za swoimi plecami.

– Tak jest! Właśnie przyjechałem – odpowiedziałem jednemu z żeglarzy wychodzących z portu.

Szukasz może jachtu na Wyspy Kanaryjskie?

Tak!

-W takim razie zapraszam do mnie!

     Szok! Zaskoczenie! Niedowierzanie! Po pięciu minutach dostałem zaproszenie na łódź. Nowozelandczyk Denys został moim pierwszym kapitanem, wahał się trochę czy zabrać kogoś bez doświadczenia. Nie ze względu na brak żeglarskich umiejętności, ale właśnie na wspomnianą wcześniej chorobę morską. Na moje szczęście zaryzykował. Być może pomógł tu fakt, że jego żona ma na imię… Bożena. We troje popłynęliśmy w mój pierwszy rejs, na pokładzie dwunastometrowego katamaranu. Było pięknie! Jak się okazało, choroby morskiej nie miałem. Pod czujnym okiem Denysa zacząłem poznawać tajniki żeglarstwa. Codzienne wizyty delfinów, łapanie ryb, a nawet ucieczka przed piratami sprawiły, że podróż na Lanzarote była niezapomniana.

Jachtostopem na Wyspy Kanaryjskie

     Na miejscu pożegnałem się z moją pierwszą załogą i rozpocząłem poszukiwania następnej łodzi. Po sześciu dniach poznałem sędziwego, bułgarskiego kapitana o imieniu Vasco. Wyruszał właśnie w swój ostatni w życiu rejs, ku pamięci jego zmarłego niedawno brata, z którym zbudowali jacht. Zgodził się podrzucić mnie na Gran Canarię. Dwa dni intensywnej żeglugi, na jednokadłubowcu, którego stan techniczny pozostawiał wiele do życzenia były niesamowitą lekcją żeglarstwa. Wreszcie dotarłem do Las Palmas, które śmiało można nazwać wylotówką na Karaiby. Pierwszy tydzień był walką z powodu ulew, jakich nie pamiętają najstarsi mieszkańcy wysp. Szczęśliwie uratowali mnie bezdomni, z którymi spędziłem kilka interesujących dni. Później przygarnięty przez studentów z Hiszpanii, kontynuowałem moje poszukiwania wraz z siedemdziesięcioma innymi jachtostopowiczami. Po dwóch tygodniach bezskutecznego pytania w marinach, pożyczyłem zielony kajak i wypłynąłem na zatokę, tam przykuła moją uwagę biało-czerwona flaga na jednym z katamaranów. Podpłynąłem, zapytałem i znalazłem! Poznałem Andrzeja i Maćka, skipperów „Blue Ocean”, po chwili chłopaki zaprosili mnie do siebie.

jachtostopem na karaiby

Jachtostopem na Karaiby

     Po kilkunastu dniach przygotowań, w sześcioosobowej załodze wyruszyliśmy w przestwór Oceanu Atlantyckiego. Osiemnaście dób spędzonych pod pełnymi żaglami było niesamowitym doświadczeniem! Ktoś może twierdzić, że żeglarstwo długodystansowe jest nudne, ale ja się pod tym nie podpiszę. Ocean każdego dnia jest zupełnie inny; niepowtarzalny i nieprzewidywalny, piękny i tajemniczy. Czasami spokojny i łagodny, a innym razem dziki i surowy. Gwiazdy i planety co noc zaczynały swoją wędrówkę po niebie. Nigdzie indziej nie wyglądają bardziej wspaniale, niż na środku pozbawionego wszelkich zanieczyszczeń świetlnych morza. Genialna i zgrana załoga sprawiła, że nikt nawet nie pomyślał o słowie nuda. W sielankowej atmosferze dotarliśmy na Karaiby, odwiedzając jeszcze Wyspy Zielonego Przylądka – miejsce prawdziwie zapomniane przez świat. Najpierw dotarliśmy do Saint Lucia, by po dwóch dniach celebracji przekroczenia Atlantyku miejscowym rumem, dostać się na Martynikę.

jachtostopem na karaiby

Karaiby

     Zostałem na jachcie aż do świąt Bożego Narodzenia, a wigilijny wieczór okazał się magiczny. Zaprosiłem na niego Michała – jachtostopowicza poznanego jeszcze w Las Palmas. Był to mój ostatni dzień na Blue Ocean i powiedziałem mu, że od jutra szukam nowej łodzi.

– Stary! Zapraszam do mnie! – usłyszałem w odpowiedzi.

Ale jak?

– Właściciele jachtu, na którym tu przypłynąłem wrócili do Szwecji – powiedział – a że nie mieli co z nim zrobić zostawili mi go pod opieką. Możemy płynąć gdziekolwiek chcemy, oni płacą za wszystko poza jedzeniem. Wchodzisz w to?

-Haha! Jasne!

Witaj na pokładzie!

jachtostopem na karaiby

jachtostopem na karaiby

     Los czasami przynosi człowiekowi takie cuda. Znaleźliśmy jeszcze dwójkę innych Polaków, którzy pokonali w taki sam sposób ocean. W załodze złożonej tylko i wyłącznie z polskich jachtostopowiczów wyruszyliśmy ku kolejnej przygodzie na pokładzie szwedzkiego jachtu Ally. Pierwszym celem była Dominika – najbardziej dzika i dziewicza karaibska wyspa. Intensywna zieleń bije z każdego jej zakątka. Pokryta jest w większości przez tropikalny las deszczowy, który daje schronienie setkom kolibrów szukających słodkiego nektaru. Wystarczy zejść ze ścieżki, żeby natknąć się na dziko rosnące drzewa cytrusowe czy palmy kokosowe. Owoców jest tyle, że miejscowi nie nadążają z ich zbieraniem. Można więc się częstować do woli. Później odwiedziliśmy jeszcze Saint Vincent, potem ponownie Saint Lucię, po czym wróciliśmy na Martynikę. Pożegnałem się z Michałem i od razu wpadłem w wir nowych wydarzeń.

jachtostopem na karaiby

jachtostopem na karaiby

Nieprzyjemne przygody

     Z Bogdanem, polskim kapitanem organizującym rejsy czarterowe na Karaibach, pożeglowałem na Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Chciałem się tam zatrzymać na dłużej, żeby odpocząć chwilę od ciągłego przemieszczania się. Znalazłem nawet świetne miejsce Workaway, gdzie spędziłem kilka spokojnych dni. Niestety, dość szybko skończyła się moja przygoda w tym przepięknym, wyspiarskim państewku. Udając się od Urzędu Imigracyjnego w celu przedłużenia mojego pobytu, nie spodziewałem się usłyszeć:

– Jutro musi pan opuścić Brytyjskie Wyspy Dziewicze.

     Było piątkowe, późne popołudnie. Nie mam amerykańskiej wizy, więc jedynym wyjściem dla mnie stanowiło kupno biletu na samolot, co pochłonęło całą moją kasę. Wylądowałem na Saint Maarten kompletnie bez pieniędzy. Teraz pracuję dorywczo na jachtach, próbując odbić się po tej niezwykle kosztownej przygodzie z panią oficer na BVI.

jachtostopem na karaiby

Plany

     To jednak w żadnym wypadku nie koniec mojej przygody. Za miesiąc rozpoczyna się sezon na powroty do Europy. Tak się składa, że łódkę już mam. Znów pokonam Atlantyk na polskim katamaranie Blue Ocean. W kwietniu wypływamy z Martyniki, a celem naszej żeglugi jest włoska Sardynia.

     Minęło sześć miesięcy odkąd wyszedłem z domu z plecakiem, który teraz jest już pełen wspomnień. Ta podróż to zdecydowanie najlepsza rzecz jaką zrobiłem w moim życiu. Jedno mogę powiedzieć na pewno:

Nie bójcie się spełniać swoich marzeń! Jeśli czegoś chcecie, to po prostu to zróbcie!

jachtostopem na karaiby

Pozdrawiam czytelników Plecaka Wspomnień,

Marek Kramarczyk
StridersTales.com