Dzień 40,41. Wracamy do domu

     Budzimy się w hali przylotów. Nocleg tutaj był wyjątkowo wygodny jak na warunki lotniskowe. Zbieramy się i jedziemy stopem do centrum. Plan jest taki, żeby nieco zwiedzić miasto, a w południe wyjechać w głąb Rumunii. Zaczynamy ostatni etap podróży. Po czterdziestu dniach, Wracamy do domu!
 

Ten post został napisany podczas podróży: 
autostopem do dubaju
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej

Dzień 40

wracamy do domu

     Centrum okazuje się mniej ciekawe niż sądziliśmy. Po zrobieniu zdjęcia pod słynnym parlamentem, decydujemy się iść w stronę wylotu. Bukareszt jest jednak ogromny więc wyjście na przedmieścia zajęłoby cały dzień. Łapiemy stopa, rozpieszczeni łatwością łapania w centrach irańskich i emirackich miast. Po dziesięciu minutach, zatrzymuje się pierwsze auto.

wracamy do domu

Widziałem w życiu wielu autostopowiczów – mówi kierowca – ale pierwszy raz widzę, żeby ktoś łapał stopa w środku miasta! Uznałem, że musciie być bardzo ciekawymi ludźmi. Wsiadajcie! – okazuje się więc, że „miejski stop” działa i w Europie.

     Lądujemy na wylocie. W Rumunii stop idzie dość łatwo, ale wiele osób oczekuje zapłaty za podwózkę. Kilka zatrzymanych kierowców odjeżdża więc, kiedy dowiaduje się, że nie zapłacimy.

wracamy do domu

     Wieczorem lądujemy pod miejscowością Deva. Humory mamy kiepskie, bo w planie było dojechać dziś co najmniej na Węgry. Idziemy spać w ogromnej, opuszczonej fabryce. W nocy podchodzą do nas bezpańskie psy, przez co robi się nieco nerwowo. Na szczęście szybko je przeganiamy i dają nam spokój.

Dzień 41

wracamy do domu

     Z samego rana realizujemy plan z wczoraj – łapiemy stopa prostu do Budapesztu. Sympatyczny Węgier zawozi nas tam starym pickupem. Podróż jest długa i dopiero po południu wysiadamy na stacji przed Budapesztem.

wracamy do domu

     Po jakimś czasie, na parking zajeżdża polski, transportowy bus. Kierowca mówi, że chętnie nas zabierze, ale musi się zdrzemnąć. Za trzy godziny pojedziemy. Dajemy sobie więc spokój z dalszym łapaniem i czekamy.

     Po ustalonym czasie kierowca odjeżdża. Sam. Miał nas zawołać, tymczasem wsiadł w auto i pojechał. Najprawdopodobniej zrobił to celowo. Szkoda, że są ludzie, którym takie zachowanie sprawia radość.

     Ta sytuacja, zamiast pogorszyć nasze morale, motywuje nas do bardzo intensywnego łapania stopa. Podchodzimy do każdego kierowcy, który zajedzie na stację. Mamy konkretne postanowienie, że dziś dojedziemy do Polski.

wracamy do domu

     Wreszcie na stację zajeżdża kolejny bus z Polski. Kierowca chętnie by nas wziął, ale ma wymontowane siedzenia pasażerów i w razie kontroli będziemy płacić mandat. Dogadujemy się więc, że dowiezie nas tylko do granicy ze Słowacją.

     Na granicy musimy wysiąść, bo straż graniczna kontroluje każde auto, w związku z kryzysem imigracyjnym. Szybko jednak łapiemy kolejne i po jakimś czasie lądujemy w środkowej Słowacji. Tam, mimo późnej godziny łapiemy dalej. Przejeżdża dużo polskich aut, więc piszemy na kartonie „PL”.

     Po chwili zatrzymuje się auto na warszawskich numerach.

Jedzie pan przez Kraków? – pytamy.
– Jadę – kierowca zaprasza nas do auta.

wracamy do domu

     O trzeciej nad ranem wysiadamy na przystanku Jubilat, tuż przy Wawelu. Po autostopowej podróży do Dubaju, pozostały tylko zdjęcia i wspomnienia. Niezwykłe wspomnienia, które będą z nami do końca naszych dni.

  • jacek

    Przeczytałem cała relacje z Waszej podroży te negocjacje na ten prom i w ogóle podróż przez Iran to mi się w głowie nie miesci w taką droge może pojechać tylko człowiek z fantazją i z niesamowitym zacięciem, pozdrawiam Jacek

  • Ania

    czytam Twojego bloga 2 razy do roku – tylko dlatego by móc czytać pełną relację ! Uwielbiam Twoje podróże ! Zazdroszczę Ci tylu wspomnień 🙂 Życzę CI realizacji marzeń z listy! Pozdrawiam !:)