Dzień 22, 23. Znów ruszamy autostopem przez Turcję!

     Wresz­cie nad­szedł upra­gnio­ny czwar­tek! To dziś mamy się zgło­sić w irań­skim kon­su­la­cie po pasz­por­ty. Pyta­nie, czy będą w nich wizy. Oczy­wi­ście więk­szość ludzi je dosta­je, ale my byli­śmy w Iza­elu — kra­ju, z któ­rym Iran bar­dzo się nie lubi. Co praw­da z blo­ga i z Face­bo­oka, na czas tej podró­ży usu­ną­łem wszel­kie śla­dy mojej obec­no­ści w Zie­mi Świę­tej, ale kto wie jak bar­dzo Irań­czy­cy prze­grze­bu­ją inter­net. We wnio­sku skła­ma­łem, że w Izra­elu nie byłem. Gdy­by kłam­stwo wyszło na jaw, wiz byśmy nie dosta­li, przez co podróż do Duba­ju była­by nie­moż­li­wa. Dziś jest nasza chwi­la praw­dy…

Ten post został napi­sa­ny pod­czas podró­ży: 
autostopem do dubaju
Klik­nij, aby dowie­dzieć się wię­cej

Dzień 22.

     Do kon­su­la­tu idzie tyl­ko Pio­trek, bo ja nie chcę prze­cią­żać skrę­co­nej kost­ki. W tym cza­sie roz­ma­wiam z Yusu­fem o reli­giach. Yusuf jest dość orto­dok­syj­nym muzuł­ma­ni­nem, dla­te­go mam do nie­go mnó­stwo pytań zwią­za­nych z isla­mem.

     Nie­ste­ty, po jakimś cza­sie Pio­trek daje mi znać, że też muszę się zja­wić w kon­su­la­cie. Idę więc bar­dzo powo­li i po godzi­nie razem wcho­dzi­my do budyn­ku. Irań­ska sekre­tar­ka pod­cho­dzi wrę­cza nam pasz­por­ty. Zaglą­da­my do środ­ka i… są! Mamy wizy! Jedzie­my do Ira­nu!

autostopem przez turcję

     W eufo­rii nagry­wa­my film i robi­my kil­ka zdjęć z wiza­mi. Dosta­li­śmy ogrom­ny zastrzyk ener­gii, bo wie­my, że dziś znów będzie­my w dro­dze! Co praw­da jest już godzi­na szes­na­sta, a na wylot dotrze­my dopie­ro o zacho­dzie słoń­ca, ale to nic — trze­ba się stąd ruszyć. Trze­ba znów poczuć smak podró­ży!

     Żegna­my się z Yusu­fem. Poże­gna­nie nie jest łatwe, bo napraw­dę się polu­bi­li­śmy. Spę­dzi­li­śmy razem prze­mi­łe chwi­le, a sam Yusuf jest bez wąt­pie­nia oso­bą, któ­ra pomo­gła nam naj­wię­cej w cza­sie całej tej podró­ży. 

autostopem przez turcję

     Sto­imy na pobo­czu kil­ka­dzie­siąt minut. Słoń­ce już zacho­dzi i powo­li robi się ciem­no. Mimo wszyst­ko, tego wie­czo­ra łapie­my jesz­cze sie­dem sto­pów. Ostat­nim z nich jest pic­kup, w któ­rym sie­dzi kil­ko­ro mło­dych chło­pa­ków. Wyglą­da­ją sym­pa­tycz­nie, więc wska­ku­je­my na pakę. Jest cał­ko­wi­cie ciem­no, bo jedzie­my przez cał­ko­wi­cie nie­za­bu­do­wa­ne tere­ny. Kła­dzie­my się na ple­ca­kach, a nad nami roz­po­ście­ra się czy­ste nie­bo, z ide­al­nie widocz­ną dro­gą mlecz­ną. Takie chwi­le są w podró­żach abso­lut­nie nie­za­po­mnia­ne!

     Podróż nie trwa dłu­go. Wysia­da­my na sta­cji ben­zy­no­wej, gdzie do sto­li­ka zapra­sza nas wła­ści­ciel pobli­skiej restau­ra­cji. Zama­wia nam her­ba­tę ale roz­mo­wa się nie klei. Potem dosta­je­my obiad, aż wresz­cie, wąsa­ty Turek zapra­sza nas na noc­leg. Pod restau­ra­cją ma poko­je, w któ­rych może­my prze­spać się za dar­mo.

autostopem przez turcję

     Idzie­my więc do tajem­ni­cze­go pomiesz­cze­nia i zosta­je­my zakwa­te­ro­wa­ni w małym poko­iku, w któ­rym nie mie­ści się nic oprócz duże­go łóż­ka. Dooko­ła poroz­rzu­ca­ne są oso­bi­ste rze­czy, ale sko­ro tu kazał nam się poło­żyć, to chy­ba nie jest to jego pokój. Kła­dzie­my się i nie­mal zasy­pia­my kie­dy nagle sły­szy­my, że ktoś się zbli­ża. 

     Otwie­ra­ją się drzwi nasze­go poko­ju i sta­je w nich wąsa­ty Turek z ośmio­pa­kiem piwa i czip­sa­mi. Nie odmó­wi­my czło­wie­ko­wi, któ­ry nam bez­in­te­re­sow­nie poma­ga więc bie­rze­my po piwie. Roz­mo­wa nadal się nie klei, ale co gor­sze, sym­pa­tycz­ny pan zaczy­na wysy­łać dwu­znacz­ne spoj­rze­nia. Sytu­acja jest jesz­cze bar­dziej krę­pu­ją­ca, bo pod śpi­wo­ra­mi jeste­śmy tyl­ko w majt­kach. Do tego wszyst­kie­go wła­ści­ciel wcho­dząc, zamknął pokój na klucz. 

autostopem przez turcję

     Po pol­sku swo­bod­nie wymie­nia­my swo­je oba­wy o zamia­ry wąsa­te­go Tur­ka. Jeste­śmy pra­wie pew­ni, że ta pomoc nie jest bez­in­te­re­sow­na. Pio­trek spraw­dza czy w razie cze­go moż­na wysko­czyć przez okno. Nie jest nie­bez­piecz­nie, bo jest nas dwóch, a Turek jest niski i mały, ale boimy się, że wyj­dzie nie­przy­jem­nie i będzie­my musie­li się stąd zawi­jać. Wresz­cie, pod pre­tek­stem umy­cia zębów wycho­dzi­my z pomiesz­cze­nia i kła­dzie­my się na wer­sal­ce w kory­ta­rzu. Zasmu­co­ny pan, zapra­sza nas z powro­tem do swo­je­go poko­ju, ale sta­now­czo odma­wia­my. Resz­ta nocy prze­bie­ga bez żad­nych nie­spo­dzia­nek. 

Dzień 23.

     Kolej­ny dzień jest trud­ny. Szcze­gól­nie dla Piotr­ka, któ­re­go wła­śnie dopa­dła tzw. zemsta suł­ta­na. Od rana do wie­czo­ra nie­stru­dze­nie łapie­my sto­pa, nawet mimo fak­tu, że twarz Piotr­ka cza­sem przy­bie­ra zie­lon­ka­wą bar­wę. Wie­czo­rem, kie­dy nie­co mu prze­cho­dzi, lądu­je­my w mia­stecz­ku Agri. To tutaj miał się roz­po­cząć naj­nie­bez­piecz­niej­szy odci­nek. Yusuf ostrze­gał nas, że za tą miej­sco­wo­ścią zda­rza­ły się ostat­nio ata­ki kur­dyj­skiej gru­py ter­ro­ry­stycz­nej PKK. Jego zna­jo­my z tego mia­sta, podob­no dla bez­pie­czeń­stwa w ogó­le nie wycho­dzi z domu. Uzna­li­śmy to, za prze­sa­dzo­ne ostrze­że­nia i posta­no­wi­li­śmy jechać wła­śnie tędy. Nie­co zmie­nia­my zda­nie, dojeż­dża­jąc do Agri…

autostopem przez turcję

     Już na przed­mie­ściach dostrze­ga­my opan­ce­rzo­ne wozy na uli­cach. Na pobo­czach sto­ją cięż­kie woj­sko­we pojaz­dy z dłu­gi­mi lufa­mi. Zbli­ża­my się do cen­trum, gdzie stoi opan­ce­rzo­ny wóz poli­cyj­ny z wod­ną armat­ką. Obok prze­cho­dzi mło­dy męż­czy­zna w… kami­zel­ce kulo­od­por­nej. Począt­ko­wo jeste­śmy prze­ra­że­ni bo myśli­my, że to zwy­kły prze­cho­dzień, któ­ry ubrał ją dla bez­pie­czeń­stwa, ale oka­zu­je się, że to poli­cjant. Uci­na­my sobie z nim krót­ką poga­węd­kę. Opo­wia­da­my, że chce­my jechać sto­pem do Ira­nu. Ten mówi, że nie ma pro­ble­mu. Byle byśmy jecha­li rano, bo w nocy może być nie­bez­piecz­nie. 

autostopem przez turcję

     Słu­cha­my więc rady funk­cjo­na­riu­sza i idzie­my spać w pobli­skim zagaj­ni­ku, żeby jutro ruszyć do Ira­nu.