Dzień 33. Statkostopem przez Zatokę Perską

     Będę z wami szcze­ry — nie wie­rzy­łem, że to się uda. Niby był plan, żeby prze­pły­nąć stat­ko­sto­pem przez Zato­kę Per­ską, ale byłem nie­mal pewien, że osta­tecz­nie zre­ali­zu­je­my plan B — popły­nie­my do Emi­ra­tów płat­nym, pasa­żer­skim pro­mem. Kup­no bile­tu zwięk­szy­ło­by kosz­ty podró­ży nie­mal dwu­krot­nie, ale liczy­li­śmy się z tym pla­nu­jąc budżet. Mimo wszyst­ko spró­bo­wa­li­śmy zła­pać sta­tek na sto­pa. I co? Uda­ło się! Prze­pły­nę­li­śmy stat­ko­sto­pem przez Zato­kę Per­ską!

Ten post został napi­sa­ny pod­czas podró­ży: 
autostopem do dubaju
Klik­nij, aby dowie­dzieć się wię­cej
 

- Co dziś chce­cie robić? — zapy­ta­li nasi couch­sur­fin­go­wi gospo­da­rze?
- Chce­my jechać do por­tu i pytać kapi­ta­nów tam­tej­szych stat­ków, czy nie pły­ną do Emi­ra­tów i czy nie zabra­li­by nas w zamian za ewen­tu­al­ną pra­cę. — odpo­wia­da­my, poka­zu­jąc nawet kart­kę, na któ­rej ten sam tekst mamy zapi­sa­ny w języ­ku far­si.
- Mhmm — po chwi­li namy­słu - Okej! Pomo­że­my wam!

statkostopem przez zatokę perską

     Poolia i Sah­ran od razu bio­rą wol­ne w pra­cy i posta­na­wia­ją jechać z nami. Pierw­szym punk­tem jest biu­ro podró­ży, któ­re podob­no orga­ni­zu­je pro­my do Duba­ju. Brzmi to dla nas dość absur­dal­nie, bo jak to tak, w biu­rze podró­ży pytać o dar­mo­wą wyciecz­kę? Ale nasi irań­scy przy­ja­cie­le nie widzą w tym nic dziw­ne­go. Mało tego, pra­cow­ni­ce biu­ra rów­nież uzna­ły to za rzecz naj­nor­mal­niej­szą na świe­cie. Podzwo­ni­ły, popy­ta­ły i osta­tecz­nie ode­sła­ły nas do por­tu, do kie­row­ni­ka stat­ku. Ale nie wyśmia­ły!

statkostopem przez zatokę perską

     W por­cie krą­ży­my od jed­ne­go biu­ra do dru­gie­go, pozna­jąc kapi­ta­nów z coraz więk­szą ilo­ścią gwiaz­dek na pago­nach. I choć my czu­je­my się jak idio­ci pro­sząc o dar­mo­wy trans­port, to każ­dy z nich zda­je się uzna­wać pro­blem dwóch Euro­pej­czy­ków za zupeł­nie nor­mal­ny. Całą sytu­ację moż­na by porów­nać do pój­ścia na lot­ni­sko i pyta­nia w kolej­nych okien­kach i biu­rach o moż­li­wość dar­mo­we­go prze­lo­tu. Absurd! Ale Irań­czy­cy wyda­ją się brać to na poważ­nie. Mało tego — sta­ra­ją się nam za wszel­ką cenę pomóc. I żaden z nich nie mówi, że prze­cież to nie­re­al­ne! 

statkostopem przez zatokę perską

     Po godzi­nie bie­ga­nia po por­to­wych budyn­kach, jedzie­my do cen­trum Ban­dar Abbas. Wcho­dzi­my do sie­dzi­by fir­my, będą­cej wła­ści­cie­lem pro­mu pły­wa­ją­ce­go do Szar­dży — miej­sco­wo­ści odda­lo­nej o czter­dzie­ści kilo­me­trów od Duba­ju. Znów odwie­dza­my kolej­ne biu­ra, aż wresz­cie lądu­je­my w dużym gabi­ne­cie.

statkostopem przez zatokę perską

     Pokój jest znacz­nie więk­szy od wszyst­kich, któ­re dziś odwie­dzi­li­śmy. Chy­ba tra­fi­li­śmy do jakie­goś sze­fa — mówi­my mię­dzy sobą. To praw­da. Gabi­net nale­ży do Tofi­gha - sze­fa fir­my. Mówi on bar­dzo dobrze po angiel­sku, więc teraz nasi irań­scy przy­ja­cie­le mil­czą, a my wyja­śnia­my powód nasze­go przy­by­cia. Opo­wia­da­my, że jedzie­my sto­pem; że nisko­bu­dże­to­wo; że mamy lot z Duba­ju; że chce­my za dar­mo i że chęt­nie podej­mie­my się każ­dej pra­cy. 

- Praco­wać nie może­cie, bo nie macie odpo­wied­nich doku­men­tów — odpo­wia­da Tofigh — Ale zoba­czę co da się zro­bić.

     Szef sia­da przy biur­ku, dzwo­ni w kil­ka miejsc, spraw­dza coś w kom­pu­te­rze, zno­wu dzwo­ni. Wresz­cie wsta­je i mówi — chodź­cie na lunch!

statkostopem przez zatokę perską

     Cała nasza weso­ła czwór­ka idzie do jadal­ni na pysz­ny obiad. Pod­czas posił­ku roz­ma­wia­my z sze­fem nie­co luź­niej. Oka­zu­je się, że jest to eme­ry­to­wa­ny kapi­tan. Całe życie pły­wał po oce­anach wiel­ki­mi tan­kow­ca­mi. Opo­wia­da nam przy­go­dy, jakie prze­żył na wodzie. Jako eks­pert od spraw stat­ków, komen­tu­je też błę­dy w fil­mach takich jak Życie Pi, czy Kapi­tan Phi­lips. Po obie­dzie wra­ca­my do biu­ra, gdzie kon­ty­nu­uje­my fascy­nu­ją­ce roz­mo­wy przy kawie i ciast­ku.

     Po godzi­nie, do poko­ju kapi­ta­na wcho­dzi jego sekre­tar­ka i wrę­cza mu tajem­ni­czą koper­tę. Tofigh wycią­ga z niej dwie kart­ki for­ma­tu A4, czy­ta chwi­lę, po czym pod­no­si gło­wę i mówi:

- Oto wasze bile­ty. Pły­nie­cie dziś wie­czo­rem.

statkostopem przez zatokę perską

     Eufo­rii, jaka nas ogar­nę­ła, nie spo­sób jest opi­sać. Ta eufo­ria towa­rzy­szyć nam będzie do cza­su wjaz­du do Duba­ju. A nastą­pi to już za kil­ka­na­ście godzin!

- Uda­ło się! Doje­dzie­my auto­sto­pem do Duba­ju! — Sami nie może­my w to uwie­rzyć! Jedzie­my jesz­cze na chwi­lę do domu Poolia, żeby wziąć baga­że i poże­gnać się z jego mat­ką. Ta, przy roz­sta­niu pła­cze nie­mal tak, jak­by była naszą wła­sną mat­ką. Nie­zwy­kli są ci Irań­czy­cy!

     Chło­pa­ki odwo­żą nas do por­tu. Tam spę­dza­my kil­ka godzin w ocze­ki­wa­niu na wej­ście na sta­tek. Wresz­cie woła­ją nas na pokład… jako pierw­szych. Przed wszyst­ki­mi inny­mi pasa­że­ra­mi. Jak się dowie­dzie­li­śmy, Tofigh zadzwo­nił do kapi­ta­na stat­ku i powie­dział, żeby gości z Euro­py trak­to­wa­no wyjąt­ko­wo. 

statkostopem przez zatokę perską

     Wcho­dzi­my na sta­tek. Pokład wyglą­da nie­co jak wnę­trze samo­lo­tu. Rzę­dy wygod­nych fote­li, mały barek po środ­ku. Ser­wo­wa­ne jedze­nie też do złu­dze­nia przy­po­mi­na to z linii lot­ni­czych.

statkostopem przez zatokę perską

     Przed nami dłu­ga noc. Do Emi­ra­tów dopły­nie­my dopie­ro rano. Kła­dzie­my się więc w fote­lach i pró­bu­je­my zasnąć, choć nie jest to łatwe. W gło­wach cią­gle krą­ży myśl, że uda­ło się prze­pły­nąć stat­ko­sto­pem przez Zato­kę Per­ską!

     Pod­su­mo­wu­jąc… Tego się nie dało zro­bić. Ale my o tym nie wie­dzie­li­śmy. Więc spró­bo­wa­li­śmy. I się uda­ło.

EDIT z 26 sierp­nia 2015.

     Dziś dowie­dzie­li­śmy się o innym spo­so­bie na stat­ko­sto­pa z Ira­nu do Emi­ra­tów. I to jesz­cze lep­sze­go! W sta­rej dziel­ni­cy Duba­ju odwie­dzi­li­śmy bowiem port, w któ­rym zacu­mo­wa­ne były bar­dzo kli­ma­tycz­ne, drew­nia­ne bar­ki trans­por­to­we. Chcie­li­śmy zoba­czyć je jak naj­le­piej, więc weszli­śmy na pokład. Zało­ga od razu zapro­si­ła nas na obiad, któ­ry wła­snie jedli w ste­row­ni. Jak się oka­za­ło, pano­wie byli z Ira­nu! Powie­dzie­li nam, że pły­wa­ją do Duba­ju z miej­sco­wo­ści Ban­dar Len­geh. Gdy­bym miał jesz­cze raz pró­bo­wać swo­ich sił ze stat­ko­sto­pem przez Zato­kę Per­ską, poje­chał­bym wła­śnie tam. Myślę, że zało­gi drew­nia­nych barek, chęt­nie przy­ję­li­by dodat­ko­we­go pasa­że­ra.

statkostopem przez zatokę perską

  • Genial­nie napi­sa­ne też bym tak chciał!

  • Nam osta­tecz­nie nie uda­ło się zała­twić irań­skie­go stat­ko­sto­pu. Było mało cza­su, koń­czą­ca się irań­ska wiza. Też tra­fi­li­śmy do poko­ju z gość­mi widocz­ny­mi na Waszych zdję­ciach. Może źle pod­ję­li­śmy temat, ale chy­ba byli­ście pierw­szym wyło­mem jakie­go doko­na­li i kolej­ne­go już nie mie­li zamia­ru:) A byli­śmy kil­ka tygo­dni po Was w Ban­dar Abbas. Nie mogli/nie chcie­li przy­po­mnieć sobie o Was:) Osta­tecz­nie kupi­li­śmy nor­mal­ne bile­ty.