Dzień 27, 28. Esfahan, czy tam Isfahan

     Naszym głów­nym celem w miej­sco­wo­ści Esfa­han (albo Isfa­han — nie jeste­śmy pew­ni) jest kupić, wypi­sać i wysłać pocz­tów­ki, zamó­wio­ne przez uczest­ni­ków akcji Pocz­tów­ka z Podró­ży. Potrze­bu­je­my ich pra­wie dwie­ście pięć­dzie­siąt sztuk! Aż tyle zosta­ło zamó­wio­nych! Pro­blem w tym, że w Ira­nie nie­zwy­kle trud­no kupić kart­ki. Na spra­wy “pocz­tów­ko­we” będzie­my potrze­bo­wa­li aż trzech dni. 

Ten post został napi­sa­ny pod­czas podró­ży: 
autostopem do dubaju
Klik­nij, aby dowie­dzieć się wię­cej
 

Dzień 27.

     Na przed­mie­ściach mia­sta, gdzie roz­bi­li­śmy namiot, budzi nas wąsa­ty ogrod­nik. Oczy­wi­ście nie ma mowy o pre­ten­sjach, że roz­bi­li­śmy się na jego tere­nie. Prze­cież to Iran! Miej­sco­wy prę­dzej bym nam podzię­ko­wał, że wybra­li­śmy jego ogró­dek, niż nas z nie­go wygo­nił. Sym­pa­tycz­ny dzia­dek wita się z nami z uśmie­chem, a chwi­lę potem przy­no­si ter­mos z her­ba­tą, któ­rą wypi­ja­my do śnia­da­nia.

esfahan isfahan

esfahan isfahan

     Po godzi­nie jeste­śmy już w cen­trum Esfa­han (albo Isfa­han). Tam, odwie­dza­my nie­zwy­kły Most Trzy­dzie­stu Trzech Łuków z 1602 roku. Robi wra­że­nie nie tyl­ko ze wzglę­du na archi­tek­tu­rę, ale też dla­te­go, że wca­le nie góru­je nad rze­ką. Ta bowiem wyschła jakiś czas temu, pozo­sta­wia­jąc jedy­nie wyschnię­te kory­to. Szcze­gól­nie zabaw­nie wyglą­da w tej sce­ne­rii wypo­ży­czal­nia sprzę­tu wod­ne­go. 

esfahan isfahan

esfahan isfahan

     Roz­dzie­la­my się. Pio­trek zosta­je z ple­ca­ka­mi, ja zaś idę wzdłuż dłu­giej uli­cy, szu­ka­jąc pocz­tó­wek. Poko­nu­ję jakieś trzy kilo­me­try, zaglą­da­jąc do każ­de­go nie­mal skle­pu. Bez­sku­tecz­nie — nigdzie nie ma kar­tek. 

     Wra­cam do Piotr­ka i robi­my zmia­nę. Ja zosta­ję z ple­ca­ka­mi, a on idzie w dru­gą stro­nę. Ale jego poszu­ki­wa­nia dają taki sam rezul­tat jak moje. Pocz­tó­wek jak nie było, tak nie ma.

esfahan isfahan

esfahan isfahan

     Idzie­my więc zoba­czyć tury­stycz­ne cen­trum Esfa­han (wciąż nie wie­my, czy to aby nie Isfa­han) — wiel­ki skwer, przy któ­rym poło­żo­ne są pięk­ne, per­skie mecze­ty. Zwie­dza­my impo­nu­ją­ce budow­le, zdo­bio­ne tak mister­nie, że cięż­ko ode­rwać od nich wzrok. Tutaj też sta­je się cud — znaj­du­je­my pocz­tów­ki! I to nawet cał­kiem ład­ne! 

     Zanim podej­dzie­my do sprze­daw­cy usta­la­my stra­te­gię tar­go­wa­nia. Okre­śla­my naj­wyż­szą kwo­tę jaką może­my dać oraz cenę wyj­ścio­wą. Spraw­dza­my też kurs dola­ra. Kupu­jąc ćwierć tysią­ca pocz­tó­wek mamy pra­wo żądać raba­tu! Im wię­cej wytar­gu­je­my tym wię­cej pie­nię­dzy dosta­nie fun­da­cja, któ­rej poma­ga­my! Gra jest więc war­ta świecz­ki.

     Sprze­daw­ca oka­zu­je się być bar­dzo ugo­do­wy i sprze­da­je nam kart­ki taniej niż sądzi­li­śmy. Zachwy­ce­ni takim obro­tem spraw, relak­su­je­my się na skwe­rze. Bez prze­rwy ktoś do nas pod­cho­dzi, żeby poroz­ma­wiać, albo zro­bić z nami zdję­cie. Mimo, że mia­sto jest dość tury­stycz­ne, to dwóch blon­dy­nów z ple­ca­ka­mi sta­no­wi nie­ma­łą atrak­cję.

esfahan isfahan

esfahan isfahan

     Zapa­da zmrok i cały teren zapeł­nia się koca­mi, gril­la­mi i Irań­czy­ka­mi, chcą­cy­mi nas poznać. Pod­cho­dzi do nas coraz wię­cej osób. Od star­szych, bro­da­tych Irań­czy­ków, aż po malut­kie dzie­ci, któ­re duka­ją kil­ka angiel­skich słó­wek, pozna­nych w szko­le. Jeden z męż­czyzn, jak się oka­zu­je nauczy­ciel angiel­skie­go, nagry­wa nawet z nami krót­ki film, w któ­rym roz­ma­wia­my o pol­skiej kul­tu­rze. Będzie pusz­czał go uczniom w szko­le, żeby poka­zać, że zna­jo­mość języ­ka obce­go może przy­dać się w prak­ty­ce.

     Oczy­wi­ście znów jeste­śmy zapra­sza­ni na kola­cje przez kil­ka Irań­skich rodzin. Jed­na z nich zapra­sza nas nawet do gry w siat­ków­kę. Pol­ska wie­lu Irań­czy­kom koja­rzy się wła­śnie z tym spor­tem. Cał­kiem nie­daw­no, nasza repre­zen­ta­cja wygra­ła mecz z Ira­nem. Kie­dy tyl­ko mówi­my skąd jeste­śmy, Irań­czy­cy od razu krzy­czą “vol­ley­ball good!”.

esfahan isfahan

Dzień 28. 

     Dzień dwu­dzie­sty ósmy mija cały pod zna­kiem pocz­tó­wek. Tuż po śnia­da­niu, uda­je­my się do baru z fast­fo­odem. Coś na kształt KFC, ale w wer­sji irań­skiej. Tam spę­dza­my osiem godzin wypi­su­jąc adre­sy i pozdro­wie­nia na kart­kach. Nie­ste­ty, kie­dy koń­czy­my, pocz­ta jest już zamknię­ta. Pozo­sta­je nam spa­ko­wać plik pocz­tó­wek do ple­ca­ków i jechać do kolej­ne­go mia­sta.

esfahan isfahan

     Wcze­snym wie­czo­rem sta­je­my na wylo­cie i jedzie­my w stro­nę miej­sco­wo­ści Shi­raz. Wie­lu Irań­czy­ków mówi­ło nam, że w tym mie­ście są wspa­nia­li, gościn­ni ludzie. Sko­ro Irań­czy­cy, któ­rzy są dla nas uoso­bie­niem gościn­no­ści, mówią o miesz­kań­cach Shi­ra­zu, że są bar­dziej gościn­ni niż resz­ta naro­du, to, napraw­dę cięż­ko nam sobie wyobra­zić, jak bar­dzo gościn­ni muszą oni być.

esfahan isfahan

     Wła­ści­wie prze­ko­nu­je­my się o tym jesz­cze tego wie­czo­ra. Na przed­mie­ściach tra­fia­my bowiem na dep­tak, wzdłuż któ­re­go pik­ni­ku­ją irań­skie rodzi­ny. Po raz kolej­ny zosta­je­my zapro­sze­ni na posi­łek. Przez jed­ną rodzi­nę, potem przez kolej­ną. Obie pro­po­nu­ją nam rów­nież noc­leg u sie­bie. Ale nie korzy­sta­my. My dziś mam w pla­nie spać na pobli­skiej górze. Noc­le­gu w takim wido­kiem nic nie zastą­pi!

esfahan isfahan

  • Jola

    Kuba, świet­ne są te Two­je rela­cje! I przy­go­dy też 🙂
    To praw­da, że ta wypo­ży­czal­nia sprzę­tu wod­ne­go wyglą­da w tej sce­ne­rii zabaw­nie, ale też i tra­gicz­nie, nie­ste­ty…

  • Seba­stian

    Pięk­ne Iran­ki. Moż­na się zako­chać 🙂