Dzień 35. Dubaj niskobudżetowo

     W Ira­nie, stop funk­cjo­no­wał tak dobrze, że uży­wa­li­śmy go nawet w mia­stach. Roz­piesz­cze­ni łatwo­ścią takie­go prze­miesz­cza­nia się, pró­bu­je­my jeź­dzić auto­sto­pem rów­nież w cen­trum Duba­ju. Nie do koń­ca wie­rzy­my, że plan się powie­dzie. A jed­nak! Z same­go rana, bez pro­ble­mu, uda­je nam się prze­je­chać Dubaj nisko­bu­dże­to­wo — na trzy sto­py.
 

Ten post został napi­sa­ny pod­czas podró­ży: 
autostopem do dubaju
Klik­nij, aby dowie­dzieć się wię­cej
 

dubaj niskobudżetowo

     Dojeż­dża­my do miesz­ka­nia Asi i Mate­usza — stu­ar­tów z Emi­ra­tes, któ­rych pozna­li­śmy wczo­raj. Zapro­si­li nas na śnia­da­nie, pod­czas któ­re­go spo­ro roz­ma­wia­my o pra­cy w liniach lot­ni­czych. Nawet nie­co nakrę­ca­my się na spró­bo­wa­nie swo­ich sił pod­czas nabo­ru. Kto by nie chciał latać po całym świe­cie i jesz­cze dosta­wać za to pie­nią­dze!

     Nasi nowi zna­jo­mi zabie­ra­ją nas do Deiry — sta­rej dziel­ni­cy Duba­ju. Mia­sto to, było nie­gdyś małą rybac­ką wio­ską. Po odkry­ciu ropy wszyst­ko się zmie­ni­ło. Nowo­cze­sne budyn­ki przy­ćmi­ły histo­rię, po któ­rej nie ma już pra­wie śla­du. Poza tą malut­ką dziel­ni­cą. Tu wciąż sto­ją niskie, kamien­ne budyn­ki, a po tutej­szej rze­ce pły­wa­ją kli­ma­tycz­ne, drew­nia­ne łód­ki.

dubaj niskobudżetowo

dubaj niskobudżetowo

dubaj niskobudżetowo

     Na tutej­szym baza­rze zamie­rza­my kupić pocz­tów­ki, któ­re wyśle­my uczest­ni­kom akcji Pocz­tów­ka z Podró­ży.

- Potrze­bu­ję dwie­ście pięć­dzie­siąt pocz­tó­wek — mówię sprze­daw­com na kolej­nych stra­ga­nach. — ile raba­tu dosta­nę?

     Wybie­ra­my naj­ko­rzyst­niej­szą ofer­tę. Przy takiej ilo­ści, łatwo wyne­go­cjo­wać dobrą cenę.

dubaj niskobudżetowo

     Cały dzień spa­ce­ru­je­my po zabyt­ko­wej dziel­ni­cy.

dubaj niskobudżetowo

dubaj niskobudżetowo

dubaj niskobudżetowo

     Wie­czo­rem zaś, znów uda­je­my się do hali spor­to­wej na mecz siat­ków­ki. Tym razem gra dru­ży­na tre­ne­ra, któ­re­go pozna­li­śmy wczo­raj. Trzy­ma­my więc moc­no kciu­ki i kibi­cu­je­my. Na szczę­ście “nasi” wygry­wa­ją!