Dzień 34. Dojechaliśmy stopem do Dubaju!

     Wsta­je­my, kie­dy za okna­mi zaczy­na się nie­co roz­ja­śniać. Chce­my zoba­czyć wschód słoń­ca. Wycho­dzi­my więc na zewnątrz, gdzie mimo wcze­snej pory, upał jest ogrom­ny. Nie­bo roz­ja­śnia się coraz bar­dziej, aż wresz­cie, nad woda­mi Zato­ki Per­skiej poja­wia się poma­rań­czo­wa kula. Roz­po­czy­na się nie­zwy­kły dzień. Dzień, w któ­rym doje­dzie­my na sto­pa do Duba­ju.
 

Ten post został napi­sa­ny pod­czas podró­ży: 
autostopem do dubaju
Klik­nij, aby dowie­dzieć się wię­cej
 

stopem do dubaju

stopem do dubaju

     Trzy godzi­ny póź­niej, na hory­zon­cie zaczy­na­ją się poja­wiać wyso­kie budyn­ki. — Emi­ra­ty! Jeste­śmy! Uda­ło się! Dotar­li­śmy tu auto­sto­pem! — nasza eufo­ria się­ga zeni­tu!

stopem do dubaju

     Wresz­cie cumu­je­my i sta­wia­my sto­pę na Pół­wy­spie Arab­skim. Kon­tro­la pasz­por­tów prze­bie­ga bez pro­ble­mów. Jako Euro­pej­czy­cy jeste­śmy obsłu­gi­wa­ni jako jed­ni z pierw­szych. Prze­cho­dzi­my przez kon­tro­lę baga­żu i tu poja­wia­ją się kło­po­ty. Ska­ner wykrył zwi­tek gotów­ki w moim ple­ca­ku.

- Ile gotów­ki pan ze sobą wwo­zi? — pyta straż­nik.
- Mało. Kil­ka­dzie­siąt dola­rów. - odpo­wia­dam zgod­nie z praw­dą.
- Pro­szę otwo­rzyć ple­cak. — straż­nik wyraź­nie mi nie wie­rzy, bo na ska­ne­rze widzi potęż­ny zwi­tek bank­no­tów. Wresz­cie, w moim baga­żu znaj­du­je gru­by plik… jed­no­do­la­ró­wek. Straż­nik roze­śmia­ny, poka­zu­je go swo­im kole­gom, po czym odda­je, życząc nam miłe­go dnia.

     Wycho­dzi­my na uli­cę mia­sta Szar­dża. Stąd do Duba­ju jest oko­ło czter­dzie­stu kilo­me­trów. Roz­glą­da­my się za dro­go­wska­za­mi. Bez­sku­tecz­nie. Na pod­sta­wie słoń­ca i zegar­ka, wyzna­cza­my azy­mut na Dubaj, po czym zaczy­na­my łapać sto­pa na dro­dze pro­wa­dzą­cej w tym kie­run­ku.

stopem do dubaju

stopem do dubaju

     Po dzie­się­ciu minu­tach zatrzy­mu­je się gru­ba Egip­cjan­ka. — Co wy robi­cie?! Tu się nie da łapać sto­pa! Tu nikt tego nie robi! Tu nikt nie zabie­ra podróż­ni­ków na gapę! - krzy­czy kobie­ta i zapra­sza nas do auta — macie spo­ro szczę­ścia, że tędy prze­jeż­dża­łam! — doda­je.

     W Duba­ju na noc­leg zapro­sił nas Paweł — czy­tel­nik moje­go blo­ga, któ­ry pra­cu­je w Emi­ra­tach. Przez tele­fon Egip­cjan­ki, uma­wia­my się z nim w Emi­ra­tes Mall — cen­trum han­dlo­wym.

- Tu jest pierw­sza sta­cja metra — mówi kobie­ta zatrzy­mu­jąc się na przed­mie­ściach Duba­ju - stąd doje­dzie­cie do cen­trum.

     My jed­nak nie chce­my jechać metrem. Sta­je­my przy dro­dze i po raz kolej­ny wycią­ga­my kciuk. Nie­ca­łe pięć minut póź­niej zatrzy­mu­je się luk­su­so­wy mer­ce­des. W środ­ku sie­dzi Ste­ve — Anglik.

stopem do dubaju

- Co wy robi­cie!? Tu się nie da jeź­dzić sto­pem! Nikt by was nie zabrał! Macie szczę­ście, że tędy jecha­łem! — mówi kie­row­ca zapra­sza­jąc nas do środ­ka.

     Ste­ve jest naszym ostat­nim kie­row­cą w podró­ży do Duba­ju. Kie­dy opo­wia­da­my mu, że doje­cha­li­śmy tu sto­pem, jest pod ogrom­nym wra­że­niem. Odwo­łu­je nawet służ­bo­we spo­tka­nie, żeby zawieźć nas do same­go Emi­ra­tes Mall, oraz poka­zać nie­co mia­sto.

stopem do dubaju

stopem do dubaju

     Prze­jeż­dża­my głów­ną uli­cą mia­sta, wzdłuż któ­rej pię­trzą się dra­pa­cze chmur. Nosy mamy przy­kle­jo­ne do szyb podzi­wia­jąc ten nie­zwy­kły świat. Nie dość, że jeste­śmy zachwy­ce­ni samym mia­stem, to jesz­cze w gło­wie krą­ży myśl, że uda­ło nam się zre­ali­zo­wać ten absur­dal­ny plan — doje­chać sto­pem do Duba­ju!

     Ste­ve zawo­zi nas też pod słyn­ny hotel Burj al Arab, po czym jedzie­my do cen­trum han­dlo­we­go. Żegna­my się z sym­pa­tycz­nym Angli­kiem i wcho­dzi­my do budyn­ku, a tam… stok nar­ciar­ski.

stopem do dubaju

     Nie dość, że boga­ci Ara­bo­wie wybu­do­wa­li ogrom­ne mia­sto na środ­ku pusty­ni; nie dość, że w mie­ście otwo­rzy­li jed­no z naj­więk­szych cen­trów han­dlo­wych świa­ta, to jesz­cze w środ­ku, wybu­do­wa­li potęż­ny stok nar­ciar­ski. Na pusty­ni! Na zewnątrz pięć­dzie­siąt stop­ni, a wewnątrz minus dzie­sięć.

     Z Paw­łem, u któ­re­go zatrzy­ma­my się na ten czas, jeste­śmy umó­wie­ni póź­nym popo­łu­dniem. Mamy spo­ro wol­ne­go cza­su. Spo­ty­ka­my się więc z Tom­kiem — kolej­nym Pola­kiem miesz­ka­ją­cym w Emi­ra­tach, któ­ry zna­lazł nas przez blo­ga. Tomek zabie­ra nas na obiad i opo­wia­da o życiu w tym nie­zyw­kłym kra­ju.

stopem do dubaju

     Wresz­cie spo­ty­ka­my się z Paw­łem, któ­ry w Duba­ju zaj­mu­je się wyce­ną nie­ru­cho­mo­ści.

- Jeste­ście zmę­cze­ni? - pyta.
- Abso­lut­nie nie!
- To jedzie­my na mecz siat­ków­ki.

stopem do dubaju

stopem do dubaju

     Oka­zu­je się, że wła­śnie trwa­ją mistrzo­stwa świa­ta męż­czyzn do lat dwu­dzie­stu trzech. Nie­ste­ty, Pol­ska nie bie­rze w nich udzia­łu.

     Na try­bu­nach pozna­je­my Asię i Mate­usza — stu­ar­tów z linii Emi­ra­tes. Wspól­nie jedzie­my do ich zna­jo­me­go — tre­ne­ra jed­nej z repre­zen­ta­cji gra­ją­cej w mistrzo­stwach. W jego poko­ju, w hote­lu Mariott, wypi­ja­my nie­co alko­ho­lu, a że daw­no nie pili­śmy, to dość szyb­ko czu­je­my się wsta­wie­ni.

stopem do dubaju

     Dziw­ny to jest wie­czór! Jesz­cze wczo­raj nie wie­dzie­li­śmy czy w ogó­le uda nam się wydo­stać z Ira­nu, a dziś sie­dzi­my w Duba­ju, w hote­lu Mariott, z nie­zwy­kły­mi ludź­mi, pijąc whi­sky i opo­wia­da­jąc naszą histo­rię. Nie­zwy­kłą histo­rię o doje­cha­niu sto­pem do Duba­ju, któ­ra dziś, sta­ła się fak­tem.