Dzień 32. Bandar Abbas — trafiliśmy do piekła!

     Pod­czas podró­żo­wa­nia po Ira­nie, nie­jed­no­krot­nie wspo­mi­na­li­śmy Irań­czy­kom, że wybie­ra­my się do Ban­dar Abbas — miej­sco­wo­ści poło­żo­nej na połu­dniu, nad Zato­ką Per­ską. Każ­dy z nich odra­dzał nam to sta­now­czo, twier­dząc, że jest tam nie­sa­mo­wi­cie gorą­co. Trak­to­wa­li­śmy te ostrze­że­nia nie do koń­ca poważ­nie, uzna­jąc, że prze­sa­dza­ją. Jak się oka­za­ło, wca­le nie prze­sa­dza­li. Tra­fi­li­śmy do pie­kła!

Ten post został napi­sa­ny pod­czas podró­ży: 
autostopem do dubaju
Klik­nij, aby dowie­dzieć się wię­cej
 

     Uwiel­biam jeź­dzić na pace pick-upów. Zda­rza­ło mi się to już kil­ku­krot­nie pod­czas moich auto­sto­po­wych podró­ży. Uwiel­biam kie­dy wiatr roz­wie­wa wło­sy — czu­ję się wte­dy wol­ny i szczę­śli­wy.

bandar abbas

     Dziś, pierw­szym zła­pa­nym sto­pem jest wła­śnie taki pick-up. Podróż prze­bie­ga fan­ta­stycz­nie. Wiatr roz­wie­wa nam wło­sy — cie­szy­my się jak dzie­ci. Po pięt­na­stu minu­tach zaczy­na­ją nas boleć uszy i gło­wy od dud­nie­nia powie­trza. Jedzie­my bowiem z pręd­ko­ścią ponad stu kilo­me­trów na godzi­nę. Po trzech kwa­dran­sach mamy ser­decz­nie dość podró­żo­wa­nia w ten spo­sób. Jest gło­śno i w dodat­ku nie­wy­god­nie, bo sie­dzi­my na twar­dej pod­ło­dze. Auto zatrzy­mu­je się po pię­ciu kwa­dran­sach. Oczy­wi­ście nie ma co narze­kać, ale nie była to naj­przy­jem­niej­sza podróż.

bandar abbas

     Tra­fia­my w dak­ty­lo­we zagłę­bie. Mnó­stwo dak­ty­lo­wych plan­ta­cji, dzie­siąt­ki stra­ga­nów z wie­lo­ma odmia­na­mi tych słod­kich owo­ców. Idzie­my nawet na jed­ną z plan­ta­cji, aby bli­żej przyj­rzeć się pal­mom dak­ty­lo­wym.

bandar abbas

bandar abbas

     Im dalej na połu­dnie kra­ju zjeż­dża­my, tym gorę­cej się robi. Tem­pe­ra­tu­ra jest tu znacz­nie wyż­sza, niż jesz­cze sto kilo­me­trów wcze­śniej. Na szczę­ście, dość szyb­ko łapie­my na sto­pa kolej­ny samo­chód.

     Jest nim trzy­dzie­sto­let­nia cię­ża­rów­ka. Jak twier­dzi sym­pa­tycz­ny kie­row­ca, jest to jej ostat­ni kurs przed zezło­mo­wa­niem. We wnę­trzu jest bar­dzo gło­śno i gorą­co. Na szczę­ście, auto wypo­sa­żo­ne jest we wła­sno­ręcz­nie zro­bio­ny kli­ma­ty­za­tor, z któ­re­go zim­ne powie­trze wycho­dzi przez sta­rą rurę od odku­rza­cza. Nie­ste­ty, przy ostrym pod­jeź­dzie kli­ma­ty­za­cja musi zostać wyłą­czo­na, żeby nie prze­grzać sil­ni­ka. Dla bez­pie­czeń­stwa, kie­row­ca pole­wa jesz­cze maskę wodą z butel­ki. Szy­by mamy otwar­te, ale o jakim­kol­wiek orzeź­wia­ją­cym wie­trze nie ma mowy — jedzie­my z pręd­ko­ścią dzie­się­ciu kilo­me­trów na godzi­nę. Z resz­tą, przy tej tem­pe­ra­tu­rze, wiatr w cale nie chło­dzi.

bandar abbas

bandar abbas

bandar abbas

     Podróż jest cięż­ka i męczą­ca, ale bar­dzo cie­ka­wa — w życiu nie jecha­łem takim zło­mem!

     Wresz­cie wycho­dzi­my z kabi­ny na uli­ce Ban­dar Abbas. Ter­mo­me­try poka­zu­ją 52 stop­nie Cel­sju­sza. Ogrom­na wil­got­ność powie­trza spra­wia, że odczu­wal­na tem­pe­ra­tu­ra jest jesz­cze wyż­sza. - Tra­fi­li­śmy do pie­kła! - myśli­my sobie.

     Plan był taki, że śpi­my w namio­cie. Pro­blem w tym, że przez ten upał i wil­goć, całe cia­ło momen­tal­nie pokry­wa maź zło­żo­na z nie­pa­ru­ją­ce­go potu i wszech­obec­ne­go pyłu. Kosz­mar! Spa­nie w namio­cie wyklu­czo­ne!

bandar abbas

     Idzie­my do cen­trum han­dlo­we­go, łapie­my wifi i roz­sy­ła­my zapy­ta­nia na Couch­Sur­fin­gu. Momen­tal­nie odzy­wa się kil­ko­ro Irań­czy­ków, z któ­rych wybie­ra­my Ara­sha. Chwi­lę póź­niej spo­ty­ka­my się z nim i jedzie­my do domu jego zna­jo­me­go — Poolia.

     Tam spę­dza­my kolej­ny świet­ny wie­czór po czym idzie­my spać. Jutro cze­ka nas trud­ny dzień. Chce­my zła­pać na sto­pa sta­tek do Zjed­no­czo­nych Emi­ra­tów Arab­skich…

bandar abbas