Dzień 24. Autostopem do Iranu

     Budzi nas mały chło­piec, któ­ry zaglą­da do namio­tu. Jest bar­dzo zacie­ka­wio­ny dwo­ma blon­dy­na­mi śpią­cy­mi w cen­trum jego małe­go mia­stecz­ka. W pew­nym momen­cie daje nam nawet jakąś mone­tę. Nie wie­my czy wyglą­da­my aż tak bied­nie, czy po pro­stu chło­piec chce nam coś dać na pamiąt­kę. W każ­dym razie, odwdzię­cza­my mu się tym samym, dając kil­ka pol­skich monet.

Ten post został napi­sa­ny pod­czas podró­ży: 
autostopem do dubaju
Klik­nij, aby dowie­dzieć się wię­cej
 

autostopem do iranu

    Wczo­raj, poli­cjant powie­dział nam, że w dzień jest tu bez­piecz­nie. Mimo to, mamy oczy dooko­ła gło­wy i uwa­ża­my na kur­dyj­skich ter­ro­ry­stów. Od cza­su do cza­su mija­my wozy opan­ce­rzo­ne, czy spa­lo­ne auta, ale nie to nas naj­bar­dziej prze­ra­zi­ło tego dnia. Naj­bar­dziej prze­ra­ził nas jeden z kie­row­ców…

     Gdzieś w poło­wie dro­gi z Agri do Doğu­bey­azıt, zatrzy­mu­je­my na sto­pa tak­sów­kę. Pro­wa­dzą­cy ją Turek trzy­krot­nie powta­rza, że nie chce pie­nię­dzy za pod­wóz­kę, więc wsia­da­my. Mimo wszyst­ko kie­row­ca nie wyglą­da na sym­pa­tycz­ne­go. Mało mówi i zacho­wu­je się dzi­wie. Po jakimś cza­sie zdra­dza nam, że jest Kur­dem, a teren przez któ­ry jedzie­my to nie Tur­cja, ale Kur­dy­stan — jego kraj, oku­po­wa­ny przez złą Tur­cję. 

autostopem do iranu

     W pew­nym momen­cie, kie­row­ca poka­zu­je nam oko­licz­ne góry i zabu­do­wa­nia gdzieś na zbo­czach. — Tam sta­cjo­nu­je PKK! Gru­pa ter­ro­ry­stycz­na dążą­ca do uwol­nie­nia Kur­dy­sta­nu. — mówi.

     Po kil­ku­na­stu sekun­dach, tak­sów­karz poka­zu­je w to samo miej­sce i ku nasze­mu prze­ra­że­niu, mówi - O! Tam jest mój dom! Na szczę­ście kie­row­ca nas nie pory­wa i wypusz­cza z auta bez żad­nych pro­ble­mów.

autostopem do iranu

     Łapie­my jesz­cze dwa szyb­kie sto­py, mija­my potęż­ną górę Ara­rat, góru­ją­cą nad tym tere­nem, i wresz­cie dojeż­dża­my do gra­ni­cy irań­skiej. Spo­dzie­wa­my się zaostrzo­nych kon­tro­li, ale oka­zu­je się, że nawet nie spraw­dza­ją nam ple­ca­ków. A gdy­by spraw­dzi­li, spo­ro by zna­leź­li — wwo­zi­my bowiem do Ira­nu, wbrew tam­tej­sze­mu pra­wu, wód­kę, oraz wie­przo­wi­nę.

autostopem do iranu

     Tego wie­czo­ra dojeż­dża­my do miej­sco­wo­ści Tabriz. Wcho­dzi­my do tam­tej­sze­go par­ku, w któ­rym na traw­ni­kach sie­dzą dzie­siąt­ki Irań­czy­ków. Całe rodzi­ny, odpo­czy­wa­ją na kocach i jedzą wspól­ne kola­cje. Irań­czy­cy są bar­dzo towa­rzy­scy i lubią spę­dzać czas razem. Gło­śno roz­ma­wia­ją i się śmie­ją. Kie­dy jed­nak prze­cho­dzi­my przez głów­ną alej­kę par­ku, wszyst­kie roz­mo­wy milk­ną, a dooko­ła nas zapa­da cisza. Wszy­scy patrzą z zacie­ka­wie­niem, na dziw­nych blon­dy­nów z ple­ca­ka­mi, aż wresz­cie, jakiś odważ­niej­szy Irań­czyk woła nas do sie­bie.

autostopem do iranu

     Cała rodzi­na jest nie­zwy­kle pod­eks­cy­to­wa­na naszą wizy­tą. Od razu robią nam miej­sce i przy­go­to­wu­ją posi­łek. Wszyst­kie oczy wpa­trzo­ne są w nas, ale nie­ste­ty tyl­ko jeden (choć jak na Iran, to “aż jeden”) chło­pak mówi tu po angiel­sku. Roz­ma­wia­my więc z nim, a ten tłu­ma­czy wszyst­ko rodzi­nie. Mimo barie­ry języ­ko­wej, czu­je­my się dobrze w ich towa­rzy­stwie. Irań­czy­cy są bar­dzo otwar­ci. Od razu pyta­ją czy mogą mi się pod­pi­sać na gip­sie. Pod­pi­su­je się więc cała, bar­dzo licz­na rodzi­na.

autostopem do iranu

     W koń­cu idzie­my dalej, ale nie uda­je nam się przejść nawet stu metrów, kie­dy dosta­je­my zapro­sze­nie na kolej­ną kola­cję. Sia­da­my więc z następ­ną prze­sym­pa­tycz­ną rodzi­ną i toczy­my bar­dzo podob­ne roz­mo­wy. Jak się oka­że, takich sytu­acji będzie­my mie­li set­ki w naj­bliż­szych dniach. 

     Idzie­my spać w par­ku, co niko­go tutaj spe­cjal­nie nie dzi­wi. W Euro­pie nie roz­bił­bym się w takim miej­scu namio­tem. Po pierw­sze bał­bym się poli­cji i man­da­tu, a po dru­gie, pija­nych chu­li­ga­nów. Tutaj nie ma się cze­go oba­wiać. Iran jest bar­dzo bez­piecz­ny, a poli­cja bar­dzo wyro­zu­mia­ła. Szcze­gól­nie dla obco­kra­jow­ców. 

     Zasy­pia­my ze świa­do­mo­ścią, że doje­cha­li­śmy auto­sto­pem do Ira­nu!

  • gaka­mur

    W Tabri­zie domi­nu­ją­cą nacją są Aze­ro­wie, a nie Iran­czy­cy

    • Sło­wa Irań­czyk i Azer się nie wyklu­cza­ją. To, że ktoś jest Aze­rem z pocho­dze­nia, nie zna­czy, że nie może być Irań­czy­kiem, sko­ro jest oby­wa­te­lem tego kra­ju. Pod­trzy­mu­ję okre­śle­nie “Irań­czy­cy”, ale dzię­ku­ję za uwa­gę 😉