Dzień 10. Autostop w Turcji

     Tur­cja ucho­dzi za raj dla auto­sto­po­wi­czów. Już czte­ry lata temu mia­łem oka­zję to spraw­dzić. Teraz prze­ko­nu­ję się o tym ponow­nie. Nawet dwóch face­tów nie stoi na pobo­czu zbyt dłu­go. Ale sto­py w Tur­cji są nie tyl­ko szyb­kie. Sto­py w Tur­cji bywa­ją abso­lut­nie nie­po­wta­rzal­ne…

Ten post został napi­sa­ny pod­czas podró­ży: 
autostopem do dubaju
Klik­nij, aby dowie­dzieć się wię­cej
 

      Tej nocy spa­li­śmy w napraw­dę uro­czym miej­scu. Po roz­su­nię­ciu suwa­ka w namio­cie naszym oczom uka­zu­je się malow­ni­cze jezio­ro. Aby uwiecz­nić ten pięk­ny kra­jo­braz robię zdję­cia nasze­go namio­tu, z pobli­skie­go mur­ku. Chwi­lę póź­niej zeska­ku­ję i… chrr­rup — coś strze­la w kost­ce.

     — Obym tyl­ko mógł cho­dzić — myślę sobie. W prze­ciw­nym wypad­ku podró­żo­wa­nie auto­sto­pem może być trud­ne. O dzi­wo, sta­wiam sto­pę i nawet mnie nie boli. Ale kost­ka jest spuch­nię­ta już po minu­cie od sko­ku. Idę więc do pobli­skie­go szpi­ta­la.

autostop w turcji

     - Nie może­my pana przy­jąć, bo jest sobo­ta, a płat­no­ści obsłu­gu­je­my tyl­ko w dni robo­cze… — mówi pani dok­tor. Wra­cam więc do namio­tu. Noga nawet mnie nie boli, więc jedzie­my dalej.

     Po kil­ku minu­tach łapa­nia sto­pa zatrzy­mu­je się pierw­sze auto i po chwi­li lądu­je­my na sta­cji ben­zy­no­wej. Tam od razu sta­je­my się atrak­cją dla pra­cow­ni­ków i klien­tów. Zaga­du­ją do nas i przy­no­szą her­ba­tę. Moż­na powie­dzieć, że zupeł­ny stan­dard na turec­kich sta­cjach

     Nie uda­je nam się jed­nak wypić cza­ju bo nagle z par­kin­gu woła nas Turek i ofe­ru­je dwu­stu­ki­lo­me­tro­wą pod­wóz­kę swo­ją mar­szru­tą.

     - Chce­cie pro­wa­dzić? - pyta nas na migi kie­row­ca. Po chwi­li wyjeż­dża­my ze sta­cji, a Pio­trek sie­dzi za kie­row­ni­cą.

autostop w turcji

     Kie­row­ca tro­chę z nami roz­ma­wia, potem idzie spać na tyły pojaz­du. Budzi się wypo­czę­ty, włą­cza turec­ką muzy­kę na cały regu­la­tor i zaczy­na tań­czyć razem ze swo­im kole­gą. Impre­za w busie trwa kil­ka chwil i jest abso­lut­nie nie do opi­sa­nia.

autostop w turcji

autostop w turcji

     Wysia­da­my przy sta­cji ben­zy­no­wej i powta­rza się ten sam sce­na­riusz — pod­cho­dzą do nas pra­cow­ni­cy, po chwi­li roz­ma­wia­my już z sze­fem, a zaraz potem szef ulat­nia się i przy­no­si nam coś ze sta­cji. Tym razem nie her­ba­tę, a lemo­nia­dę.

     Chwi­lę póź­niej znów łapie­my sto­pa. Zatrzy­mu­je się fur­go­net­ka. Wsia­da­my na pakę i kła­dzie­my się na wygod­nych wor­kach sia­na. Słoń­ce już zacho­dzi, wiatr roz­wie­wa nam wło­sy i jedzie­my przed sie­bie — pięk­na chwi­la!

     Nagle zatrzy­mu­je­my się… inne­mu auto­sto­po­wi­czo­wi. Na pakę dosia­da się turec­ki hipis, któ­ry podró­żu­je w ten spo­sób od pię­ciu lat. Nie pamię­ta­my jego imie­nia, więc nazy­wa­my go Józek.

autostop w turcji

autostop w turcji

     Zajeż­dża­my jesz­cze na pole po robot­ni­ków. Tu też sta­je­my się dużą atrak­cją. Pra­cow­ni­cy, mimo zmę­cze­nia, świet­nie się bawią i tań­czą przed obiek­ty­wem naszej kame­ry.

autostop w turcji

     Jedzie­my dalej na pace, tym razem w towa­rzy­stwie robot­ni­ków. Jak się oka­zu­je, są z Syrii. Jedzie­my i śpie­wa­my “Hej Soko­ły”. Chwi­lę póź­niej oni odwdzię­cza­ją nam się syryj­ski­mi pie­śnia­mi. Wysia­da­my na sta­cji ben­zy­no­wej. Jest już ciem­no więc zamie­rza­my tu spać. Jak się oka­zu­je, nie tyl­ko my — robot­ni­cy rów­nież. Chwi­lę póź­niej przy­jeż­dża­ją kolej­ni Syryj­czy­cy oraz ich pra­co­daw­cy. Zaczy­na się impre­za.

autostop w turcji

autostop w turcji

autostop w turcji

     Józek pro­po­nu­je roz­pa­lić ogni­sko. To nic, że dwa­dzie­ścia metrów dalej jest sta­cja ben­zy­no­wa. Nawet jej pra­cow­nik patrzy na nasz ogień i nie ma nic prze­ciw­ko. Sia­da­my w krę­gu, pije­my czaj, a ja gram na har­mo­nij­ce.

autostop w turcji

autostop w turcji

     Tuż obok, Tur­ko­wie przy­go­to­wu­ją kola­cję. Robią ją ze dwie godzi­ny, aż wresz­cie nas zapra­sza­ją. Kil­ku­na­sto­oso­bo­wą gru­pą, rwie­my chle­by i wyja­da­my z dwóch dużych mich mię­sne danie. To jest napraw­dę nie­za­po­mnia­ny wie­czór.

autostop w turcji

     Tym­cza­sem moja kost­ka puch­nie i puch­nie. Nie boli jed­nak za bar­dzo więc się tym nie przej­mu­ję. Będzie jed­nak gorzej. Tego posta piszę już… z nogą w gip­sie. Ale o tym, w następ­nych rela­cjach.

  • Eto­pi­ry­na

    Jeste­ście nie­sa­mo­wi­ci! Tyle przy­gód każ­de­go dnia. Trzy­mam moc­no kciu­ki za waszą podróż!