Dzień 6,7,8. Stambuł — granica Europy

     Naj­więk­sze i naj­lud­niej­sze mia­sto Euro­py. Metro­po­lia roz­dzie­la­ją­ca dwa kon­ty­nen­ty, dwie kul­tu­ry i dwie reli­gie. Mia­sto rów­ne sta­re i zbyt­ko­we, co nowo­cze­sne i postę­po­we. A w nim my — dwóch małych Pola­ków, któ­rzy muszą sobie tu jakoś pora­dzić.

Ten post został napi­sa­ny pod­czas podró­ży: 
autostopem do dubaju
Klik­nij, aby dowie­dzieć się wię­cej

Dzień 6

     Nasz gospo­darz od rana jest w pra­cy więc zbie­ra­my się leni­wie. Pra­nie, śnia­da­nie i oczy­wi­ście tra­dy­cyj­na, turec­ka her­ba­ta.

stambuł

     Mesut miesz­ka dość bli­sko cen­trum — oko­ło dwa­na­ście kilo­me­trów. W ska­li Stam­bu­łu to nie wie­le. Do sta­re­go mia­sta moż­na się stąd dostać bez prze­siad­ki! Wsia­da­my w auto­bus i po godzi­nie jeste­śmy w cen­trum. Zwie­dza­my pod­sta­wo­we atrak­cje mia­sta — Hagię Sofię, Błę­kit­ny Meczet, Grand Bazar. Ale znacz­nie wię­cej przy­jem­no­ści daje nam kąpiel w Bos­fo­rze. Woda jest cie­pła i daje nie­sa­mo­wi­tą ulgę w upal­ny dzień.

stambuł

stambuł

stambuł

     Punk­tem kul­mi­na­cyj­nym dnia jest jed­nak zje­dze­nie keba­ba. I nawet nie cho­dzi o to, że jest pysz­ny. Cho­dzi o to, że po kupie­niu posił­ku, znaj­du­je­my zacu­mo­wa­ny na Bos­fo­rze kuter, wcho­dzi­my na pokład i tam robi­my sobie pik­nik. Jedze­nie w pięk­nym miej­scu daje jesz­cze wię­cej przy­jem­no­ści!

stambuł

     Wie­czór spę­dza­my z Mesu­tem wypy­tu­jąc go o szcze­gó­ły na temat Tur­cji. Nie­ste­ty nasz gospo­darz wcze­śnie idzie do pra­cy, więc nie sie­dzi­my do póź­na. Przy­naj­mniej on. Ja do dru­giej w nocy piszę rela­cję na blo­ga.

stambuł

Dzień 7

     Dziś mamy zamiar wyje­chać z mia­sta na wschód. Zbie­ra­my się bar­dzo powo­li, w peł­ni wyko­rzy­stu­jąc sta­łe łącze inter­ne­to­we w domu nasze­go hosta. W pew­nym momen­cie dosta­ję wia­do­mość od Kac­pra — Pola­ka, któ­ry jest na prak­ty­kach stu­denc­kich w Stam­bu­le. Zapra­sza nas na impre­zę ze swo­imi zna­jo­my­mi i ofe­ru­je noc­leg. A że bar­dzo lubi­my dzia­łać spon­ta­nicz­nie — przyj­mu­je­my pro­po­zy­cję. Idzie­my wzdłuż dro­gi do, odda­lo­ne­go o sześć kilo­me­trów, metra. Ale (bar­dziej dla żar­tów niż na serio) Pio­trek wycią­ga kciu­ka. Ku nasze­mu zasko­cze­niu, zatrzy­mu­je się pierw­sze prze­jeż­dża­ją­ce auto! W środ­ku mia­sta! Dla osób zna­ją­cych Kra­ków — to tak jak­by zła­pać sto­pa z Jubi­la­tu na Nowy Kle­parz.

     Spo­ty­ka­my się z Kac­prem, potem z jego zna­jo­my­mi, potem z kolej­ny­mi i kolej­ny­mi, aż wresz­cie jest nas oko­ło czter­dzie­ści osób! Nie­mal wszy­scy są prak­ty­kan­ta­mi z orga­ni­za­cji IAESTE. I nie­mal każ­dy pocho­dzi z inne­go kra­ju. Bawi­my się fan­ta­stycz­nie!

stambuł

Dzień 8

     Dziś na dobre wyjeż­dża­my ze Stam­bu­łu. Mogło­by się wyda­wać, że wyjazd na wylot z naj­więk­sze­go mia­sta Euro­py będzie trud­ny. Ale nic bar­dziej myl­ne­go. Łatwiej wyje­chać sto­pem ze Stam­bu­łu niż z Kra­ko­wa.

stambuł

     Żegna­my się z Kac­prem, któ­ry dziś rów­nież jedzie w auto­sto­po­wą podróż w głąb Tur­cji. Jedzie­my do ostat­niej sta­cji metra i po chwi­li łapie­my sto­pa na dro­dze, któ­ra wciąż wyda­je się być w środ­ku mia­sta. Mimo to po dzie­się­ciu minu­tach jedzie­my pierw­szym sto­pem. Potem dru­gim i trze­cim i już jeste­śmy na przed­mie­ściach Stam­bu­łu.

stambuł

stambuł

   Wresz­cie zatrzy­mu­je się Kerem. Na począt­ku nie jest zbyt sym­pa­tycz­ny i nie dąży do kon­tak­tu, ale z cza­sem się roz­krę­ca. Zapi­su­je nam turec­kie słów­ka i od tej pory sta­ra­my się mówić do nie­go po turec­ku.

     Zatrzy­mu­je­my się sto kilo­me­trów od Anka­ry, gdzie Kerem zapra­sza nas na czaj. Zosta­je­my fejs­bu­ko­wy­mi przy­ja­ciół­mi, po czym się roz­sta­je­my.

stambuł

     Sia­da­my przy sta­cji, żeby napi­sać rela­cję na blo­gu i zaraz sta­je­my się lokal­ną atrak­cją. Pra­cow­ni­cy zaga­du­ją do nas i przy­no­szą kolej­ne szkla­necz­ki her­ba­ty. Znów mam przy­jem­ność doświad­czyć legen­dar­nej turec­kiej gościn­no­ści. Uwiel­biam ten kraj! 

stambuł

  • Wan­da

    Kuba, uwiel­biam Two­je rela­cje z podró­ży i dzię­ku­ję za nie. Mam nadzie­je, że masz świa­do­mość, cho­ciaż pew­nie nie zda­jesz sobie spra­wy, dla ilu osób jesteś inspi­ra­cją. Nie­usta­ją­co trzy­mam za Was kciu­ki!!!

  • jacek

    CZEKAM NA NASTĘPNY WPIS RELACJE DOKĄD JUZ DOJECHALIŚCIE POZDRAWIAM>