Dzień 4,5. Autostopem do Stambułu

     Upa­ły daje się naj­bar­dziej odczuć w namio­cie. Już o ósmej rano słoń­ce świe­ci tak moc­no, że leżąc wewnątrz jeste­śmy zla­ni potem. Upał z każ­dą minu­tą wysy­sa z nas ener­gię. Czas wsta­wać!

Ten post został napi­sa­ny pod­czas podró­ży: 
autostopem do dubaju
Klik­nij, aby dowie­dzieć się wię­cej

autostopem do stambułu

      Na sta­cję, na któ­rej łapie­my, przy­jeż­dża mnó­stwo turec­kich samo­cho­dów. Więk­szość z nich jedzie w naszym kie­run­ku. Ale nie mamy co liczyć na pod­wóz­kę — nie­mal wszyst­kie są zała­do­wa­ne albo ludź­mi, albo baga­ża­mi. Czas umi­la­my sobie pod­ja­da­jąc rosną­ce w pobli­żu mira­bel­ki. jeży­ny i sło­necz­ni­ki.

autostopem do stambułu

autostopem do stambułu

      Sto­imy w słoń­cu trzy godzi­ny, aż wresz­cie życie ratu­je nam mło­da Buł­gar­ka. Wysa­dza nas kil­ka­dzi­siąt kilo­me­trów dalej. Wyda­wać by się mogło, że w świet­nym miej­scu, ale przez kolej­ne trzy godzi­ny nie zatrzy­ma się nic.

autostopem do stambułu

      Osta­tecz­nie wie­czo­rem lądu­je­my pięt­na­ście kilo­me­trów od gra­ni­cy. Uzna­je­my, że nie godzi się żeby w czte­ry dni nie doje­chać do Tur­cji. Zarzu­ca­my więc ple­ca­ki i ostat­nie pięt­na­ście kilo­me­trów poko­nu­je­my pie­szo. Po dro­dze zaga­du­je­my straż gra­nicz­ną, ale nawet oni nie chcą nas pod­rzu­cić. Wresz­cie prze­cho­dzi­my przez gra­ni­cę kil­ka minut przed pół­no­cą cza­su pol­skie­go.

autostopem do stambułu

Dzień 5

     W środ­ku nocy budzi nas śpiew z pobli­skie­go mecze­tu. Musi­my przy­wyk­nąć — cze­ka nas to przez kolej­ny mie­siąc.

autostopem do stambułu

      — Dziś pój­dzie nam lepiej — powta­rza­my sobie. Ale nic z tego. Łapa­nie sto­pa przy gra­ni­cy oka­zu­je się bar­dzo cięż­kie. Nasza cier­pli­wość zosta­je wysta­wio­na na dużą pró­bę. Auta się nie zatrzy­mu­ją i nawet pyta­nie kie­row­ców na sta­cji, oka­zu­je się bez­sku­tecz­ne.

     Po trzech godzi­nach sta­nia w upal­nym słoń­cu zatrzy­mu­je się samo­chód. Pod­jeż­dża­my do Edir­ne — pobli­skie­go mia­sta, w któ­rym znaj­du­je się potęż­ny meczet. Odpo­czy­wa­my nie­co na dywa­nach wewnątrz świą­ty­ni, ale nie mamy zbyt dużo cza­su. Chce­my jesz­cze dziś doje­chać do Stam­bu­łu, bo na dziś mamy zała­twio­ne­go hosta z Couch­sur­fin­gu. 

autostopem do stambułu

autostopem do stambułu

     Idzie­my kil­ka kilo­me­trów na wylot, macha­jąc po dro­dze tablicz­ką z napi­sem “Istan­bul”. Wresz­cie zatrzy­mu­je się auto.

- Istan­bul?
- Istan­bul.
- Super!! - eufo­ria jest wprost pro­por­cjo­nal­na do dłu­go­ści dzi­siej­sze­go łapa­nia, a więc ogrom­na! Kil­ka kilo­me­trów dalej zatrzy­mu­je­my się na sta­cji ben­zy­no­wej.

- Chcesz pro­wa­dzić? — pyta mnie kie­row­ca.
- Jasne że chcę! - Jadę więc po turec­kiej auto­stra­dzie, a wła­ści­ciel samo­cho­du, na miej­scu pasa­że­ra, cały czas pisze smsy na tele­fo­nie.

autostopem do stambułu

     Po jakimś cza­sie zamie­niam się z Piotr­kiem i to on sia­da za kie­row­ni­cą. Ja w tym cza­sie piszę zale­głą rela­cję, bo kie­row­ca udo­stęp­nił nam swój inter­net. Wczo­raj wcho­dzi­li­śmy pie­szo do Tur­cji, dziś wjeż­dża­my do Istam­bu­łu sie­dząc za kie­row­ni­cą. Życie auto­sto­po­wi­cza potra­fi zaska­ki­wać!

     Wsia­da­my w auto­bus, aby dotrzeć do miesz­ka­nia Mesu­ta — hosta z CSa. Jak się oka­zu­je wybra­li­śmy zły numer. Auto­bus koń­czy kurs nie doje­chaw­szy do nasze­go przy­stan­ku. Poka­zu­je­my kie­row­cy gdzie chce­my doje­chać, a ten zawo­zi nas tam… auto­bu­sem. Taki auto­stop! Wresz­cie tra­fia­my do Tur­ka, któ­ry zaofe­ro­wał nam noc­leg, ale jest tak póź­no, że od razu idzie­my spać. Trud­no, poga­da­my jutro. Idzie­my spać dum­ni, że doje­cha­li­śmy auto­sto­pem do Stam­bu­łu!!

  • Michał

    Będę wdzięcz­ny jeśli w kolej­nej rela­cji wspo­mnisz o sytu­acji poli­tycz­nej w Tur­cji i o bez­pie­czeń­stwie. W ponie­dzia­łek msz wyda­ło ostrze­że­nie odra­dza­ją­ce podróż do całe­go kra­ju. Miej­cie oczy sze­ro­ko otwar­te.