Islandia za pięćset złotych

     Nie­zwy­kle cięż­ko przy­szło mi napi­sa­nie tej rela­cji. Sia­da­łem do niej kil­ka­na­ście razy, pró­bu­jąc opi­sać jak naj­wier­niej pięk­no Islan­dii. Sta­ra­łem się oddać jej wyjąt­ko­wość, jej nie­zwy­kły kli­mat, zachwy­ca­ją­ce kra­jo­bra­zy. Za każ­dym razem, po nie­udol­nych pró­bach prze­la­nia wspo­mnień na papier (a wła­ści­wie na moni­tor), rezy­gno­wa­łem. Powta­rza­ło się to wie­le razy, aż wresz­cie uzna­łem, że mi się nie uda. Islan­dia jest zbyt nie­zwy­kła, żeby ją opi­sać. Islan­dię trze­ba zoba­czyć!
  

     Samo­lot odry­wa się od angiel­skiej zie­mi nad ranem. Z nami na pokła­dzie. Kil­ka godzin póź­niej naszym oczom uka­zu­je się żół­ta­wa powierzch­nia wyspy, na któ­rej spę­dzi­my następ­ny tydzień. Oczy­wi­ście to, cze­go oba­wia­my się naj­bar­dziej to pogo­da, bo ta, na Islan­dii bywa kapry­śna, szcze­gól­nie we wrze­śniu. Dziś jed­nak, świe­ci ostre słoń­ce. 
    
DSC_0034
  
DSC_0036
  
DSC_0045   
     Jest nas czwór­ka, więc dzie­li­my się na dwa zespo­ły i łapie­my sto­pa na wschód. Jesz­cze tego same­go dnia docie­ra­my pod dwa prze­pięk­ne wodo­spa­dy. Islan­dia to bowiem kraj wodo­spa­dów. Jest ich tak dużo, że wie­le nawet nie ma nazwy. Nawet takie, któ­re są więk­sze i pięk­niej­sze od Wiel­kiej Sikla­wy — naj­więk­sze­go pol­skie­go wodo­spa­du, tłum­nie odwie­dza­ne­go przez tury­stów. Tak pięk­ne wodo­spa­dy, są na Islan­dii zupeł­nie pomi­ja­ne, gdyż nie dorów­nu­ją tym naj­pięk­niej­szym. Nie dosta­ją nawet wła­snej nazwy. Ska­la pięk­na jest na Islan­dii cał­ko­wi­cie prze­su­nię­ta.
    
DSC_0069   
DSC_0083  
DSC_0173  
     Nad wodo­spa­dem Skó­ga­foss roz­bi­ja­my obóz. Malow­ni­cza pola­na, z wido­kiem na oce­an jest miej­scem ide­al­nym do spę­dze­nia nocy.
  
DSC_0118  
    Póź­nym wie­czo­rem tuż przy naszym namio­cie sły­szy­my szme­ry. “Ktoś jest obok” — myślę sobie, deli­kat­nie roz­su­wa­jąc suwak. Roz­chy­lam tro­pik, a moim oczom, w odle­gło­ści mniej­szej niż pół metra, uka­zu­je się wiel­ka pasz­cza konia, wyja­da­ją­ce­go śmie­ci z pro­wi­zo­rycz­ne­go śmiet­ni­ka. “Uff, to tyl­ko koń”. Śmiet­nik, sze­ro­kim łukiem, wędru­je więc kil­ka metrów dalej, a koń (już nie łukiem) za nim.
 
DSC_0183   
     “To by było na tyle dobrej pogo­dy” — stwier­dza­my, kie­dy nad ranem na namiot spa­da­ją kro­ple desz­czu. Kiep­ska pogo­da mia­ła się utrzy­my­wać kil­ka dni, stop­nio­wo się pogar­sza­jąc. Póki co jesz­cze, da się łapać sto­pa, więc jedzie­my na wschód wyspy, zatrzy­mu­jąc się w każ­dym cie­ka­wym miej­scu. A że na Islan­dii cie­ka­we jest nie­mal każ­de miej­sce, może­cie sobie wyobra­zić jak czę­sto się zatrzy­mu­je­my.
  
DSC_0227 
DSC_0199 
DSC_0210  
     Auto­stop na Islan­dii jest o tyle spe­cy­ficz­ny, że funk­cjo­nu­je nie­mal wyłącz­nie dzię­ki tury­stom. Czte­ry na pięć samo­cho­dów to te z wypo­ży­czal­ni. Ale to bar­dzo dobrze! Bo tacy tury­ści, w poży­czo­nym samo­cho­dzie mają ten sam cel co my — eks­plo­ro­wać wyspę! Ku naszej rado­ści zatrzy­mu­ją się więc przy każ­dej napo­tka­nej atrak­cji.
 
     Kul­mi­na­cja brzyd­kiej pogo­dy nastę­pu­je, kie­dy docie­ra­my do Jökul­sár­lón — lodo­we­go jezio­ra, po któ­re­go tafli pły­wa­ją ogrom­ne bry­ły odłą­czo­ne od pobli­skie­go lodow­ca. Pomię­dzy nimi dostrzec moż­na gro­ma­dy fok. Miej­sce to wyglą­da jak Antark­ty­da! Nie­ste­ty, rzę­si­sty deszcz nie­co zabie­ra mu uro­ku.
 
DSC_0248  
DSC_0235  
DSC_0236 
     Nad­cho­dzi czas na szu­ka­nie noc­le­gu. Mokra tra­wa i ulew­ny deszcz, abso­lut­nie nie sprzy­ja­ją roz­bi­ja­niu namio­tu, więc szu­ka­my alter­na­ty­wy. Pla­nu­je­my spać w koście­le, ale oka­zu­je się, że na noc zosta­je zamknię­ty. Nie­ba­wem znaj­du­je­my opusz­czo­ną cię­ża­rów­kę, z cał­kiem zadba­ną kabi­ną. Już mamy się w niej zado­ma­wiać, kie­dy dostrze­ga­my sto­ją­cy obok mały bla­sza­ny barak — miej­sce schro­nie­nia się tury­stów w nie­sprzy­ja­ją­cej pogo­dzie. Nie­gdyś, z pew­no­ścią stał z dale­ka od cywi­li­za­cji, ratu­jąc nie­jed­ne­go wędrow­ca przed wia­trem i desz­czem. Dziś, prze­wie­zio­ny na mały skład, rdze­wie­je na samot­nej eme­ry­tu­rze. Z pew­no­ścią ucie­szył się, że znów może być potrzeb­ny. Znów, tak jak za mło­du, może reali­zo­wać swo­je prze­zna­cze­nie — to do cze­go był stwo­rzo­ny. Może ura­to­wać kolej­nych tury­stów przed złą pogo­dą — nas!
  
DSC_0288  
     Po dru­giej stro­nie cał­kiem spo­re­go wznie­sie­nia znaj­du­je się kolej­na atrak­cja z naszej listy — bazal­to­we słu­py, ufor­mo­wa­ne z zasty­głej lawy. Wspi­na­my się więc i gra­nią, w gęstej mgle idzie­my na dru­gą stro­nę. 
 
DSC_0307
DSC_0313  
     W Islan­dii jest wie­le źró­deł geo­ter­mal­nych. Nie­któ­re z tych źró­deł “zasi­la­ją” odkry­te base­ny. Nie­któ­re z tych base­nów zosta­ły opusz­czo­ne. W jed­nym z takich opusz­czo­nych base­nów spę­dza­my popo­łu­dnie. Grze­je­my się w gorą­cej wodzie wraz z kil­ko­ma inny­mi tury­sta­mi. Oczy­wi­ście wyj­ście z takie­go base­nu może śmia­ło wziąć udział w kon­kur­sie na naj­bar­dziej nie­przy­jem­ne uczu­cie na świe­cie.
 

DSC_0009  
DSC_0012 
     Tego wie­czo­ru nie pada, ale namio­tu nie chce nam się roz­bi­jać z czy­ste­go leni­stwa. Roz­piesz­cze­ni ostat­ni­mi luk­su­sa­mi tury­stycz­ne­go bara­ku, szu­ka­my cze­goś o podob­nym stan­dar­dzie. Osta­tecz­nie, w prze­my­sło­wej dziel­ni­cy małe­go mia­stecz­ka Sel­foss, znaj­du­je­my sta­rą, robot­ni­czą przy­cze­pę. Mnó­stwo sty­ro­pia­nu leżą­ce­go na pod­ło­dze i, przede wszyst­kim, dach nad gło­wą zapew­nia­ją nam kom­for­to­wy noc­leg. 
  
DSC_0025 
     Dru­gi i ostat­ni dzień pięk­nej pogo­dy! Wyko­rzy­stu­je­my go aby zoba­czyć kolej­ny wodo­spad (a jak­że!), oraz gej­zer o mało wyszu­ka­nej nazwie Gey­sir (tak napraw­dę to od jego nazwy wzię­ło się sło­wo “gej­zer”). Gey­sir wybu­cha raz na kil­ka­dzie­siąt lat, ale obok znaj­du­je się nie­co mniej­szy, wybu­cha­ją­cy co kil­ka minut.
 
DSC_0075  
DSC_0129   
     Wie­czo­rem docie­ra­my do Ame­ry­ki. Tak! Do Ame­ry­ki! Na Islan­dii bowiem sty­ka­ją się pły­ty tek­to­nicz­ne — ame­ry­kań­ska i euro­pej­ska. Połą­cze­nie to nie jest może spe­cjal­nie spek­ta­ku­lar­ne, ale cał­kiem widocz­ne. Prze­ska­ku­je­my więc sobie z jed­ne­go kon­ty­nen­tu na dru­gi. 
  
DSC_0183  
     Naza­jutrz oczy­wi­ście pada i wie­je. Wycią­ga­my kciu­ka, któ­re­go led­wo widać spod powie­wa­ją­cej pele­ry­ny prze­ciw­desz­czo­wej. Zatrzy­mu­je się pierw­sze auto (sta­li­śmy jakieś 10 min — taki był ruch). “Kie­row­ca musiał­by nie mieć ser­ca, żeby się nie zatrzy­mać tak upodlo­nym tury­stom” — pomy­śla­łem, widząc jak żało­śnie wyglą­da­my.
  
DSC_0203  
     Mło­dy Island­czyk dowo­zi nas do Rey­kia­vi­ku. Prze­jeż­dża przez przez naj­waż­niej­sze miej­sca mia­sta, opo­wia­da­jąc licz­ne cie­ka­wost­ki. Poka­zu­je nam na przy­kład muzeum peni­sów. Zapa­lo­ny pasjo­nat (!) męskich człon­ków, zbie­ra eks­po­na­ty od przed­sta­wi­cie­li setek gatun­ków (ludz­kie­go jesz­cze nie ma w kolek­cji).
  
     Wysia­da­my pod kościo­łem, gdzie za pół­to­rej godzi­ny ma odbyć się pol­ska msza. “Gdy­by tak zna­leźć cie­płe i suche miej­sce do prze­cze­ka­nia” — mówię do Iwo­ny roz­ża­lo­nym gło­sem — “może mają tu jakieś sal­ki?”. W tym momen­cie ze świą­ty­ni wycho­dzi star­sza kobie­ta i z sze­ro­kim uśmie­chem pyta: “Macie ocho­tę na kawę? Chodź­cie za mną!”. Zgad­nij­cie gdzie nas zapro­wa­dzi­ła… Do przy­ko­ściel­nych salek. Kawa, her­ba­ta, ciast­ka do woli. A do tego prze­mi­łe towa­rzy­stwo szcze­rze zain­te­re­so­wa­nych nami osób. 
  
DSC_0205  
     Tego dnia, zali­czam łapa­nie sto­pa w naj­gor­szych warun­kach pogo­do­wych. Buty prze­ma­ka­ją mi już w poło­wie dro­gi na wylot z Rey­kia­vi­ku. Gdy docie­ra­my do odpo­wied­nie­go miej­sca jeste­śmy już cał­kiem prze­mo­cze­ni. Pele­ry­na prze­ciw­desz­czo­wa nie­wie­le daje przy tak pory­wi­stym wie­trze. Sta­je­my na pobo­czu. Wie­je do tego stop­nia, że cza­sem nie­mal nas prze­wra­ca. Zim­ne powie­trze, i ulew­ny deszcz ude­rza­ją w nas z ogrom­ną siłą, prze­ma­cza­jąc nasze ubra­nia, oraz tek­tu­rę z napi­sem “Kefla­vik”. Ale Island­czy­cy to dobrzy ludzie — pierw­sze auto zatrzy­mu­je się już po kil­ku minu­tach.
  
     Gdy­by­śmy tej nocy mie­li spać w namio­cie, to była­by to chy­ba naj­gor­sza noc w moim życiu. Cały czas pada, a my jeste­śmy prze­mo­cze­ni do suchej nit­ki. Dzię­ki Bogu, na tę jed­ną noc, zapro­sił nas Mun­di z Couch­sur­fin­gu. Suszy­my ubra­nia i buty, bie­rze­my prysz­nic i robi­my pysz­ne spa­ghet­ti, roz­ko­szu­jąc się suchym, cie­płym schro­nie­niem.
 
DSC_0249  
DSC_0240  
     Tego dnia, Pol­ska zdo­bę­dzie mistrzo­stwo świa­ta w siat­ków­ce. Mun­di nie ma kana­łu spor­to­we­go, więc jedy­ne co nam pozo­sta­je, to użyć smart­fo­no­wej apli­ka­cji. Oczy­wi­ście o fonii, ani tym bar­dziej wizji, nie ma co marzyć. Musi­my się zado­wo­lić samą tabli­cą wyni­ków, na któ­rej raz na jakiś czas zmie­nia­ją się cyfer­ki. Na szczę­ście czę­ściej zmie­nia­ją się te po stro­nie Pola­ków! Emo­cje się­ga­ją zeni­tu, kie­dy cała nasza piąt­ka, wpa­trzo­na w mały ekran tele­fo­nu obser­wu­je zmia­nę cyfry 23, na 24. Wresz­cie poja­wia się upra­gnio­ne 25! Pol­ska mistrzem świa­ta!!
  
DSC_0287   
     Ostat­nie­go dnia tej podró­ży zwie­dza­my oko­li­ce lot­ni­ska. Podzi­wia­my małe islandz­kie mia­stecz­ka, odwie­dza­my Blue Lago­on — ter­mal­ne base­ny z tur­ku­so­wą wodą i obser­wu­je­my czer­wo­ny zachód nad oce­anem. Tego dnia nie pada. Islan­dia żegna się z nami cał­kiem przy­zwo­itą pogo­dą, choć ta przez cały tydzień nie­co nam doku­cza­ła. Nie zoba­czy­li­śmy wszyst­kie­go co chcie­li­śmy, nie­raz zmo­kli­śmy i trzę­śli­śmy się z zim­na. Ale wspo­mnie­nia mają cudow­ną moc wyma­zy­wa­nia nega­tyw­nych uczuć i emo­cji, oraz wzmac­nia­nia tych pozy­tyw­nych. Sie­dząc w wygod­nych fote­lach samo­lo­tu powrot­ne­go pamię­ta­my już jedy­nie, że było cudow­nie! Ze smut­kiem żegna­my zie­lo­ne brze­gi wyspy. Jeste­śmy jed­nak pew­ni, że nie na zawsze! 
  
DSC_0306

  

Tabe­la z port­fe­la, czy­li pod­su­mo­wa­nie kosz­tów na oso­bę
Noc­le­gi 0 zł • Śpi­my głów­nie w namio­cie roz­bi­tym na dzi­ko. Spo­ty­ka­my dwa pola namio­to­we — jed­no jest dro­gie (ponad 50 zł), więc nie korzy­sta­my, dru­gie jest jesz­cze droż­sze, ale zamknię­te po sezo­nie, więc roz­bi­ja­my się za dar­mo.
• Cza­sem, zamiast w namio­cie, śpi­my w tzw. infra­struk­tu­rze oto­cze­nia — sta­ra bud­ka tury­stycz­na, opusz­czo­ny wagon robot­ni­czy itp.
• Jed­ną noc spę­dza­my u Mun­die­go z Couch­sur­fin­gu. Mamy spo­ro szczę­ścia, bo na Islan­dii bar­dzo cięż­ko zna­leźć hosta.
Trans­port 252 zł
• Loty Bri­stol — Rey­kja­vik i z powro­tem kosz­tu­ją nas w sumie 252 zł. Leci­my linią Easy­jet. Tak tanie bile­ty uda­ło nam się kupić w mar­cu (pole­cie­li­śmy we wrze­śniu). Aktu­al­nie naj­ta­niej na Islan­dię moż­na dostać się wła­śnie linią Easy­jet, z Wiel­kiej Bry­ta­nii (z wie­lu miast). Do Wiel­kiej Bry­ta­nii nato­miast moż­na doje­chać sto­pem (2–3 dni). Kanał La Man­che, moż­na prze­pły­nąć za dar­mo. Pła­ci się bowiem za pojazd, a nie za oso­by. Wystar­czy doga­dać się z kie­row­cą cię­ża­rów­ki (są ich tam set­ki, głów­nie z Pol­ski). Od roku 2015 do Rey­kia­vi­ku lata z Gdań­ska Wiz­za­ir. Ceny zaczy­na­ją się już od dwu­stu zło­tych.
• Po Islan­dii poru­sza­my się wyłącz­nie auto­sto­pem. Auto­bu­sy publicz­ne jeż­dżą rzad­ko i są bar­dzo dro­gie. Więk­szość tury­stów wypo­ży­cza auta, ale też jest to duży koszt. Auto­stop nato­miast funk­cjo­nu­je cał­kiem dobrze, nawet mimo małe­go ruchu na dro­gach.
Jedze­nie i picie 287 zł
• Islan­dia jest bar­dzo dro­gim kra­jem. Przy­wo­zi­my więc spo­ro jedze­nia z Pol­ski, ale pasz­te­tów nie wystar­cza na cały pobyt. Na miej­scu robi­my zaku­py w skle­pie Bonus. Jest to względ­nie tani dys­kont. Nawet naj­tań­sze pro­duk­ty, w prze­li­cze­niu na zło­tów­ki, wycho­dzą dość dro­go, ale to i tak naj­bar­dziej eko­no­micz­ny spo­sób wyży­wie­nia.
• W Rey­kja­vi­ku znaj­du­je się bud­ka z ponoć naj­lep­szy­mi hot-doga­mi na świe­cie. Taki posi­łek kosz­tu­je ~11 zł. 
• Wodę pije­my nie­mal wyłącz­nie z kra­nu.
Bile­ty wstę­pu 0 zł • Za żad­ną ze zwie­dza­nych przez nas atrak­cji nie trze­ba pła­cić.
Inne -  
SUMA 539 zł  
Dzien­nie (8 dni) 67 zł  

 

  • Naresz­cie, rela­cja! Tak samo cie­ka­wa i inspi­ru­ją­ca jak wszyst­kie pozo­sta­łe. Zazdrosz­czę wido­ków i doświad­czeń, fot­ki rewe­la­cyj­ne 🙂 Jak widać nawet kosz­ty nie są zapo­ro­we! 😉

  • San­dra

    Byłam wczo­raj na spo­tka­niu na UE. Jesteś na mak­sa inspi­ru­ją­cy. Aż chce się dzia­łać i coś robić ze swo­im życiem. Naj­le­piej od razu, teraz, natych­miast! Żału­ję, że nie potra­fię tak zapar­cie reali­zo­wać swo­ich celów jak Ty. Może jesz­cze się tego nauczę 😉 Pozdra­wiam!

    • Ple­cak Wspo­mnień

      Powo­dze­nia!! 🙂

  • Wera

    I wszyst­kim czy­ta­ją­cym kobie­tom zro­bi­ło się smut­no, gdy pozna­ły Iwo­nę. I to nie dla­te­go, że jej nie lubią, bo wyglą­da na bar­dzo sym­pa­tycz­ną, ale te dwa namio­ty, a w jed­nym z nich dwóch Two­ich kole­gów 😀

  • zagat­ka

    Świet­na rela­cja, jed­nak da się Islan­dię barw­nie i cie­ka­wie opi­sać 🙂 Zdję­cia widzia­łam już pół roku temu, ale nadal robią ogrom­ne wra­że­nie. Kolo­ry na tej wyspie są nie­sa­mo­wi­te, ska­ły mają takie boga­te zabar­wie­nie, do tego wodo­spa­dy, gej­ze­ry, a ten błę­kit­ny lodo­wiec, to jak wisien­ka na tor­cie 🙂 Cał­kiem inny świat 🙂
    Tyl­ko coś tych “cia­ste­czek do woli” nie widać hehe, sama kawa 😛
    Ta pani mówi po pol­sku, czy roz­ma­wia­cie po angiel­sku? Byli tam jacyś Pola­cy?

    • Ple­cak Wspo­mnień

      Pola­ków nie było. A ta pani była Szwaj­car­ką i roz­ma­wia­li­śmy po angiel­sku 😉 Ciast­ka już zje­dli­śmy 😉

  • Dora

    Super rela­cja! 🙂 Aż zdzi­wi­łam się kie­dy napi­sa­łeś że żad­ne­go Pola­ka nie spo­tka­li­ście 😛 Nas tam peł­no jest 😀 Jak ja jecha­łam sto­pem po Islan­dii to co 2 auto któ­re nas pod­wio­zło mia­ło pol­skie­go kie­row­cę 😀
    Pięk­na wyspa, uza­leż­nia­ją­ca! 😉

    • Ple­cak Wspo­mnień

      Ale gdzie napi­sa­łem, że nie spo­tka­li­śmy żad­ne­go Pola­ka? 😀
      Fakt, więk­szość tury­stów to Fran­cu­zi i Niem­cy, ale Pola­ków też spo­ty­ka­li­śmy i nawet łapli­śmy na sto­pa 😉

  • Dora

    My fault 😛 po 2 prze­czy­ta­niu Two­je­go tek­stu-nie mam poję­cia skąd mi się uro­iło że nie spo­tka­li­ście na sto­pie Pola­ków 😉 Jed­na kawa to za mało 😛 Fran­cu­zi, Duń­czy­cy, Niem­cy i Japoń­czy­cy-Ci ostat­ni zatrzy­ma­li się, zapy­ta­li się w któ­rą stro­nę do Reykjaviku(pokazując mapę ;)) i na pyta­nie czy może­my się zabrać z nimi krzyk­nę­li “no!” i odej­cha­li 😀

    • Ple­cak Wspo­mnień

      😀

  • Islan­dia posia­da swo­je pięk­no, jed­nak jej kli­mat zde­cy­do­wa­nie nie jest dla mnie. Nie mogła­bym miesz­kać na sta­łe w tym kra­ju, za zim­no 🙂

  • Ange­la

    No host z couch­sur­fin­gu na Islan­dii to rze­czy­wi­ście osią­gnię­cie 😀 Rów­nież sły­sza­łam, że bar­dzo trud­no jest kogoś tam zna­leźć. A bile­ty na samo­lot kupi­li­ście w super cenie, sama będę polo­wać na nie w tym roku 😉
    P.S. Kie­dyś w jakimś wpi­sie wspo­mnia­łeś, że do pod­ręcz­ne­go paku­jesz się ze śpi­wo­rem i namio­tem. Możesz zdra­dzić, jaki masz sprzęt? Bo ja wła­śnie będę zmie­niać śpi­wór i zale­ży mi na czymś malut­kim i lek­kim 😀 I lek­ki, ale wytrzy­ma­ły namiot też by się przy­dał 😀

  • Uwiel­biam takie kli­ma­tycz­ne miej­sca! Po tej rela­cji naj­chęt­niej zaraz wsia­dła­bym w samo­lot i tam pole­cia­ła 😉 Nie­ste­ty muszę tro­chę pocze­kać, ale Islan­dia na pew­no znaj­dzie się na mojej liście. Myślę, że super było by ją zwie­dzić na rowe­rze. Myślisz, że bez­piecz­na była by samot­na podróż? No i czy moż­na roz­bi­jać namiot tak na dzi­ko (tzn. czy to jest zgod­ne z pra­wem?)

    • Ple­cak Wspo­mnień

      Dokład­nie jak jest z pra­wem to nie wiem, ale my roz­bi­ja­li­śmy, inni też roz­bi­ja­li i nie było pro­ble­mów.
      A bez­piecz­nie na Islan­dii jest dosta­tecz­nie, żeby samot­na dziew­czy­na sobie podró­żo­wa­ła 😉

  • Michał

    Cześć! Od dobre­go tygo­dnia Two­je wpi­sy zabi­ja­ją nudę na lek­cjach :p Tyl­ko pyta­nie te 7 dni star­czą na obje­cha­nie wyspy dro­gą “jedyn­ką”? Bo chy­ba w głąb sto­pem nie dali­ście rady wje­chać 😛 Kur­czę ale super inspi­ra­cja, będę cza­to­wać na bile­ty na maj-sier­pień 🙂

    • Ple­cak Wspo­mnień

      W 7 dni da radę obje­chać wyspę, ale trze­ba by się spie­szyć. W głąb w tym cza­sie raczej się nie wje­dzie, chy­ba, że się ma spo­ro szczę­ścia. Jak się jest dłu­żej na Islan­dii to moż­na pró­bo­wać wjeż­dżać sto­pem w inte­rior, ale pew­nie tro­chę trze­ba się będzie nacze­kać 😉

  • Zie­lo­na

    heh, jakiś czas temu sama stwo­rzy­łam swo­ją listę marzeń… dzi­siaj posta­no­wi­łam poczy­tać tro­chę o Islan­dii.. przy­go­dę z tanim podró­żo­wa­niem dopie­ro zaczy­nam, ale takie opi­sy doda­ją mi moty­wa­cji i inspi­ra­cji ;P Powo­dze­nia!!!

  • Anna

    Hej 20 maja lecę na Islan­dię i mam jed­no pyta­nie odno­śnie islandz­kiej walu­ty? Pró­bo­wa­łam kupić ją u sie­bie w mie­ście a jest to duże mia­sto i nie ma. Czy tobie uda­ło się koro­ny kupić w Pol­sce czy już na Islan­dii? I gdzie dokład­nie bo chy­ba nie w kan­to­rze na lot­ni­sku? Jaką walu­tę war­to wziąć na wymia­nę euro, dola­ry USA, fun­ty?

    • Ja bra­łem kar­tę ban­ko­ma­to­wą z Alio­ra, na któ­rą mam dar­mo­we wypła­ty z ban­ko­ma­tów na całym świe­cie. Z kan­to­rów nie korzy­sta­łem.

    • eli­za cie­ka­ła

      Naj­lep­sza opcja to zabra­nie euro i póź­niej­sza wymia­na na koro­ny w alior ban­ku, któ­rych na Islan­dii jest spo­ro. Nie pole­cam wymia­ny w kantorze/ BANKOMACIE NA LOTNISKU- NIE OPLACA SIE