Dzień 48,49,50. Gdzie te miliony rowerów?

     Pekin — połą­cze­nie tra­dy­cji i nowo­cze­sno­ści. Jed­na z naj­więk­szych metro­po­lii świa­ta i obo­wiąz­ko­wy punkt tury­sty podró­żu­ją­ce­go po Chi­nach. Nie jest tajem­ni­cą, że nie prze­pa­dam za mia­sta­mi. Pekin nie jest wyjąt­kiem — Pekin mnie zawiódł! Spo­dzie­wa­łem się wąskich uli­czek, w któ­rych moż­na by się zgu­bić, peł­nych rowe­rów i riksz. Zasta­łem nato­miast nowo­cze­sne, gło­śne i brud­ne uli­ce, prze­peł­nio­ne chiń­ski­mi tury­sta­mi.
 

Ten post został napi­sa­ny pod­czas podró­ży:
Klik­nij, aby dowie­dzieć się wię­cej
 
Dzień 48.
  
     Wsta­ję z same­go rana i jadę do jed­ne­go z nie­licz­nych kościo­łów kato­lic­kich w mie­ście. Zabaw­nie jest uczest­ni­czyć we mszy po chiń­sku. Mimo, że kato­li­cy sta­no­wią mały pro­mil chiń­skiej lud­no­ści, to i tak świą­ty­nia jest peł­na ludzi.
   
     Przed kościo­łem roz­kła­dam mapę i opra­co­wu­ję plan na naj­bliż­szy czas. Nagle pod­jeż­dża Chin­ka na sku­te­rze i ofe­ru­je pomoc. “Szu­kam miej­sca, gdzie mogę kupić pocz­tów­ki” — mówię. Zapra­sza mnie więc na swój pojazd i zawo­zi do skle­pu. Nie­ste­ty — kart­ki wła­śnie się skoń­czy­ły. Nowa zna­jo­ma zabie­ra mnie jesz­cze do swo­jej pra­cow­ni arty­stycz­nej, gdzie malu­je obra­zy. Począt­ko­wo myślę, że to po pro­stu wyraz sym­pa­tii, ale ta wyraź­nie chce mi sprze­dać swo­je dzie­ła. Wie­lo­krot­nie odma­wiam i Chin­ka już nie jest tak miła. Wycho­dzę, nie sły­sząc z jej ust nawet “bye”. Cóż, z moich obser­wa­cji wyni­ka, że tacy są Chiń­czy­cy — bez­in­te­re­sow­nie nie poma­ga­ją.
  
     Cho­dzę po tury­stycz­nych dziel­ni­cach w poszu­ki­wa­niu pocz­tó­wek, ale mam pro­blem — nigdzie nie mogę ich zna­leźć! Mnó­stwo chiń­skiej tan­de­ty, a kar­tek nie ma! Na szczę­ście, po kil­ku godzi­nach uda­je mi się zna­leźć cał­kiem ład­ne i tanie, w ogrom­nej księ­gar­ni. Bio­rę dwie­ście kar­tek, na widok cze­go kasjer­ka robi wiel­kie oczy. “Duża rodzi­na” — mówię.
  DSC_0210 
     Dziś jest nie­dzie­la, więc tury­stycz­ne atrak­cje są szczel­nie wypeł­nio­ne tury­sta­mi. W dodat­ku gęsty smog utrud­nia robie­nie ład­nych zdjęć, bo widocz­ność jest bar­dzo kiep­ska. Rezy­gnu­ję więc ze zwie­dza­nia na rzecz atrak­cji alter­na­tyw­nych — nowo­cze­snej archi­tek­tu­ry. Sta­dion naro­do­wy — tzw. “pta­sie gniaz­do” oraz budy­nek tele­wi­zji chiń­skiej napraw­dę robią wra­że­nie na przy­szłym budow­lań­cu!
 
DSC_0198
 
DSC_0218
  DSC_0246 
     Wie­czór spę­dzam na roz­mo­wach z Jose­phem i Adą — moimi couch­sur­fin­go­wy­mi hosta­mi. Bar­dzo sym­pa­tycz­ne mał­żeń­stwo odpo­wia­da mi na mnó­stwo pytań, na temat ich kra­ju, któ­re nasu­wa­ły mi się pod­czas podró­ży. Cały wie­czór popi­ja­my her­ba­tę zapa­rza­ną w tra­dy­cyj­ny spo­sób.
  
     Ada jest archi­tek­tem. W Pol­sce archi­tek­ci i budow­lań­cy nie prze­pa­da­ją ze sobą. Jak się oka­zu­je, kon­flikt ten jest ogól­no­świa­to­wy — w Chi­nach jest tak samo! Lecz oczy­wi­ście nie wpły­wa to na nasze rela­cje.
  
Dzień 49.
  DSC_0248 
     Dziś wybie­ram się do Zaka­za­ne­go Mia­sta — jad­ne­go z naj­więk­szych sys­te­mów pała­co­wych świa­ta. Tłum jest jed­nak tak ogrom­ny, że będąc na dzie­dziń­cu, rezy­gnu­ję ze zwie­dza­nia. Ponoć, dziś jest świę­to — Chiń­czy­cy świę­tu­ją poło­wę jesie­ni. Tury­stów jest więc jak w week­end. Odkła­dam tę atrak­cję na jutro.
 
DSC_0257
 
DSC_0260
  DSC_0272 
     Pekin jest mia­stem nie­zwy­kle gorą­cym. Wil­got­ne powie­trze spra­wia, że odczu­wal­na tem­pe­ra­tu­ra jest znacz­nie wyż­sza niż fak­tycz­na. To spra­wia, że cały czas jestem zmę­czo­ny i spo­ro prze­sia­du­ję w pekiń­skich par­kach. Pod­czas jed­ne­go z takich posto­jów, przy­sia­da się do mnie mło­da Chin­ka.
  
     Bar­dzo mnie inte­re­so­wa­ło, czy mój nie­go­lo­ny od dwóch mie­się­cy zarost, któ­ry dla tubyl­ców jest wido­kiem bar­dzo egzo­tycz­nym, podo­ba się chiń­skim dziew­czy­nom, czy raczej je obrzy­dza. Wyglą­dam prze­cież jak ostat­ni dziad. “It is sexy” — twier­dzi nowa zna­jo­ma. Po powro­cie mia­łem się ogo­lić, ale teraz to już nie wiem.
  
     Takich przy­sia­da­ją­cych się Chi­nek, ku moje­mu ogrom­ne­mu zasko­cze­niu, spo­ty­kam w Peki­nie napraw­dę spo­ro.
  DSC_0281 
     Jed­nym z naj­waż­niej­szych zabyt­ków mia­sta jest Świą­ty­nia Nie­ba. Idę więc poro­bić nie­co zdjęć, tym bar­dziej, że sil­ny wiatr wywiał smog, odsła­nia­jąc czy­ste nie­bo. Świą­ty­nia jest napraw­dę ład­na, ale tłu­my tury­stów obrzy­dza­ją zwie­dza­nie. Wszę­dzie kolej­ki, wszę­dzie ścisk, wszę­dzie Chiń­czy­cy.
  DSC_0331 
     Przy­zwy­cza­jo­ny jestem, że w miej­scach tury­stycz­nych jest mnó­stwo gości zagra­nicz­nych. Do tej pory podró­żo­wa­łem bowiem jedy­nie po Euro­pie. Tu jed­nak, dzie­więć­dzie­siąt pięć pro­cent zwie­dza­ją­cych, jest z Chin. To spra­wia, że w Peki­nie nie­wie­le jest uła­twień dla obco­kra­jow­ców. Nawet w infor­ma­cji tury­stycz­nej cięż­ko zna­leźć kogoś mówią­ce­go po angiel­sku.
  DSC_0351 
     Muszę rów­nież zde­men­to­wać plot­ki, któ­re roz­sie­wa nie­ja­ka Katie Melua. “The­re are nine mil­lion bicyc­les in Beijing” - nie­praw­da! Rowe­rów zda­je się być mniej niż w Kra­ko­wie! Mało kto jest na tyle odważ­ny, żeby wyje­chać nim na uli­cę. Spo­ro jest nato­miast elek­trycz­nych moto­cy­kli. Katie, powin­na więc nie­co uak­tu­al­nić tekst pio­sen­ki.
  
     Popo­łu­dnie spę­dzam na wypi­sy­wa­niu pocz­tó­wek w ramach akcji “Pocz­tów­ka z podró­ży”. Jako, że jest ich pra­wie dwie­ście, popo­łu­dnie prze­dłu­ża się do póź­nej nocy. Dopie­ro o 3:30 kła­dę się spać. Spraw­dzi­łem jed­nak wszyst­ko po dwa razy i jestem pewien, że wszyst­kie pocz­tów­ki zosta­ły wypi­sa­ne. Oby teraz wszyst­kie doszły!
  
Dzień 50.
  
     Zarwa­ną noc odsy­piam rano, więc dzień roz­po­czy­nam póź­no. Potem wybie­ram się na pocz­tę. “English spo­ken cashier” — infor­mu­je tablicz­ka wiszą­ca nad jed­ną z kas. Bar­dzo mnie to cie­szy, ale mój entu­zjazm jest zbyt wcze­sny, bo tablicz­ka nie ma nic wspól­ne­go z rze­czy­wi­sto­ścią. Zaczy­nam mówić po angiel­sku, jed­nak zakło­po­ta­na kasjer­ka daje do zro­zu­mie­nia, że nie rozu­mie abso­lut­nie nic.
  
     Spra­wa jest o tyle skom­pli­ko­wa­na, że po nakle­je­niu znacz­ków, potrze­bu­ję zro­bić zdję­cia kar­tek. Chcę mieć bowiem dowód, że te zosta­ły wysła­ne, na wypa­dek, gdy­by któ­reś pocz­tów­ki nie doszły. Kasjer­ki nato­miast kart­ki chcą zabrać gdzieś na zaple­cze i tam przy­kle­jać znacz­ki.
  
     Inter­we­nio­wać musi nawet Joseph — mój couch­sur­fin­go­wy host. Po dłu­gich roz­mo­wach i tłu­ma­cze­niach uda­je się zała­twić wszyst­ko po mojej myśli. Nawet jed­na z pań poma­ga mi nakle­jać znacz­ki. Bez wąt­pie­nia, moje wysy­ła­nie pocz­tó­wek, jest jed­nym z naj­więk­szych wyda­rzeń tego urzę­du pocz­to­we­go w ostat­nim cza­sie. W nada­wa­nie moich prze­sy­łek zaan­ga­żo­wa­li się nie­mal wszy­scy pra­cow­ni­cy pocz­ty.
 
DSC_0356
  
     Zaka­za­ne Mia­sto — podej­ście dru­gie. Dziś tłu­my są znacz­nie mniej­sze, no ale to są Chi­ny — tu tłu­my są zawsze i wszę­dzie. “Jeden z naj­więk­szych sys­te­mów pała­co­wych świa­ta” — tak, z dumą, rekla­mo­wa­ny jest obiekt. Dla mnie jed­nak jest to jego minus. Mię­dzy budyn­ka­mi moż­na się zgu­bić, nie tyl­ko dla­te­go, że są ich set­ki, ale tak­że dla­te­go, że wszyst­kie one są abso­lut­nie iden­tycz­ne! W dodat­ku brak zie­le­ni i ławek, czy­ni to miej­sce nie­spe­cjal­nie przy­ja­znym do cało­dzien­ne­go spa­ce­ru.
  
DSC_0384
 
     Naj­więk­szą atrak­cją Zaka­za­ne­go Mia­sta oka­zu­je się być dla mnie para Pola­ków, z któ­ry­mi wresz­cie mogę poroz­ma­wiać w ojczy­stym języ­ku. Spę­dza­my razem pra­wie dwie godzi­ny, wymie­nia­jąc wra­że­nia z odwie­dza­nych kra­jów. A sam zaby­tek — z pew­no­ścią abso­lut­nie fan­ta­stycz­ny i uni­ka­to­wy, ale ja po pro­stu nie potra­fię doce­nić takich atrak­cji.
  
     Wie­czo­rem uda­ję się na uli­cę Don­gan­men, sły­ną­cą ze sprze­da­wa­nych tu wymyśl­nych potraw — od tra­dy­cyj­nych chiń­skich przy­sma­ków, po bar­dzo egzo­tycz­ne prze­ką­ski. Kupu­ję więc pra­żo­ne skor­pio­ny i koni­ki polne. Nie­co mnie obrzy­dza­ją, a kolec skor­pio­na wyglą­da dość groź­nie, ale wresz­cie lądu­ją w moim żołąd­ku. Sma­ku­ją jak… czip­sy.
 
DSC_0446
 
DSC_0468
  
DSC_0480
 
     Wie­czo­rem poma­gam Jose­pho­wi uło­żyć ankie­tę dla zagra­nicz­nych tury­stów. Pra­cu­je on bowiem w fir­mie orga­ni­zu­ją­cej czas obco­kra­jow­com, a owa ankie­ta ma dostar­czyć infor­ma­cji, jakie nowe usłu­gi były­by opła­cal­ne. Bar­dzo mnie cie­szy, że mogę pomóc moje­mu gospo­da­rzo­wi, tym samym nie­co odwdzię­cza­jąc się za oka­za­ną pomoc.
 
  • Sis

    Już się strasz­nie nie mogę docze­kać oglą­da­nia zdjęć 🙂
    Co to za kole­żan­ki na 14 zdje­ciu??
    Nie­zły jesteś, ze prze­ła­ma­łes się i zja­dłes koni­ka i skor­pio­na 😉 A te kurze łap­ki pró­bo­wa­łeś?
    O Zaka­za­nym Mie­ście wie­le czy­ta­łam, faj­nie będzie pooglą­dać Two­je zdję­cia i zoba­czyć, jak ono wyglą­da 🙂

    • To są tytu­ło­we “mło­de Chin­ki” 😉
      Kurzą łap­kę jadłem, ale tyl­ko tro­chę. Potem wylą­do­wa­ła w koszu. Zamiesz­cza­łem nawet film z tego wyzwa­nia, ale sie nie uda­ło zała­do­wać. Zoba­czysz po powro­cie 😉

  • Kuba

    Wyglą­da na to, że jedli­śmy skor­pio­ny w tym samym miej­scu. Mam pra­wie iden­tycz­ne zdję­cie 🙂

  • Gra­tu­lu­ję super-wypra­wy! Wła­śnie odkry­łam Two­je­go blo­ga, gdy szu­ka­łam info o tanich bile­tach lot­ni­czych 😉 Podzi­wiam za odwa­gę i zazdrosz­czę. ja się nigdy nie porwę na tak sza­lo­ne waka­cje. mam nadzie­ję, że nie­dłu­go zno­wu gdzies poje­dziesz w cie­ka­we stro­ny.

  • Gra­tu­lu­je pomy­słu i mega uda­nej wypra­wy !

  • Ano­ny­mo­us

    Dla­cze­go wszy­scy tak narze­ka­ją na te Chi­ny? Cią­gle sły­szę, że to nie­zbyt przy­ja­zny kraj do podró­żo­wa­nia i Ty też potwier­dzasz tę opi­nię. A praw­dzi­we Chi­ny? Ponoć moż­na je jesz­cze zoba­czyć na pro­win­cji, choć i tam powo­li giną pod wszech­obec­nym beto­nem.
    A tak w ogó­le — gra­tu­lu­ję dotar­cia do celu i reali­za­cji kolej­ne­go marze­nia! 🙂

    • No może wyszło, ze narze­kam, ale nie jest tak zel. Gene­ral­nie pod­roz­o­wa­lo mi sie dobrze 😉 pro­blem w tym, ze Chin­czy­cy sa bar­dzo zamknie­ci. Nie lubia kon­tak­tu z obcy­mi, nie sa dla nich uprzej­mi. Sa bar­dzo rodzin­ni, ale przez to zupel­nie nie goscin­ni. I mysle ze to doty­czy szcze­gol­nie pro­win­cji. Kie­dy sie pod­roz­u­je dobrze jest zeby tubyl­cy byli otwar­ci. Stad moze takie opi­nie o pod­ro­wa­niu po chi­nach. Ale zeby nie bylo ze narze­kam, to musisz wie­dziedc, ze posta­no­wi­lem do chin wro­cic 😉 jesz­cze na pew­no tam poja­de, zwie­dzic resz­te kra­ju, bo jest napraw­de nie­zwy­kly 😉

  • Nie­ste­ty nie mia­łem moż­li­wo­ści zwie­dze­nia Peki­nu, ale zaczy­nam się zasta­na­wiać nad tym, czy war­to. Two­ja rela­cja jest jed­ną z tych licz­niej­szych, jakie ostat­nio mia­łem oka­zję czy­tać, że trze­ba mieć mnó­stwo cier­pli­wo­ści i zacię­cia, żeby zwie­dzać to mia­sto i pró­bo­wać czer­pać z tego radość.

  • Byłem tam! świet­na rela­cja wyciecz­ki, Ci co nie byli po waszym wpi­sie z pew­no­ścią pomy­ślą nad podró­żą 🙂