Dzień 56,57,58. Ostatnia prosta

     Niesamowite, jak odległość może być względna. Anglia zawsze wydawała mi się tak daleko. Kiedy kilka lat temu, przyjechałem na wyspy, była to dla mnie naprawdę duża podróż. Inny czas, inny język – wszystko tak bardzo różniło się od naszej polskiej rzeczywistości. Właśnie przyleciałem z Pekinu do Londynu (bilety do Warszawy były znacznie droższe). I wiecie co? Teraz, odległość z Anglii do domu wydaje się absurdalnie mała! Przecież to tylko trzy dni autostopowej drogi! W dodatku przez autostrady pełne polskich kierowców. Mimo, że to ponad dwa tysiące kilometrów, dla mnie jest to już ostatnia prosta tej podróży.
 

Dzień 56.
  
DSC_0323
  
     Lądujemy w Bristolu około południa. Dzielimy się na dwuosobowe zespoły i żegnamy się, bo spotkamy się prawdopodobnie dopiero na ojczystej ziemi.
     Z początku nie idzie zbyt łatwo. Auta nie chcą się zatrzymywać, ale wreszcie udaje się złapać sympatyczną Belgijkę. Jak się okazuje, jedzie w stronę Londynu, choć do niego nie dojeżdża. Wcześniej jednak chce zwiedzić pobliskie miasto Bath. W sumie, jest nam to na rękę. Wiele osób polecało to miejsce.
  
DSC_0325    
DSC_0329  
     Spacerujemy godzinę po mieście, które faktycznie jest całkiem ładne. Potem wjeżdżamy na autostradę, a późnym wieczorem dojeżdżamy na obwodnicę Londynu, gdzie rozbijamy namiot.
 
Dzień 57.
 
     Po piętnastu minutach łapania stopa na wylocie ze stacji benzynowej, zatrzymuje się Anglik w średnim wieku. Jak się okazuje, jedzie do samego Dover – miejsca, skąd wyruszają promy do Francji. Kierowca jest reżyserem filmów dokumentalnych dla HBO. Własnie kończy pracę nad ostatnią produkcją o konsekwencjach zbyt szybkiego wzrostu populacji i związanym z tym deficytem żywności. Rozmowa o problemach świata, mimo, że nieco męcząca, bo w języku angielskim, bardzo mnie wciąga i nawet nie wiem kiedy, dojeżdżamy do Dover.
  
DSC_0346   
DSC_0342     
     W porcie stoimy prawie trzy godziny aż wreszcie udaje się złapać polską ciężarówkę, w której przepłyniemy przez kanał La Manche. Na szczęście, opłata za prom pobierana jest od pojazdu, a nie od osoby. Dzięki temu transport do Francji mamy całkowicie za darmo. Na samym promie dostajemy zaś darmowy obiad i mamy okazję skorzystać z prysznica.
    DSC_0372 
     Po Francuskiej stronie spotykamy Polaka, który oferuje powiezienie do samego Poznania. Ale dojedziemy tam dopiero jutro. Dziś, gdzieś w Belgii robimy postój i idziemy spać na naczepę jego ciężarówki.
  
Dzień 58.
  
     Nieuchronnie przyszedł ostatni dzień tej podróży. Po pięćdziesięciu ośmiu dniach wracam do domu. Jedziemy cały dzień przez niemieckie autostrady, gdy wreszcie przekraczamy znak z napisem Rzeczpospolita Polska. Jak miło!
    DSC_0379    
     Wiele razy, podczas tej podróży wyobrażałem sobie mój powrót do domu. Wjazd do mojego miasta, wejście do bloku, do mieszkania  i do swojego pokoju. Wiele razy tęskniłem za domem i rodziną. Uwielbiam być w podróży, ale powrót zawsze jest wspaniały. Wjeżdżam do Stalowej Woli, otwieram drzwi mieszkania. Robię sobie kawę na swojej kuchence. To wszystko, jeszcze kilka dni temu było tak odległe. A teraz… wydaje się takie normalne. Siadam na kanapie w dużym pokoju. Wszystko wróciło do normy – myślę sobie. Wszystko jest tak jak było. No może poza setkami zdjęć na mojej karcie pamięci i milionem wspomnień w moich głowie. Bezcennych wspomnień, które zostaną tam do końca mojego życia.