Dzień 34, 35, 36. Nocleg w jurcie

     Roz­su­wam zamek namio­tu i moim oczom uka­zu­je się błę­kit­na tafla jezio­ra Caagam Nuur. Za nim zie­lo­ne góry, na któ­rych pasą się sta­da jaków, gdzieś w tle wul­kan, któ­ry utwo­rzył ten pięk­ny rezer­wat, a wszę­dzie, gdzie nie spoj­rzeć, poroz­rzu­ca­ne małe, bia­łe jur­ty. Zosta­ję tu na cały dzień!
 

Ten post został napi­sa­ny pod­czas podró­ży:
 
Klik­nij, aby dowie­dzieć się wię­cej
  
Dzień 34.
   
     I tak wła­śnie mija mi dzień trzy­dzie­sty czwar­ty. Sie­dzę, podzi­wiam wido­ki, czy­tam, robię zdję­cia. W połu­dnie skła­dam namiot i ruszam dro­gą wzdłuż jezio­ra. Bez prze­rwy robię jed­nak przy­stan­ki. Każ­dy pół­wy­sep odkry­wa przede mną kolej­ne nie­zwy­kłe kra­jo­bra­zy, któ­ry­mi muszę się na spo­koj­nie nacie­szyć.
  
DSC_0004 
     Wczo­raj skoń­czył mi się gaz, a jedze­nie, któ­re mam ze sobą wyma­ga zagrza­nia wody. Naj­bliż­szy sklep znaj­du­je się dwa­dzie­ścia kilo­me­trów dalej, więc jedy­ne co mi pozo­sta­je, to roz­pa­lać ogni­sko za każ­dym razem gdy zgłod­nie­ję. Nie jest to łatwe, bo w oko­li­cy w ogól­nie nie ma drzew. Korzy­stam więc ze spo­so­bu spraw­dzo­ne­go przez tubyl­ców — palę łaj­no jaka, któ­re jest porów­ny­wal­nie ener­ge­tycz­ne z węglem drzew­nym.
  
     Dzi­siej­szy dzień bar­dzo przy­po­mi­na mi czas spę­dzo­ny nad Baj­ka­łem — namiot przy jezio­rze, ogni­sko i cał­ko­wi­ty relaks. Czyż może być coś pięk­niej­sze­go?
 
DSC_0010
 
DSC_0017
 
DSC_0027
 
DSC_0044
 
DSC_0065
 
DSC_0070
  
DSC_0078
 
     Bar­dzo chcę spę­dzić noc w jur­cie, a że wła­śnie tra­fi­łem na małe jur­to­wi­sko, posta­na­wiam sko­rzy­stać z oka­zji. Gospo­darz wła­śnie napa­lił w pie­cu i zapo­wia­da się bar­dzo przy­jem­na noc.
  
DSC_0088
 
DSC_0095
 
Dzień 35.
  
     Noc wca­le nie była tak przy­jem­na. Kie­dy drew­no w pie­cu wyga­sło, zro­bi­ło się okrut­nie zim­no. W dodat­ku nie­do­my­ka­ją­ce się drzwi mojej jur­ty robi­ły strasz­ny prze­ciąg. Wresz­cie nastał ranek, więc idę na pla­żę roz­pa­lić ogni­sko, po czym wska­ku­ję do lodo­wa­tej wody. Kie­dyś wresz­cie trze­ba się umyć.
 
DSC_0051
  
DSC_0100
 
     Idę sobie wzdłuż jezio­ra, kie­dy nagle zatrzy­mu­je się obok mnie mały Mon­goł na moto­rze i ofe­ru­je pod­wóz­kę. Auto­sto­pem na moto­rze? Jasne!
  
DSC_0104
 
DSC_0107
 
     Następ­ny stop pobi­ja moje wszel­kie rekor­dy podróż­ni­czych nie­wy­gód. Otóż, zatrzy­mu­je mi się pię­cio­oso­bo­we auto, a w nim… osiem osób. Co praw­da czte­ry z nich to bar­dzo małe oso­by, ale mimo wszyst­ko, wpa­ko­wa­nie się tam z moim ogrom­nym ple­ca­kiem nie nale­ży do naj­ła­twiej­szych.
  
     Po połu­dniu idę prze­gryźć coś w przy­droż­nym barze. Kupu­ję cał­kiem smacz­ne pie­roż­ki z bara­ni­ną. Nie­ste­ty chy­ba nie­zbyt świe­że, co oka­że się dziś wie­czo­rem.
 
DSC_0120  
     Łapię dalej. Na hory­zon­cie widzę spo­rych roz­mia­rów cię­ża­rów­kę. Wyglą­da na woj­sko­wą. Pod­jeż­dża bli­żej. Nie­miec­kie nume­ry. Nie­miec­kie woj­sko? W Mon­go­lii? Oka­zu­je się, że to tere­no­wy kam­per, na pod­wo­ziu woj­sko­wej cię­ża­rów­ki, a w nim kolej­na sza­lo­na rodzin­ka — Nie­miec i Bra­zy­lij­ka z dziec­kiem, któ­rzy od roku podró­żu­ją po Mon­go­lii.
  
     Oka­zu­je się, że jadą do Ułan Bator, ale w mię­dzy­cza­sie zatrzy­ma­ją się na noc­leg. Mi to odpo­wia­da! 
  
DSC_0130
 
     Sta­je­my na malow­ni­czym wzgó­rzu i roz­bi­ja­my obóz. Po krót­kich roz­mo­wach idę do namio­tu, ale nie czu­ję się naj­le­piej. Wła­ści­wie to czu­ję się bar­dzo źle. Moje­mu orga­ni­zmo­wi nie spodo­ba­ła się kolej­na por­cja mon­gol­skiej bara­ni­ny. Na szczę­ście bar­dzo gwał­tow­nie się jej pozby­wa i od razu czu­ję się lepiej!
  
Dzień 36.
  
     Jedzie­my dalej z nie­miec­ko-bra­zy­li­sj­ką rodzin­ką. Jedzie­my tak cały dzień i jest bar­dzo nud­no. W dodat­ku dość nie­wy­god­nie, bo jest nas czwór­ka, a sie­dze­nia są jedy­nie trzy. Mówi­łem im kil­ka­krot­nie, że nie chcę im robić pro­ble­mu, że zła­pię inny samo­chód, żeby nie musie­li się męczyć sie­dząc we dwój­kę na jed­nym sie­dze­niu. Oni jed­nak upra­li się, że mam jechać z nimi do Ułan Bator. No to jadę, ale cięż­ko to zno­szę, bo widzę, jak się męczą.
  
DSC_0137
 
     Po dro­dze mija­my kam­pe­ra na fran­cu­skich nume­rach. Oka­zu­je się, że kie­row­ca mówi po pol­sku, gdyż jego dzia­dek był Pola­kiem. Roz­ma­wiam więc sobie z Fran­cu­zem, tłu­ma­czę na angiel­ski Niem­co­wi, a ten tłu­ma­czy wszyst­ko na nie­miec­ki Bazy­lij­ce. Taka mię­dzy­na­ro­do­wa roz­mo­wa.
  
     Osta­tecz­nie dojeż­dża­my na przed­mie­ścia sto­li­cy, gdzie roz­bi­ja­my obóz na kolej­nej malow­ni­czej pola­nie. Jutro rano zaś, wjeż­dża­my do obskór­ne­go Ułan Bator.
 
DSC_0145
 
DSC_0165 
 
  • Jola

    Sam spa­łeś w tej jur­cie? Nie było zapa­su drew­na, cy cós ;-), żeby dorzu­cić w nocy?
    I co przed­sta­wia przed­ostat­nie zdję­cie? Wygłu­py w pia­chu ojca z synem, czy to coś inne­go?

    ” Moje­mu orga­ni­zmo­wi nie spodo­ba­ła się kolej­na por­cja mon­gol­skiej bara­ni­ny. Na szczę­ście bar­dzo gwał­tow­nie się jej pozby­wa i od razu czu­ję się lepiej!” — pięk­nie napi­sa­ne! ha ha.

    • Spa­łem sam, drew­no było, ale nie chcia­ło mi się tyle razy wsta­wać w nocy. Wyla­łem się sku­lić i prze­trzy­mać. Raz w nocy wsta­łem i sobie napa­li­łem 😉
      A przed­ostat­nie zdje­cie — tak, to stur­li­wa­nie sie Niem­ca — moje­go kie­row­cy — z wydmy (zna­nej z rela­cji sprzed kil­ku dni) przy któ­rej się zatrzy­ma­li­śmy 😉

  • pięk­ne tre­ny, nie mogę się napa­trzeć na te zdję­cia

  • Jola

    Strasz­nie jesteś wiel­ki przy tej jur­cie! Z wiel­ką poko­rą musia­łeś do niej wcho­dzić, ha ha 🙂

    Tere­ny pięk­ne, ale przede wszyst­kim bar­dzo egzo­tycz­ne — głów­nie przez te jur­ty. Wyglą­da, że nie­mal trud­no bez nich zdję­cie kra­jo­bra­zu zro­bić. Wszę­dzie są. Nie sądzi­łam, że są tak powszech­ne.

    I bar­dzo faj­ne zdję­cia ludzi!