Alpejski weekend — Szwajcaria

     Tanie bile­ty do Bazy­lei poja­wi­ły się dokład­nie w środ­ku okre­su mojej naj­in­ten­syw­niej­szej nauki do egza­mi­nu inży­nier­skie­go. Tak bar­dzo tęsk­ni­łem wte­dy za podró­ża­mi! Tak bar­dzo pra­gną­łem wydo­stać się spod ster­ty ksią­żek, nota­tek i kse­ró­wek! Mój stru­ty fizycz­ny­mi wzo­ra­mi umysł, tak bar­dzo pra­gnął nasy­cić swój huma­ni­stycz­ny pier­wia­stek malow­ni­czym wido­kiem i pasjo­nu­ją­cą roz­mo­wą z nie­zna­jo­mym. Mój stru­ty kawą i zmę­czo­ny orga­nizm tak bar­dzo marzył o wio­sen­nej przy­ro­dzie i powie­wie podróż­ni­czej wol­no­ści. Decy­zja zapa­dła momen­tal­nie — kupi­li­śmy bile­ty dla czte­rech osób — a ja zamiast się uczyć, zaczą­łem pla­no­wać kolej­ną podróż…
  

IMG_9956 
     Mimo, że kie­ru­nek lotu to szwaj­car­skie mia­sto Bazy­lea, lot­ni­sko doce­lo­we znaj­du­je się na tere­nie Fran­cji. Dla­cze­go? Otóż jest ono wspól­ne dla trzech pobli­skich miast — Bazy­lei (Szwaj­ca­ria), Milu­zy (Fran­cja), oraz Fry­bur­ga (Niem­cy). Ter­mi­nal nato­miast, jest podzie­lo­ny na dwie czę­ści — tę dla kra­jów unij­nych oraz tę dla Szwaj­ca­rii. Nie­co to skom­pli­ko­wa­ne, wiem. Na tyle skom­pli­ko­wa­ne, że pod­czas powro­tu, będzie­my mię­li spo­ro pro­ble­mów z prze­kra­cza­niem tutej­szej gra­ni­cy.
 

IMG_9965 
     Pierw­sze, co robi­my po wyj­ściu z ter­mi­na­la, to, rzecz jasna, łapa­nie sto­pa. Dzie­li­my się na dwie pary i, choć nie jest super-łatwo, cał­kiem wcze­śnie jeste­śmy w Lucer­nie — odda­lo­nym o sto kilo­me­trów mia­stecz­ku. Według prze­wod­ni­ków, znacz­nie bar­dziej inte­re­su­ją­cym od Bazy­lei.
  

IMG_9968  
     Kie­row­ca, któ­ry zabrał całą naszą czwór­kę, zawo­zi nas nie­co za mia­sto — w miej­sce, gdzie pła­skie tere­ny kra­ju, napo­ty­ka­ją Alpy. Góry zaczy­na­ją się tu bar­dzo spek­ta­ku­lar­nie — uro­czym, alpej­skim mia­stecz­kiem Stans.
  
IMG_9976
  
IMG_9981
 
     Cała miej­sco­wość to kil­ka­dzie­siąt domów, oto­czo­nych zie­lo­ny­mi łąka­mi. W nie­da­le­kim tle widać nato­miast ska­li­ste, ośnie­żo­ne szczy­ty Alp. Widok jest zadzi­wia­ją­co… alpej­ski!
  
     Takie samo wra­że­nie mia­łem kie­dy jakiś czas temu wędro­wa­li­śmy po Alpach w Sło­we­nii — ska­li­ste szczy­ty i zie­lo­ne łąki, na któ­rych pasły się (o dzi­wo nie fio­le­to­we) kro­wy, z dzwo­necz­ka­mi pod łba­mi. Jest coś zaska­ku­ją­ce­go w tym, że Alpy w rze­czy­wi­sto­ści wyglą­da­ją rów­nie alpej­sko i malow­ni­czo, co w rekla­mach Mil­ki.
 

IMG_9992  
IMG_0005 
     Na zie­lo­nej łące znaj­du­je­my samot­ną ławecz­kę z wido­kiem na góry. Tam kon­su­mu­je­my  przy­wie­zio­ne z Pol­ski kanap­ki, oraz “regio­nal­ny” pro­dukt…
 
IMG_0019 
IMG_0051 
     Naj­waż­niej­szym zabyt­kiem Lucer­ny jest naj­star­szy drew­nia­ny most w Euro­pie — Kapel­l­brüc­ke. Co cie­ka­we, pocho­dzi on z 1994 roku. Tak! Ma dwa­dzie­ścia lat! Poprzed­ni, któ­ry fak­tycz­nie był bar­dzo sta­rym zabyt­kiem, pra­wie w cało­ści spło­nął w poża­rze w 1993 roku. Mimo to, obec­na rekon­struk­cja jest wciąż dum­nie nazy­wa­na naj­star­szym drew­nia­nym mostem Euro­py.
   
     Nie­mniej jed­nak, most robi wra­że­nie — jest pięk­ny, szcze­gól­nie w świe­tle wie­czor­nych ilu­mi­na­cji. Pod drew­nia­nym dachem, wiszą nato­miast intry­gu­ją­ce obra­zy z moty­wem “dan­se maca­bre”, z któ­rych tyl­ko nie­licz­ne nie są popo­ża­ro­wy­mi rekon­struk­cja­mi.
  

IMG_0114   
IMG_0159 
     Wie­czo­rem kupu­je­my szwaj­car­skie piwo, któ­re z przy­jem­no­ścią kon­su­mu­je­my przy umie­ra­ją­cym lwie.
 
IMG_0201

  
     Mowa tu o przej­mu­ją­cym pomni­ku umie­ra­ją­ce­go lwa. Mark Twa­in nazwał go nawet “naj­smut­niej­szym i naj­bar­dziej wzru­sza­ją­cym kamie­niem świa­ta”. Pomnik ten, został wyko­na­ny na cześć szwaj­car­skich gwar­dzi­stów, pole­głych pod­czas Wiel­kiej Rewo­lu­cji Fran­cu­skiej. 
  
IMG_0226
  
     Wresz­cie spo­ty­ka­my się ze swo­im szwaj­car­skim hostem z Couch­sur­fin­gu. Wie­czór spę­dza­my na roz­mo­wach, z nim i jego współ­lo­ka­to­ra­mi, na prze­róż­ne tema­ty, doty­czą­ce naszych kra­jów. 
 
IMG_0233 
IMG_0238 
     Następ­ne­go dnia kon­ty­nu­uje­my zwie­dza­nie mia­sta, chło­nąc szwaj­car­ską atmos­fe­rę. Znów oglą­da­my most i znów idzie­my zoba­czyć umie­ra­ją­ce­go lwa, bo nocą cięż­ko było go doj­rzeć (nie ma żad­ne­go oświe­tle­nia).

 IMG_0271  
IMG_0381  
     Po połu­dniu zmie­rza­my na wylot w stro­nę Bazy­lei. Jesz­cze w domu, na zdję­ciach sate­li­tar­nych, wypa­trzy­li­śmy sobie odpo­wied­ni wjazd na auto­stra­dę, na któ­rym moż­na łapać sto­pa. Po doj­ściu na obrze­ża mia­sta oka­zu­je się, że wjazd jest wyłą­czo­ny z ruchu. Łapie­my więc, na rów­no­le­głej do auto­stra­dy dro­dze, ale przez dwie godzi­ny nie zatrzy­mu­je się abso­lut­nie nic!
 
IMG_0398   
     Czas na plan B — idzie­my jesz­cze pięć kilo­me­trów do małej wio­ski pod Lucer­ną i tam uśmie­cha się do nas szczę­ście. Wcze­snym wie­czo­rem lądu­je­my w cen­trum Bazy­lei. Mia­sto nie jest spe­cjal­nie atrak­cyj­ne, więc na jego zwie­dza­nie prze­zna­cza­my jedy­nie jeden wie­czór.
     
     To, co w Bazy­lei spodo­ba­ło mi się naj­bar­dziej, to fon­tan­na. Na pierw­szy rzut oka uzna­łem ją za brzyd­ką i nie­cie­ka­wą. Ot, zespa­wa­ne prę­ty i bla­chy, bez­ład­nie sika­ją­ce na wszyst­kie stro­ny. Po chwi­li obser­wa­cji, docie­ra jed­nak do mnie sens tego dzie­ła sztu­ki — abso­lut­ny brak porząd­ku jest tutaj klu­czem.
 

  
     Sza­lo­ne kon­struk­cje zacho­wu­ją się jak obłą­ka­ne, two­rząc cha­os, w któ­rym para­dok­sal­nie moż­na odna­leźć har­mo­nię. Każ­da wyko­nu­je inny, absur­dal­nie bez­sen­sow­ny ruch, two­rząc wra­że­nie “mecha­nicz­ne­go domu waria­tów”. Mało któ­ry eks­po­nat sztu­ki nowo­cze­snej potra­fi zro­bić na mnie tak dobre wra­że­nie. Nie­ste­ty żad­ne zdję­cie czy film nie są w sta­nie oddać jego isto­ty.
 
     Noc zamie­rza­my spę­dzić na lot­ni­sku, a to odda­lo­ne jest o pół­to­rej godzi­ny spa­ce­ru. Idzie­my naj­krót­szą tra­są, wyzna­czo­ną przez Google.maps, w mię­dzy­cza­sie prze­kra­cza­jąc gra­ni­cę z Fran­cją. Wresz­cie docho­dzi­my pod ter­mi­nal, zmę­cze­ni dłu­gim mar­szem. Od lot­ni­ska dzie­li nas jed­nak nie­po­zor­ne ogro­dze­nie. Z coraz więk­szym nie­po­ko­jem, wypa­tru­je­my jego koń­ca lub furt­ki. Jak się oka­zu­je, siat­ka ta jest… gra­ni­cą Unii Euro­pej­skiej.
 
     Pomi­mo, że Szwaj­ca­ria jest w stre­fie Schen­gen, ist­nie­ją tu pew­ne ogra­ni­cze­nia. Na fran­cu­skie lot­ni­sko ze Szwaj­ca­rii popro­wa­dzo­na jest jed­na dro­ga, wydzie­lo­na owy­mi siat­ka­mi. I tyl­ko tą dro­gą moż­na dostać się do ter­mi­na­la.
  
IMG_0429
  
     Mamy więc dwie moż­li­wo­ści:
- ska­kać przez płot, ale nie­le­gal­ne prze­kra­cza­nie gra­ni­cy Unii jest dość ryzy­kow­ne, a teren moni­to­ru­ją licz­ne kame­ry,
- wra­cać kawał dro­gi na teren Szwaj­ca­rii i legal­ną dro­gą wró­cić na lot­ni­sko.
 
     Decy­du­je­my się na roz­sąd­niej­szą, dru­gą opcję.
  
IMG_0451
   
     Nad­ra­bia­my oko­ło osiem kilo­me­trów i wresz­cie, o pół­no­cy, docho­dzi­my na lot­ni­sko, gdzie od razu idzie­my spać.
    
IMG_0461
   
     Następ­ne­go dnia, o godzi­nie dzie­sią­tej rano, jeste­śmy już w Kra­ko­wie. Pamięć apa­ra­tu wypeł­nio­na jest zdję­cia­mi, a nasza oso­bi­sta pamięć — kolej­ny­mi wspo­mnie­nia­mi, z krót­kiej, ale inten­syw­nej podró­ży w szwaj­car­skie Alpy. A to wszyst­ko, jak zwy­kle za gro­sze…
 

IMG_0473

 

Tabe­la z port­fe­la, czy­li pod­su­mo­wa­nie kosz­tów na oso­bę
Noc­le­gi 5 zł
• Pierw­szą noc spę­dza­my u Elia­sa z Couch­Sur­fin­gu. Nie ma pro­ble­mu ze zna­le­zie­niem hosta, nawet na czte­ry oso­by. W zamian za gości­nę, daje­my mu pol­ską Żubrów­kę, zaku­pio­ną na lot­ni­sku, w stre­fie bez­cło­wej za 20 zł.
• Dru­gą noc spę­dza­my na lot­ni­sku. Do czwar­tej nad ranem śpi się cał­kiem nie­źle, dopó­ki nie przy­cho­dzi ochro­na i nie każe nam się zbie­rać. Jak się oka­zu­je, moż­na spać w ter­mi­na­lu, ale tyl­ko do godzi­ny czwar­tej. Wte­dy to zosta­je otwar­ta kon­tro­la bez­pie­czeń­stwa i lot­ni­sko „budzi się do życia”. W związ­ku z tym, pasa­że­ro­wie rów­nież muszą się obu­dzić.
Trans­port 97 zł
• Loty w obie stro­ny, linią Easy­jet, kosz­tu­ją nas 97 PLN na oso­bę. Ofer­ta zosta­ła zna­le­zio­na dwa mie­sią­ce przed lotem na stro­nie www.fly4free.pl.
• Po Szwaj­ca­rii poru­sza­my się auto­sto­pem. Ludzie zatrzy­mu­ją się w mia­rę chęt­nie, nawet dla całej naszej czwór­ki. Pro­ble­mów nastrę­cza nam jedy­nie zna­le­zie­nie odpo­wied­nie­go miej­sca do łapa­nia.
• Nie korzy­sta­my z trans­por­tu publicz­ne­go — jak więk­szość rze­czy w Szwaj­ca­rii, jest bar­dzo dro­gi.
Jedze­nie i picie 36 zł
• Jemy wyłącz­nie kanap­ki przy­wie­zio­ne z Pol­ski. Easy­jet ofe­ru­je spo­ry bagaż pod­ręcz­ny, więc z prze­wie­zie­niem dużej ilo­ści jedze­nia nie ma pro­ble­mu.
• Na miej­scu kupu­je­my piwo za oko­ło 6 PLN oraz wodę za 1 PLN w skle­pie Migros – jed­nej z naj­tań­szych sie­ci skle­pów w Szwaj­ca­rii.
• W Szwaj­ca­rii jest bar­dzo dro­go. Przy­kła­do­wo, piwo w knaj­pie kosz­tu­je oko­ło 25 zł. 
Bile­ty wstę­pu 0 zł • Nie zwie­dza­my nic płat­ne­go. Spo­ty­ka­my kil­ka płat­nych atrak­cji, ale nie odwie­dza­my ich ze wzglę­du na bar­dzo wyso­ką cenę (od 50 PLN wzwyż; brak zni­żek stu­denc­kich).
Inne -  
SUMA 138 zł  
Dzien­nie (3 dni) 46 zł