Aurora borealis — Norwegia po raz pierwszy

     “Cie­ka­we czy kie­dyś uda mi się ją zoba­czyć” — powie­dzia­ła moja mama kie­dy w tele­wi­zji oglą­da­li­śmy pro­gram o zorzy polar­nej. To zda­nie zapo­cząt­ko­wa­ło ciąg zda­rzeń, dzię­ki któ­re­mu pół­to­ra mie­sią­ca póź­niej obser­wo­wa­li­śmy to nie­zwy­kłe zja­wi­sko w środ­ko­wej Nor­we­gii. Chwi­la prze­szu­ki­wa­nia odpo­wied­nich stron i padła moja odpo­wiedź — “Leci­my na zorzę!”. Musia­ła jed­nak zaak­cep­to­wać jeż­dże­nie auto­sto­pem, spa­nie u ludzi z Couchsurfing’u i jedze­nie pol­skich pasz­te­tów przez cały wyjazd, czy­li kla­sycz­ne warun­ki low-cost’owych podró­ży. Tym razem jed­nak w trzy­oso­bo­wej eki­pie — ja, Iwon­ka i moja mama.
 

     Wresz­cie nad­cho­dzi dzień wyjaz­du. Po raz kolej­ny prze­ko­nu­ję się, że Pol­ski­Bus rozu­mie co zna­czy zasa­da “klient nasz pan”. Czyn­na toa­le­ta, wi-fi i miła obsłu­ga — tego moż­na było się spo­dzie­wać, ale jedze­nie, picie, lody i ciast­ka dla wszyst­kich pasa­że­rów — to prze­ro­sło nasze ocze­ki­wa­nia. A co naj­lep­sze, wszyst­ko w cenie dwa­dzie­ścia pięć zło­tych na tra­sie z Kra­ko­wa do Gdań­ska. Noc spę­dza­my więc na skó­rza­nych fote­lach luk­su­so­we­go auto­bu­su.
 
IMG_0644
 
     O czwar­tej nad ranem dojeż­dża­my do Trój­mia­sta. Tro­chę wcze­śnie, więc dosy­pia­my w przy­tul­nym i cie­płym budyn­ku dwor­ca, w towa­rzy­stwie kil­ku bez­dom­nych. 
  
IMG_0192
  
     Z oka­zji śro­dy popiel­co­wej idzie­my na naj­wcze­śniej­szą w mie­ście mszę — na pią­tą trzy­dzie­ści. Następ­nie uda­je­my się na sta­rów­kę, gdzie zali­czam naj­wcze­śniej­sze zwie­dza­nie w moim życiu.
   
IMG_0178
   
     Dziw­nie jest zwie­dzać mia­sto o tej porze. Ciem­ne, sta­re ulicz­ki są nie­mal­że puste, a spo­wi­ty mgłą rynek zyskał nad ranem magicz­ny kli­mat. Tury­stycz­na otocz­ka sta­re­go mia­sta jest zupeł­nie uśpio­na, odsła­nia­jąc szla­chet­ny wize­ru­nek mia­sta. Żad­nych restau­ra­cji, skle­pów z pamiąt­ka­mi i ulo­tek. Sta­ry Gdańsk w czy­stej posta­ci, zupeł­nie świe­ży budzi się do nowe­go dnia, a mi aż ciśną się na usta sło­wa pio­sen­ki SDM-u “Opa­dły mgły i mia­sto ze snu się budzi (…)”.
  
     Robi­my jesz­cze kanap­ki z czte­rech bochen­ków chle­ba i już wsia­da­my do samo­lo­tu. Żeby móc prze­wieźć tyle jedze­nia wyku­pu­je­my dodat­ko­wy bagaż pod­ręcz­ny. Jest nim wie­ko­wa tor­ba podróż­na, któ­rą jesz­cze przed moim uro­dze­niem moż­na by nazwać sta­rą. Przy­naj­mniej nie było­by żal zosta­wiać jej w Nor­we­gii, gdy­by nie zmie­ści­ła się w baga­żu w dro­dze powrot­nej. 
  

DSCF3062  
     Po wylą­do­wa­niu na małym lot­ni­sku pod Tron­dhe­im czas zła­pać pierw­sze­go sto­pa.
 
     — “Jak będzie­cie się źle zacho­wy­wać, to was wysa­dzę” — mówi zatrzy­ma­ny po trzy­dzie­stu minu­tach kie­row­ca. Chy­ba jeste­śmy grzecz­ni, bo dowo­zi nas do same­go Levan­ger.
 

IMG_0236
  
     Spa­ce­ru­je­my pomię­dzy drew­nia­ny­mi zabu­do­wa­nia­mi uro­czej miej­sco­wo­ści i chło­nie­my kli­mat Nor­we­gii.
  
IMG_0297
  
     Po raz kolej­ny roz­my­ślam nad oso­bli­wo­ścią trans­por­tu lot­ni­cze­go. Nie­zwy­kłe jest to, że jesz­cze trzy godzi­ny temu ludzie, któ­rych teraz mijam byli ponad tysiąc kilo­me­trów ode mnie. Cał­ko­wi­cie dla sie­bie nie ist­nie­li­śmy. Byli­śmy wobec sie­bie zupeł­nie obo­jęt­ni. Wystar­czy­ła chwi­la, żeby nasze tak odle­głe ścież­ki, nie­spo­dzie­wa­nie skrzy­żo­wa­ły się w tej nie­zna­nej mi wcze­śniej rze­czy­wi­sto­ści. 
  
     Na dwor­cu kole­jo­wym w Levan­ger spo­ty­ka­my się z Jako­bem — naszym dzi­siej­szym gospo­da­rzem. Wraz z nim poja­wia­ją się dzien­ni­ka­rze. Chwi­lę wcze­śniej udzie­lał wywia­du na temat Couch­sur­fin­gu. Poja­wia­my się w dobrym miej­scu w dobrym cza­sie — dzien­ni­ka­rze zada­ją pyta­nia, a potem w bły­sku fle­szy pozu­je­my do zdjęć. Arty­kuł w Nor­we­skiej gaze­cie ma się uka­zać w przy­szłą sobo­tę.
  
IMG_0338
  
     Jakob miesz­ka w uro­czym, typo­wo nor­we­skim domu nad jezio­rem, gdzie zaraz po przy­jeź­dzie gawę­dzi­my przy miej­sco­wym øl (norw. piwo). Potem idzie­my oglą­dać to po co przy­je­cha­li­śmy do Nor­we­gii — zorzę polar­ną. Poży­cza­my od gospo­da­rza cie­płe kom­bi­ne­zo­ny, czap­ki i ręka­wicz­ki, bo tem­pe­ra­tu­ra na zewnątrz spa­dła znacz­nie poni­żej zera.
  
IMG_0604
  
     Wycho­dzi­my przed dom, a nad gło­wa­mi mamy cał­ko­wi­cie czy­ste nie­bo. Zanie­czysz­cze­nie świa­tłem jest tutaj tak małe, że widać kil­ka razy wię­cej gwiazd niż zwy­kle.  Idzie­my kawa­łek dalej i nad hory­zon­tem dostrze­ga­my zie­lo­ną poświa­tę. Roz­po­czy­na się spek­takl. Kolo­ro­we pasma, łuki i pro­mie­nie poja­wia­ją się i zni­ka­ją. Auro­ra bore­alis tań­czy przed nami w swym zie­lon­ka­wym stro­ju. Deli­kat­nie falu­je na nie­bie wywo­łu­jąc ogrom­ny entu­zjazm i wdzięcz­nie pozu­jąc przed obiek­ty­wem moje­go apa­ra­tu.
  
IMG_0311
  
     Taniec koń­czy się dość szyb­ko. Mamy szczę­ście, że nie wyszli­śmy pięt­na­ście minut póź­niej, bo omi­nę­ło­by nas całe wido­wi­sko.
  
DSCF3153
  
     Następ­ny dzień spę­dza­my na mozol­nym prze­miesz­cza­niu się na połu­dnie, do miej­sco­wo­ści Tron­dhe­im. Na zmia­nę mar­z­nie­my na pobo­czu i grze­je­my się w samo­cho­dach. Ruch jest nie­wiel­ki mimo, że to głów­na dro­ga łączą­ca połu­dnie kra­ju z pół­no­cą. Ale nawet prze­jeż­dża­ją­ce od cza­su do cza­su samo­cho­dy nie zatrzy­mu­ją się zbyt chęt­nie. Co cie­ka­we, więk­szość kie­row­ców ser­decz­nie się do nas uśmie­cha. Szcze­rze cie­szy się, że widzi auto­sto­po­wi­czów po czym… jedzie dalej. 
  
IMG_0538
  
     Wie­czo­rem tra­fia­my wresz­cie do cen­trum Tron­dhe­im, gdzie w naszej krót­kiej tra­sie wyciecz­ko­wej zwie­dza­my naj­waż­niej­sze atrak­cje tury­stycz­ne mia­sta. Potem idzie­my na obrze­ża, do miesz­ka­nia Anva­ra — nasze­go gospo­da­rza zna­le­zio­ne­go na Couchsurfing’u.
  
IMG_0385
  
     Anvar oka­zu­je się być Afgań­czy­kiem. Nie chce roz­ma­wiać o swo­im kra­ju, ale leżą­ce w jego miesz­ka­niu arab­skie biblie suge­ru­ją, że jego wia­ra nie pozwa­la mu wró­cić do ojczy­zny. 
  
     Rano nasz gospo­darz wycho­dzi do pra­cy zosta­wia­jąc klu­cze do miesz­ka­nia. Po leni­wym poran­ku idzie­my na brzeg fior­du. Pogo­da jest pięk­na, jest cie­pło, świe­ci słoń­ce. Aż żal, że dziś musi­my wra­cać.
   
IMG_0514 
     Po krót­kiej sesji zdję­cio­wej, czas jechać na lot­ni­sko. Ostat­ni zła­pa­ny na sto­pa kie­row­ca ratu­je honor Nor­we­gów. Zatrzy­mu­je się już po nie­ca­łych dzie­się­ciu minu­tach łapa­nia — to tutaj abso­lut­ny rekord.
  
     Po dro­dze prze­jeż­dża­my przez miej­sco­wość Hell — jed­ną z naj­więk­szych atrak­cji tego regio­nu. Tury­ści spe­cjal­nie prze­jeż­dża­ją dzie­siąt­ki kilo­me­trów, żeby sfo­to­gra­fo­wać się przy zna­ku z oso­bli­wą nazwą.
  
IMG_0239
  
     Kie­row­ca dowo­zi nas pod sam ter­mi­nal, ale do odlo­tu mamy kil­ka godzin. Idzie­my więc na pobli­ską górę. Ze szczy­tu roz­po­ście­ra się roz­le­gły widok na fiord, pas star­to­wy i pobli­skie miej­sco­wo­ści, a wszyst­ko to w różo­wa­wym świe­tle zacho­dzą­ce­go słoń­ca. Ten malow­ni­czy kra­jo­braz to nasze ostat­nie spoj­rze­nie na Nor­we­gię przed wylo­tem.
  
IMG_0589
  
     Z małych okie­nek Boein­ga 737 nie widać prak­tycz­nie nic. Jest ciem­no, a od powierzch­ni zie­mi oddzie­la nas war­stwa chmur. Bez­sku­tecz­nie wypa­tru­je­my też prze­la­tu­ją­cej wła­śnie nad Zie­mią aste­ro­idy. Wresz­cie lądu­je­my w rów­nie zim­nym jak Nor­we­gia Gdań­sku. Póź­ną nocą docie­ra­my do miesz­ka­nia Madzi, pozna­nej pod­czas auto­sto­po­wej majów­ki w Rzy­mie, któ­ra wraz z sym­pa­tycz­ny­mi współ­lo­ka­tor­ka­mi zaofe­ro­wa­ła nam noc­leg. Następ­ne­go dnia powo­li prze­miesz­cza­my się do domu na połu­dnie kra­ju.
  
DSCF3503
  
     “Nie­któ­rzy India­nie z pół­noc­nej Dako­ty wie­rzą, że auro­ra bore­alis to ogni­sko, nad któ­rym wojow­ni­cy gotu­ją w sta­rych ron­dlach swo­ich wro­gów. Dla Indian Inu­it zorza to zło­śli­wy duch, któ­ry wyłu­pu­je ludziom oczy i pod­rzy­na gar­dła. (…)” — mówił Chris Ste­vens w kul­to­wym Przy­stan­ku Ala­ska. Dziś wia­do­mo, że zorza polar­na nie jest taka strasz­na. To tyl­ko efek­tow­ne zja­wi­sko zwią­za­ne z prze­pły­wem wia­tru sło­necz­ne­go przez jonos­fe­rę. Na ten rok (ame­ry­kań­scy) naukow­cy zapo­wia­da­li naj­więk­szą aktyw­ność naszej gwiaz­dy od pół wie­ku, a co za tym idzie — czę­ste zorze. I choć pro­gno­za tego zja­wi­ska na czas nasze­go wyjaz­du była bar­dzo mało opty­mi­stycz­na to uda­ło się! Nie waż­ne, że nie była tak spek­ta­ku­lar­na jak nad krę­giem polar­nym; nie waż­ne, że widocz­na była tyl­ko nad hory­zon­tem. Waż­ne, że przy wło­że­niu odro­bi­ny wysił­ku i napraw­dę małe­go nakła­du finan­so­we­go, uda­ło się speł­nić nasze wspól­ne marze­nie, któ­re teraz z dumą wykre­ślam z mojej listy marzeń.

 

 

Tabe­la z port­fe­la, czy­li pod­su­mo­wa­nie kosz­tów na oso­bę
Noc­le­gi 0 zł
• Pierw­szą noc spę­dza­my w wygod­nych, skó­rza­nych fote­lach Pol­skie­go­Bu­sa. Nad ranem chwi­lę dosy­pia­my na dwor­cu w Gdań­sku.
• Dwie noce w Nor­we­gii spę­dza­my za dar­mo dzię­ki Couchsurfing’owi — śpi­my u Jako­ba i Anva­ra.
• Po wie­czor­nym powro­cie do Gdań­ska spę­dza­my noc w miesz­ka­niu Madzi, któ­rą pozna­łem pod­czas auto­sto­po­wej podró­ży do Rzy­mu.
Trans­port 112 zł
• Lot linią Wiz­za­ir z Gdań­ska do Tron­dhe­im i z powro­tem kosz­tu­je 8zł, ale z dodat­ko­wy­mi opła­ta­mi pła­ci­my 12zł. Obec­nie nie­ste­ty nie da się już kupić bile­tów w takiej cenie. Wiz­za­ir wpro­wa­dził opła­tę mani­pu­la­cyj­ną i ceny zaczy­na­ją się teraz od 34 zł w jed­ną stro­nę.
• Pol­ski­Bus z Kra­ko­wa do Gdań­ska – 25zł (w cenie buł­ka, napo­je, ciast­ka i lody pod­czas jaz­dy).
• Za trans­port komu­ni­ka­cją miej­ską w War­sza­wie i Gdań­sku pła­ci­my w sumie 15zł.
• W Nor­we­gii poru­sza­my się wyłącz­nie auto­sto­pem.
• Dro­gę powrot­ną z Gdań­ska pla­nu­je­my poko­nać auto­sto­pem, ale w ostat­niej chwi­li decy­du­je­my się na komu­ni­ka­cję publicz­ną. Naj­tań­sza moż­li­wa opcja – Pol­ski­Bus + PKS kosz­tu­je 60 zł.
Jedze­nie i picie 38 zł
• W Nor­we­gii jedze­nie jest nie­praw­do­po­dob­nie dro­gie. Nie­któ­re pro­duk­ty są nawet dzie­sięć razy droż­sze niż w Pol­sce. Robi­my więc kanap­ki z czte­rech chle­bów, któ­re ide­al­nie wystar­cza­ją na cały pobyt – pła­ci­my oko­ło 70 zł na trzy oso­by,
• Tyle jedze­nia nie mie­ści się w małym, dar­mo­wym baga­żu pod­ręcz­nym więc kupu­je­my jeden więk­szy za 45 zł (na trzy oso­by). Taka opcja jest znacz­nie tań­sza niż kupo­wa­nie jedze­nia na miej­scu.
• Zosta­je­my poczę­sto­wa­ni kola­cją i nor­we­skim piwem przez jed­ne­go z naszych couch­sur­fin­go­wych gospo­da­rzy – Jako­ba.
• Woda w kra­nie jest pit­na.
Bile­ty wstę­pu 0 zł  
Inne -  
SUMA 150 zł  
Dzien­nie (5 dni) 30 zł Pod­su­mo­wa­nie: Nor­we­gia jest bar­dzo dro­gim kra­jem, a Tron­dhe­im jed­nym z naj­droż­szych miast na świe­cie. Uda­je nam się jed­nak tak zor­ga­ni­zo­wać wyjazd, aby nie wydać na miej­scu ani gro­sza, a wła­ści­wie ani øre. Dużą część wydat­ków zabie­ra powrót z Gdań­ska do domu na połu­dnie. Brzyd­ka pogo­da, zim­no, krót­kie zimo­we dni i to, że jest nas aż tro­je spra­wia, że wybie­ra­my sto­sun­ko­wo dro­gi trans­port publicz­ny. Gdy­by­śmy ostat­nie­go dnia wybra­li auto­stop była­by to moja naj­tań­sza podróż — 18zł na dzień.

 

25 komentarzy do wpisu „Aurora borealis — Norwegia po raz pierwszy

  1. Gra­tu­lu­ję. Uda­nej wypra­wy. Jak zwy­kle two­ja rela­cja jest genial­na. I wiel­ki sza­cun za to hehe. Mam pyta­nie odno­śnie wasze­go wyjaz­du. Czy­ta­łem, że tanie linie lot­ni­cze już nie są tek tanie. Że nali­cza­ją jakąś kwo­tę do jed­ne­go prze­lo­tu. Czy to praw­da? Bo piszesz, że zapła­ci­łeś tyl­ko 12zl. To jest w obie stro­ny?

    • Dzię­ki 🙂
      Fak­tycz­nie, od cza­su do cza­su coś tam dro­że­je w tych tanich liniach. Prze­woź­ni­cy dokła­da­ją nowe opła­ty, rezy­gnu­ją ze zni­żek, z kart raba­to­wych, doda­ją płat­ne baga­że pod­ręcz­ne itp. W prak­ty­ce jed­nak nadal moż­na zna­leźć połą­cze­nia w tak absur­dal­nych cenach jak te 12 zł. Pra­cu­ję wła­śnie nad porad­ni­kiem dot. zaku­pu takich tanich bile­tów. Powi­nien za jakiś czas poja­wić się na blo­gu 🙂

  2. Ale super wypra­wa i wca­le się nie dzi­wię ‚ze mama się zde­cy­do­wa­ła ‚bo to odważ­na kobie­ta a sto­pa łapie bez­kon­ku­ren­cyj­nie ‚sama się od niej uczy­łam na pew­nej wypra­wie GS ów.Pozdrawiam goska.

  3. Dzię­ki wiel­kie, Kuba, za tę przy­go­dę, za zorzę!
    Iwon­ka, Kuba — bawi­łam się z Wami świet­nie!
    Jeste­ście wiel­cy!
    Kuba, faj­nie to wszyst­ko opi­sa­łeś 🙂

  4. Super podróż! Wła­śnie moje kli­ma­ty 🙂
    Cie­szę się że mia­łem jakiś wpływ na jej reali­za­cję 🙂
    Poz­z­dra­wiam,
    Michał z Loter.pl

  5. Genial­ne, genial­ne. Zazdrosz­czę Mamy — ale od dziś zaczy­nam roz­mo­wy ze swo­ją 😉
    Napraw­dę świet­nie to zor­ga­ni­zo­wa­li­ście — kosz­ta total­nie mini­mal­ne, a Nor­we­gia, a zorza. Sza­cun! 😉
    Super, że to opi­sa­łeś (btw, genial­ne zdję­cia) kolej­ny raz poka­zu­jesz, że takie podró­że są moż­li­we. Dzię­ki! 🙂

  6. świet­na rela­cja, może powi­nie­neś zmie­nić fach na pisa­rza? 🙂 zazdrosz­czę odwa­gi Two­jej Mamie, ale w koń­cu po kimś to musia­łeś odzie­dzi­czyć 🙂 tyl­ko pro­szę Cię… ubie­raj czap­kę cho­ciaż w Nor­we­gii, bo patrząc na Cie­bie na zdję­ciach to aż robi mi się zim­no 🙂
    Aga

  7. aaa, i zapo­mnia­łam ale to już do Two­jej Mamy- musi Panią roz­pie­rać duma, że ma Pani Takie­go syna 🙂
    Aga

  8. Ryd­koś, uwiel­biam Cię, podzi­wiam.
    Też tak chcę, muszę się nauczyć gospo­da­ro­wać cza­sem i pie­niędz­mi tak, żeby być wszę­dzie, gdzie się tyl­ko da dostać.

  9. Jest PAn nie­sa­mo­wi­ty facet co za orga­ni­za­cja co za pomysł na podró­żo­wa­nie tak tania Nor­we­gia no i te Chi­ny ta cię­za­rów­ka tra­wi­łem tu przez Góry Szla­ki gdzie były poda­ne namia­ry na Pana stro­ne gra­tu­lu­je i podzi­wiam.

  10. Coś z tym sto­pem w Nor­we­gii jest.….. też jak sta­li­śmy kil­ka godzin to ludzie uśmie­cha­li się i omijali.….może masz pomysł dla­cze­go? Bo nam tego tema­tu nie uda­ło się roz­gryźć. Zatrzy­my­wa­li się tury­ści 🙂 Tyl­ko raz Nor­we­go­wie 🙂

    • Myślę, że to kwe­stia men­tal­no­ści. Ludzie są zamknię­ci i zdy­stan­so­wa­ni do obcych. Taka skan­dy­naw­ska kul­tu­ra 😉

  11. Wła­ści­wie nie wiem jak na ten blog tra­fi­łam, coś szu­ka­łam na necie i jakiś odno­śnik mnie prze­niósł do cie­bie i nie żału­ję, bo tra­fi­łam na świet­ny blog w dodat­ku boga­to ilu­stro­wa­ny podróżami.Zazdroszczę odwa­gi w zdo­by­wa­niu kolej­nych celów podró­żo­wa­nia żału­ję, że nie stać nas z mężem na taką spon­ta­nicz­ność, na pew­no barie­rą jest język choć jak czy­ta­łam u cie­bie też nie jest on per­fekt 😉 Jesteś mło­dy cały świat stoi przed tobą otworem,tylko korzy­stać 🙂 Przy oka­zji polu­bi­łam na fb i będę śle­dzić na bie­żą­co 🙂 Pozdro­wie­nia dla odważ­nych tury­stów 🙂

Dodaj komentarz