Autostopem przez byłą Jugosławię – cz. 3 – Chorwacja

     Do Chorwacji wjeżdżamy podczas tej podróży cztery razy. Pierwszy, w drodze do Medjugorie. Wtedy kraj pokazuje nam oblicze, które później ciężko będzie nam dostrzec. Nie dość, że wita nas pięknym zachodem, to jeszcze stawia na naszej drodze wspaniałych ludzi. Szukając miejsca na rozbicie namiotu pytamy przypadkowo spotkanego mężczyznę o kawałek trawy. Ten wyciąga telefon, gdzieś dzwoni, gdzieś nas prowadzi i chwilę później mamy nocleg w domku jego rodziców. Ciepły pokój, wygodne łóżko i kolacja, tak wita nas Chorwacja pierwszej nocy. Po raz drugi przekraczamy jej granicę z polską pielgrzymką autokarową, z którą zabieramy się z Medugorie. Podczas tej jednodniowej wycieczki na wybrzeże, kraj pokazuje nam to z czego słynie najbardziej: piękne widoki, ciepłe morze i plaże pełne Polaków. Trzeci raz, przekraczamy granicę już prawie na dobre w okolicach Dubrownika. Jadąc później na północ, niespodziewanie pojawia się granica z Bośnią i Hercegowiną. Jedziemy kilka kilometrów wzdłuż bośniackiego wybrzeża, żeby zaraz znów wjechać do Chorwacji… po raz czwarty. Tym razem na cały tydzień.
 

IMG_6067 
     Dubrownik kilkanaście lat temu był ruiną. Górą gruzu stanowiącą ponurą pamiątkę po niedawnej wojnie. Do dziś jego oblicze zmieniło się nie do poznania. Odbudowane stare miasto, liczne atrakcje i tłumy turystów. Prawdę mówiąc trochę mnie to dziwi, bo na nas Dubrownik nie robi aż takiego wrażenia. Może zbyt wiele się po nim spodziewaliśmy, a może czarnogórski Kotor zbyt wysoko postawił mu poprzeczkę. Dubrownik nas nie zachwycił, ale jedno trzeba mu przyznać. Są tam najlepsze lody na świecie! 
 
     Wspinamy się na pobliską górę aby zobaczyć miasto w całej jego okazałości. Siedzimy tam dobrych kilka godzin. Słońce leniwie przesuwa się po niebie, aż w końcu ucieka za horyzont  Niebo czerwienieje, a potem zapada zmrok. Dubrownik rozświetlają światła, ukazując zupełnie inne oblicze miasta. „Może by tu spędzić noc?” – myślimy, choć decyzja zapada praktycznie od razu. Schodzimy na dół po plecaki i po północy wracamy, aby na skalistym zboczu rozłożyć karimaty. Kelner z tamtejszej restauracji, rozpracowuje jednak nasz chytry plan darmowego noclegu pod gwiazdami.
 
„Nie radzę tu spać. Dużo tu węży.” – ostrzega mężczyzna. Nie specjalnie zniechęca nas to do uroczej nocy. Nad ranem jednak, jego ostrzeżenia okazują się podstawne. Budzi nas wąż, ale… ogrodowy. Inny pracownik restauracji akurat zaczyna czyścić taras. Woda tryskająca z małej szczeliny pada wprost na nasze twarze i śpiwory. Na szczęście kawałek dalej mamy upatrzone inne miejsce, gdzie spokojnie przesypiamy jeszcze kilka godzin. 
 

IMG_6201
  
     Na mapie atrakcji mamy zaznaczonych wiele miast wzdłuż chorwackiego wybrzeża. Czy jednak warto je odwiedzać? Wszystkie budowane w tym samym stylu, wszystkie podobne, a do tego wszystkie zatopione w nieokiełznanym tłumie turystów. Z drugiej strony, być tak blisko miejsc znanych z przewodników i ich nie odwiedzić? Z trzeciej strony Dubrownik jest kwintesencją tego co można spotkać na chorwackim wybrzeżu, więc inne miasta zrobią na nas jeszcze mniejsze wrażenie.
 
IMG_6090
  
IMG_6210
   
     W podjęciu decyzji pomaga polska rodzina, którą łapiemy na wylocie z miasta. Jadą już do domu i oferują podwiezienie aż do parku narodowego Jeziora Plitvickie. To ponad  pięćset kilometrów na północ. W ten sposób omijamy wszystkie, stojące pod znakiem zapytania, miasta z naszej listy. 
  
     Opuszczamy egzotyczne wybrzeże. Palmy ustępują miejsca liściastym drzewom, morze zastępują zielone lasy, a suche stepy zmieniają się w kwieciste łąki. Śródziemnomorskie widoki są piękne, ale nic nie urzeka mnie tak jak te tętniące zielenią pejzaże. Zamęczam Iwonkę zachwytami nad pięknem tutejszej przyrody, aż wreszcie dociera do mnie, że to co widzę to krajobraz niewiele różniący się od polskiego. To widok tak przypominający nasze Beskidy, że od razu czuję się tu jak w domu. Teraz wiem, że nie tylko moja patriotyczna świadomość, ale także moje serce uważa, że Polska jest najpiękniejsza.
  
IMG_6221
  
     Kaskady jezior ukrywających się pośród gęstego lasu. Krystalicznie czysta woda przykrywająca powalone drzewa, widoczne nawet kilkanaście metrów poniżej jej lustra. Wodospady, którymi szmaragdowa woda leniwie przelewa się pomiędzy zbiornikami. Zachwycające formy skalne i piękne pomniki przyrody. Takie są Jeziora Plitvickie. Jednakże tę idylliczną scenę okrywa pajęczyna drewnianych pomostów, którymi przemieszcza się niesforny tłum – niezliczeni turyści, zmęczeni wypoczynkiem wczasowicze, poirytowani fotoamatorzy i znudzone dzieci, wyciągnięte siłą na wakacje marzeń.
  
IMG_6238
  
     W tym wszystkim zagubieni my, rozdarci między złością na drażniących ludzi, a kojącym pięknem otaczającej przyrody. Jakże ciężko dostrzec urok tego miejsca nie mogąc nawet na chwilę przystanąć. Jak ciężko kontemplować przyrodę obawiając się napierającego tłumu, starającego się wyeliminować każdego kto stanie mu na drodze. Jak ciężko odnaleźć pierwotny spokój, kiedy tak bardzo ma się ochotę zepchnąć wszystkich z ciasnego pomostu.
  
IMG_6273
  
IMG_6251
 
IMG_6271
  
     Wreszcie znajdujemy swoje ciche miejsce i mocząc nogi napawamy się spokojem pierwotnej natury. Dopiero tutaj możemy wszystkimi naszymi zmysłami docenić, ten nieprawdopodobnie urokliwy zakątek Chorwacji.
   
     Następnego dnia wracamy na wybrzeże Adriatyku. Tym razem jednak nie będzie gorących kąpieli, ani leżenia na plaży. Tym razem w planach mamy zdobycie góry o wdzięcznej nazwie Ućka. Mimo problemów ze znalezieniem szlaku docieramy na szczyt, a naszą małą nagrodą za ten sukces jest konsumpcja chorwackiego piwa o jeszcze wdzięczniejszej nazwie, Ożujsko. Po drugiej stronie masywu rozciąga się widok na półwysep Istria, który jest naszym kolejnym i ostatnim już chorwackim celem.
 
IMG_6386  
IMG_6395
  
     Wieczorem docieramy do uroczego, rybackiego miasteczka Rovinj. Kolorowe kamienice, ciasne uliczki i rozciągnięte nad nimi suszące się pranie. To opis pasujący do każdej istriańskiej miejscowości. Ten zakątek Chorwacji najbardziej przypada nam do gustu. Turystyka jest tu nieco bardziej zacofana, a i czas zdaje się biec troszkę wolniej.
  
IMG_6465
  
     Noc spędzamy na plaży, a od rana pluskamy się w ciepłym i krystalicznie czystym morzu. Potem, w miejscowości Poreć mamy nawet plan złapania jachtostopa do oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów Wenecji. Niestety, planu nie udaje się zrealizować. 
  
IMG_6444
 
     Ostatni dzień w Chorwacji jest prawdziwym koszmarem. Do Słoweńskiej granicy mamy jakąś godzinę drogi, więc planujemy ją przekroczyć jeszcze przed południem. W porannym słońcu taszczymy nasze plecaki na wylot oddalony o kilka kilometrów. W miejscu gdzie łapiemy niemalże powodujemy wypadek, więc przenosimy się nieco dalej. Tam okazuje się jednak, że to niewłaściwa droga. Wracamy więc do miasta, żeby udać się na inny wylot. Żar leje się z nieba, pot leje się z czoła, a my poprawiamy sobie humor pozytywną wibracją, śpiewając piosenki Boba Marleya. Stop idzie ciężko i większość dnia spędzamy stojąc na poboczu. Do wieczora przejeżdżamy jakieś pięćdziesiąt kilometrów i w końcu przekraczamy Słoweńską granicę.
  
IMG_6493
  
     Wśród Polaków Chorwacja uchodzi za kraj idealny na spędzenie wakacji. Bliski, piękny, ciepły i względnie tani. Faktycznie, jest idealny na spędzenie wakacji konwencjonalnych. Kiedy jednak bardziej niż na wygodach zależy ci na obniżeniu kosztów, kiedy bardziej niż leżenie na plaży interesuje cię poznanie kultury kraju i kiedy zamiast zwiedzać zabytki wolisz szczerą rozmowę z miejscowymi ludźmi, wtedy Chorwacja znacząco straci w twoich oczach. Jej mieszkańcy zachłysnęli się potencjałem turystycznym, który odkryli kilka lat temu. Teraz starają się jak najdokładniej wycisnąć zagraniczne portfele. W takiej atmosferze ciężko o szczerą życzliwość, która jest niezbędna podczas autostopowej podróży. Chorwacja ostatniego dnia, wyraźnie nie chciała nas wypuścić. Czyżby nas polubiła i celowo odwlekała rozstanie? Jeżeli tak, to bez wzajemności. My cieszyliśmy się z wyjazdu, a ten ciężki, ostatni dzień ugruntował nas jedynie w negatywnej opinii na jej temat. Opinii która narastała w nas podczas całego tygodnia. 
  
 
  • Jola

    Mamy bardzo podobne wrażenia z Chorwacji!

    Piękne zdjęcia i fajnie opisana przygoda 🙂

  • dla mnie chorwacki krajobraz jest tak ujmujący, że nic więcej mi tam nie potrzeba. Niezliczone wysepki, przejrzyste morze. Ale w sumie dobrze, że każdy lubi coś innego!

    pozdrawiam

  • Anonymous

    Kurcze, ale fajna przygoda. Też mam nadzieję, że kiedyś mi się uda odbyć taką wyprawę, a twoje zdjęcia i relacje jeszcze bardziej mnie nakręcają. Mam pytanko w których według Ciebie państw byłej Jugosławii są najładniejsze plaże. Nie chodzi mi o sam ich urok, ale także o klimat 😉 Z góry dzięki za info.

    • Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą, żeby oceniać plaże, bo generalnie leżenie na piachu to nie jest to co najbardziej lubię. Przez to, podczas tej podróży byłem na niewielu plażach. Jeżeli miałbym polecać to poleciłbym Czarnogórę. Mniejszy tłok (choć mówię to na podstawie tylko dwóch odwiedzonych tam plaż). Chorwacji nie polecam – Makarska – człowiek na człowieku, Dubrownik to samo, choć tam plaż w ogóle mało, ciut lepiej jest na Istrii, gdzie ludzi jest mniej, ale i pogoda już bywa różna w sierpniu (podobno. Nam trafiła się idealna).
      Życzę podobnych i lepszych przygód! Pozdrawiam!

    • Anonymous

      Ja też nie jestem specjalnie plażowa, ale kilka fajnych było dane mi zobaczyć. Nie wiem jak jest w Makarskiej, bo mnie jakoś ten rejon odrzuca, ale na Hvarze są cudowne plaże. Takie bardziej skaliste zatoczki niż plaże, ale w tym tkwi właśnie ich urok.
      Zazwyczaj wystarczy odejść kawałek od tych miejskich plaż (my trafialiśmy na żwirkowe) pójść stromo w górę, albo w dół i trafia się na jakąś niezaludnioną perełkę, zazwyczaj już kamienistą i skalistą. Często dla golasków:)
      Bywają też takie betonowe. Od takich uciekliśmy i zawsze opodal znajdowała się jakaś piękna. Nie wiem jak wyglądają takie tradycyjne plaże, takie z leżakami, ale pewnie takowe są i pewnie są piękne.

  • Anonymous

    Raczej mało kto określa Chorwację jako kraj „tani” czy nawet „względnie tani” – cenowo to ona tak Włochy przypomina niż pozostałe Bałkany 😉

    Pudelek

    • No może i masz rację. W sumie my jak już wydawaliśmy kasę to głównie w supermarketach, gdzie było względnie tanio, jak w każdym supermarkecie; albo na jakieś bilety wstępu, które, fakt, były drogie. Może trochę przesadziłem z tą taniością 😉

    • Anonymous

      My spaliśmy pod namiotami na campingach. I trafił nam się jeden droższy, z którego szybko uciekliśmy, ale to był taki profesjonalny campingi z gwiazdkami (około 120zł na dwie osoby), był jeden za 70zl za dwie osoby, namiot i autko i ten najtańszy za 60zł. To 30zł za nocleg od osoby. W pięknych miejscach, zaraz nad morzem, zazwyczaj z dobrym zapleczem sanitarnym. Często kilka kilometrów od kluczowych miejscowości. Pewnie jeśli chciałoby się mieszkać w pokojach i zmieniać miejsca często (kiepski zarobek taki turysta i stargować coś ciężko) to wyszłoby dużo drożej. W marketach ceny podobne do naszych. W knajpkach już gorzej. Najtaniej wychodzi pizza (w mniej obleganych miejscach np za murami starych miast)to koszt około 50k, czyli 30zł. Trochę drożej niż u nas. I co mnie zaskoczyło camping 12km od Dubrovnika, gdzie wydawało mi się będzie najdrożej (bo im niżej tym drożej) okazał się właśnie najtańszy. Po tych 16 nocach w namiocie nikt mnie nie przekona już do żadnych kwater. Spałam jak niemowlę:)

  • Anonymous

    Świetnie opowiedziane! Szczerze:)
    Podziwiam, zawsze podziwiałem autostopowy system podróżowania! Młodość jest piękna…
    Życzę jeszcze wielu równie fascynujących wypraw!
    Wojtek

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Hej, czy mógłbyś mi napisać po kolei jak wyglądała Wasza trasa (chodzi mi tylko o miasta od początku do końca).

    Piotr.

    • Bełchatów – Bielsko Biała – Zvolen – Budapeszt – Szekszard – Osijek – Zenica – Serajevo – Mostar – Medugorje – Mostar – Foca – Niksic – Zabliak – Niksic – Podgorica – Bar – Kotor – Dubrownik – Makarska – autostradą A1 do Licki Osik – Plitvice – Karlovac – Rijeka – Rovinj – Piran – Postojna – Lubljana – Bled – Bohinj – Bled – Villach – Graz – Wiedeń – Brno – Ostrava – Sosnowiec – Bełchatów
      Pozdrawiam 😉

  • Anonymous

    Byłem kilkakrotnie w Chorwacji. Lecz od strony morza. Na jachcie. Często udawaliśmy się z załogą na piesze wycieczki. Często odwiedzaliśmy małe knajpki.
    Nigdy nie spotkałem się z nieżyczliwością. Nawet w jednej knajpce poznaliśmy właściciela, któremu żona uciekła do Gdańska – czyli osoby, która mała by mieć prawo źle myśleć o Polakach. Całą historię opowiedział nam. Chorwaci bardzo serdecznie zawsze nas przyjmowali. Raz córka kupiła lody okazało się, że nie może za nie zapłacić bo nie ma już KUN i chciała zapłacić złotówkami lub Euro to sprzedawca po prostu podarował jej te lody.
    Po znalezieniu Mieniajlnicy – coś w rodzaju naszego kantoru wymieniliśmy na KUN-y i wracając zapłaciliśmy za te lody.
    Niby drobiask – jednak w naszym kraju nikt by nie podarował nawet loda.

    Wino i śliwowicę także mają dobrą. Ponoć są tacy co „miksują” trunki. Całe szczęście ja nie trafiłem na oszustów. Stąd mam miłe wspomnienia z tego kraju. I chętnie tu wrócę oraz zachęcam wszystkich do jego odwiedzenia.
    Bo przecież z czego tam mają żyć jak nie z turystów.
    W gruncie rzeczy to ubogi kraj wycieńczony przez wojny podżegane przez zewnętrzne wpływy szukające tu interesów.
    Po za tym prawie wszyscy Chorwaci są głęboko wierzący.

    Wybierzcie się kiedyś do Chorwacji w Borze Ciało to dowiedzie się odrobinę o prawdziwej religijności.

    Tam całe miasta idą w pochodzie.
    O dziwo turyści widząc to najczęściej dołączają do mieszkańców.

    Jedna Chorwatka widząc znajomego na wózku inwalidzkim podeszła do niego i wręczyła mu bukiet kwiatów.
    Tu ludzie naprawdę mają dość nienawiści i szanują innego człowieka. Są bardzo wrażliwy na cudzą krzywdę.
    Ahoj!
    Do spotkania gdzieś w portach Adriatyku.
    AD

    • Pewnie masz rację 😉
      Ale co do Bożego Ciała. Zobacz jak Hiszpanie świętują Wielkanoc – całe miasta uczestniczą w procesjach i imprezach. A katolicy w Hiszpanii są na wymarciu. Więc to żaden wyznacznik 😉

  • Anonymous

    Co do stopu- nie mieliście problemu z zatrzymaniem Chorwatów? Chcę kiedyś wybrać się autostopem do Chorwacji i czytałam że baardzo ciężko się tam łapie..
    Pozdrawiam Serdecznie 🙂
    Iza

    P.S. Zazdroszczę Wam takich podróż- aż chce się wstać, wyjść na ulicę i złapać pierwszego lepszego stopa na południe 😉

    • Chorwatów łapało się wyjątkowo ciężko. Raczej nie mamy dobrych wspomnień z nimi związanych. Aczkolwiek, wielu moich znajomych nie podziela mojej opinii – stopowało im się w Chorwacji bardzo dobrze 😉

  • Anonymous

    Wróciłam z Chorwacji dosłownie kilka dni temu. Byliśmy na takich półkonwencjonalnych wakacjach, czyli nie autostop i spanie „pod gołym niebem”, ale też nie wycieczka, czy siedzenie w jednym miejscu. Brr nie wyobrażam sobie tego! Jechaliśmy swoim autkiem i spaliśmy na polach namiotowych. Zaczęliśmy od okolic Splitu i Trogiru a skończyliśmy pod Dubrovnikiem. Skoczyliśmy też do Kotoru. W nocy miasto jeszcze bardziej magiczne. Zostaliśmy na noc żeby na drugi dzień pójść na mury, ale niestety nagła awaria pogody pokrzyżowała nam plany. Lało, a nad górami unosiły się ciężkie chmury. I tak było aż do granicy. Udało nam się zajechać do Kupari i połazić trochę po terenie hoteli należących do wojska jugosłowiańskiego i zniszczonego przez serbską flotę. Ciary na plecach.

    Dubrovnik był przed Kotorem i zrobił nam mnie ogromne wrażenie (chociaż chodząc po Kotorze już nie wiedziałam, które miejsce sobie bardziej ukochałam. Chyba jednak Kotor). Po sezonie nie ma już takich tłumów nawet w Dubrovniku, w mieście byliśmy (dwa razy) pod wieczór. Specjalnie wybierałam campingi w niedużej odległości od miejsc do zwiedzenia. Nie chcę nawet sobie wyobrażać co tam się w tym mieście dzieję w szczycie sezonu i w szczycie temperatur! Turyści owszem byli, ale już w uliczkach spotykaliśmy raczej miejscowych. I to było najfajniejsze. Spotkaliśmy na swojej drodze raczej ludzi lubiących podróżować aktywnie. Trochę tu trochę w innym miejscu. Nie ruszaliśmy się z pola tylko w jednym miejscu na Hvarze w tej mało cywilizowanej części. Camping u Lilly mały cud na urwisku. Polecam następnym razem tę wyspę i małe miasteczko Stary Grad.
    Podziwiam Waszą odwagę. Ja nie mam jej w sobie aż tyle (i być może aż takiej otwartości na ludzi) na liczne zmiany charakterystyczne dla takich podróży. Jestem mało odważna żeby spać gdziekolwiek na dziko. Mam w głowie same czarne scenariusze. Minimum poczucia bezpieczeństwa mieć muszę. Tym bardziej podziwiam Wasz sposób na wyprawę, zwłaszcza, że gdzieś w głębi duszy ciągnie mnie w takie klimaty.
    Pozdrawiam serdecznie, ściskając z uznaniem prawicę:)
    Patrycja vel Papryczka.

    • Dzięki za obszerny komentarz! Gratuluję wobec tego udanych wakacji 😉
      A co do spania na dziko… wielu by powiedziało, że to głupota, a nie odwaga. Chyba między nimi jest bardzo cienka granica. Nie wiem, po której stronie jestem 😉