Autostopem przez byłą Jugosławię — cz. 2 — Czarnogóra

     Powo­li zapa­da zmrok, ale może­my doj­rzeć jesz­cze nie­zwy­kłe kra­jo­bra­zy, któ­re nas ota­cza­ją. Jest już zbyt ciem­no na robie­nie zdjęć. Te wido­ki jed­nak na dłu­go pozo­sta­ną w naszej pamię­ci. Pio­no­we, ska­li­ste ścia­ny, prze­past­ne urwi­ska a w dole szma­rag­do­wa woda. Kanion rze­ki Pivy jest groź­ny, dzi­ki i w tym wszyst­kim zachwy­ca­ją­cy. Moż­na w nim dostrzec nie­sa­mo­wi­tą potę­gę natu­ry, ale tak­że geniusz czło­wie­ka, gdyż wybu­do­wa­nie dro­gi w tych warun­kach musia­ło być dużym wyzwa­niem. Cie­niut­ka wstę­ga jest wręcz przy­kle­jo­na do stro­me­go zbo­cza. Wije się po ska­li­stych pół­kach, a od cza­su do cza­su prze­bi­ja gra­ni­to­wą ścia­nę i wcho­dzi w tunel. Tunel, w któ­rym brak awa­ryj­nych pasów i tele­fo­nów alar­mo­wych. W jego wnę­trzu panu­ją cał­ko­wi­te ciem­no­ści, a mija­nie się z innym samo­cho­dem było­by spo­rym wyzwa­niem. Na szczę­ście nasz serb­ski kie­row­ca nie musi go podej­mo­wać. Przez dwie godzi­ny dro­gi nie mija­my ani jed­ne­go pojaz­du. W całym kra­ju miesz­ka bowiem mniej ludzi, niż w samym pol­skim Kra­ko­wie. Dzi­kie góry, nie­od­kry­te tere­ny, dzie­wi­cze lasy i puste, tury­stycz­ne szla­ki — taki oka­że się kraj, któ­re­go gra­ni­cę wła­śnie prze­kro­czy­li­śmy. Wita­my w Czar­no­gó­rze!
    

     Pierw­szym Czar­no­gó­rza­ni­nem, któ­re­go pozna­je­my jest Peter. Pięć­dzie­się­cio­let­ni męż­czy­zna miesz­ka z synem i mat­ką. Kil­ka lat temu zmar­ła jego żona, póź­niej spło­nął mu dom. Teraz wie­czo­ra­mi topi smut­ki przy butel­ce miej­sco­we­go piwa Nik­sic­ko. Pew­ne­go sierp­nio­we­go wie­czo­ru pod­cho­dzi do nie­go dwój­ka back­pa­ke­rów i pyta o miej­sce do roz­bi­cia namio­tu.
     — “Kem­pin­gu tu nie ma, ale może­cie spać u mnie” — odpo­wia­da Peter, po czym sta­wia nam miej­sco­wy spe­cjał. Pierw­szy wie­czór w Czar­no­gó­rze spę­dza­my więc przy piwie i roz­mo­wach w języ­ku, będą­cym mie­szan­ką angiel­skie­go, rosyj­skie­go i migo­we­go. Peter, mimo ponu­rej prze­szło­ści nie prze­stał być dobrym czło­wie­kiem. Gości nas naj­le­piej jak potra­fi, nic nie ocze­ku­jąc w zamian. Noc spę­dza­my w jego skrom­nym, ale przy­tul­nym domu.
 
IMG_5541
 
     Odcho­dząc tro­chę od rela­cji, przy­znam, że nie prze­pa­dam za pol­ski­mi Tatra­mi. Mam bowiem aler­gię na tłu­my tury­stów, na góra­li-biz­nes­me­nów, doroż­ki, stra­ga­ny, ciu­pa­gi i kor­ki na Zako­pian­ce. Cała ta otocz­ka spra­wia, że cięż­ko mi się zachwy­cić ich pięk­nem. Czar­no­gór­ski Dur­mi­tor, do któ­re­go wła­śnie dotar­li­śmy jest do naszych Tatr bar­dzo podob­ny. Zbli­żo­na wyso­kość, porów­ny­wal­ne kra­jo­bra­zy i cał­ko­wi­ty brak wyżej wymie­nio­nych wad. Dzi­siaj, roz­ma­wia­jąc o tej podró­ży, na pyta­nie co podo­ba­ło mi się naj­bar­dziej, bez waha­nia odpo­wia­dam: Dur­mi­tor!
 
IMG_5549
 
IMG_5580
 
     Od dwóch godzin wspi­na­my się na Savin Kuk (2313 m.n.p.m.). Na cho­ry­zon­cie widać ciem­ne chmu­ry, a od cza­su do cza­su z ich stro­ny sły­szy­my grzmot, któ­ry przy­po­mi­na, że nasze pla­ny w każ­dej chwi­li mogą legnąć w gru­zach. Z każ­dym kro­kiem, z każ­dą minu­tą, z każ­dym poko­na­nym metrem lęk przed przy­mu­so­wym powro­tem jest coraz mniej­szy. Na prze­łę­czy, pięt­na­ście minut pod szczy­tem wyda­je się, że nic już nas nie powstrzy­ma, kie­dy nagle dostrze­ga­my krzy­czą­ce­go w naszą stro­nę góra­la obsłu­gu­ją­ce­go kolej­kę. Scho­dzą­ca z Savin Kuka kobie­ta tłu­ma­czy jego krzy­ki. “Pogo­da się psu­je, chmu­ry opa­da­ją, idzie burza. Natych­miast wra­caj­cie.” Zawró­cić? Dwie godzi­ny wcho­dze­nia, żeby teraz zawró­cić? Nie zoba­czyć żad­nych wido­ków? A może olać groź­by? Zary­zy­ko­wać i wejść nara­ża­jąc się na obe­rwa­nie pio­ru­nem?
  
     — “Zro­bi­cie jak chce­cie, ale burze w Dur­mi­to­rze są napraw­dę groź­ne” — ostrze­ga kobie­ta. Pięt­na­sto­mi­nu­to­wa tra­sę prze­bie­ga­my więc w pięć minut. Zasa­pa­ni i zdy­sza­ni robi­my zdję­cia i zbie­ga­my na dół coraz sil­niej sma­ga­ni wia­trem. Trud­ny wybór opła­cił się. Szczyt został zdo­by­ty, a my cali i zdro­wi wra­ca­my na dół.
  
IMG_5681
 
IMG_5653 
     Może nie do koń­ca zdro­wi, bo tego wie­czo­ra dosta­ję gorącz­ki. Cytru­so­wa bom­ba wita­mi­no­wa, aspi­ry­na i koc od gospo­da­rza kem­pin­gu uni­ce­stwia­ją cho­rób­sko i następ­ne­go ran­ka znów jestem w peł­ni sił.
  
     W oko­li­cach Dur­mi­to­ru znaj­du­je się kanion rze­ki Tara. Dzie­sięć kilo­me­trów do punk­tu wido­ko­we­go — lek­ka wyciecz­ka na spo­koj­ne popo­łu­dnie. Oka­zu­je się, że ta ogrom­na dziu­ra w zie­mi bawi się z nami w cho­wa­ne­go. Wyda­wać by się mogło, że naj­więk­szy kanion Euro­py jest na tyle duży, że ukryć mu się cięż­ko. Mimo to, szu­ka­my go bite sie­dem godzin, co chwi­lę gubiąc dro­gę. Nie mamy bowiem mapy, a czar­no­gór­skie ozna­cze­nia pozo­sta­wia­ją wie­le do życze­nia. Wresz­cie sta­je­my na jego kra­wę­dzi. Jest napraw­dę potęż­ny. Słoń­ce już zacho­dzi i może dobrze, że nie zna­leź­li­śmy go od razu, bo w tym świe­tle wyglą­da napraw­dę pięk­nie.
 
IMG_5708
 
IMG_5724
 
     Naj­wyż­szy szczyt Czar­no­gó­ry — Bobo­tov Kuk zosta­wia­my na ostat­ni dzień. Wychy­lam gło­wę z namio­tu i jedy­ne co widzę to chmu­ry, zasła­nia­ją­ce ska­li­ste obli­cze dzi­siej­sze­go celu. Eks­tre­mal­ną wyciecz­kę po stro­mych zbo­czach zastę­pu­je­my spo­koj­nym spa­ce­rem po zie­lo­nych doli­nach. Tra­fia­my nad pięk­ne jezior­ko, jed­nak nie­do­syt wyso­ko­gór­skich wędró­wek pozo­sta­je. Nie­do­syt, dzię­ki któ­re­mu wiem, że w Dur­mi­tor jesz­cze kie­dyś wró­cę.
 
IMG_5765
 
     Zale­d­wie dwie godzi­ny wystar­cza­ją aby z przy­jem­nie chłod­nych gór dotrzeć na upal­ne wybrze­że. Kosz­mar sto­po­wa­nia na roz­grza­nym pobo­czu powra­ca. Znów prze­miesz­cza­my się wzdłuż Adria­ty­ku, odwie­dza­jąc podob­ne do sie­bie śród­ziem­no­mor­skie miej­sco­wo­ści. 
 
IMG_5795
 
IMG_5806
 
     Tra­fia­my do Koto­ru, któ­ry zde­cy­do­wa­nie wyróż­nia się na tle innych miast. Ma w sobie coś zachwy­ca­ją­ce­go, co jed­nak cięż­ko zde­fi­nio­wać. Może to śre­dnio­wiecz­na sta­rów­ka, prze­no­szą­ca tury­stów w cza­sie? Może malow­ni­cza zato­ka, na brze­gu któ­rej jest poło­żo­ny? Może góry ota­cza­ją­ce mia­sto, odci­na­jąc je od resz­ty świa­ta? Malow­ni­cze mury obron­ne, z któ­rych moż­na podzi­wiać pano­ra­mę oko­li­cy? Upal­ne tem­pe­ra­tu­ry, cie­pła woda w zato­ce, luk­su­so­we jach­ty cumu­ją­ce na wybrze­żu? Kotor jest kwin­te­sen­cją tego, cze­go ocze­ki­wa­łem od śród­ziem­no­mor­skich miej­sco­wo­ści. 
 
IMG_5981
 
     Myślę, że aby zoba­czyć go takim jaki jest obec­nie, trze­ba się spie­szyć. Prze­mysł tury­stycz­ny na czar­no­gór­skim wybrze­żu roz­wi­ja się szyb­ko i powo­li doga­nia Chor­wa­cję. Tam tury­sty­ka jest na takim pozio­mie, że mie­szań­cy wręcz zachły­snę­li się jej moż­li­wo­ścia­mi, pró­bu­jąc na każ­dym kro­ku wyci­snąć zagra­nicz­ne port­fe­le. Ale o tym w następ­nej rela­cji.
 
IMG_5883
 
IMG_5937
  
IMG_5977
 
 
Pozo­sta­łe posty nt. auto­sto­po­wej podró­ży po kra­jach byłej Jugo­sła­wii:

 

  • CZło­wie­ku po pierw­sze jestem z Cie­bie dum­ny za kim jeteś i co dla Sie­bie robisz. Po dru­gie uwierz mi lub nie ale jestem pod wie­lim wra­że­niem Cie­bie i Two­ich podró­ży. nie zdziw się jak zaczne brać Cie­bie jako przy­kład. Pozdro­wie­nia z pod Buga Kamil:D

  • Mój dro­gi blon­da­sie, jestem pod wra­że­niem. Cenię Cię za Two­ją pasję, za uśmiech i ser­ce sze­ro­ko otwar­te. Życzę CI powo­dze­nia w życiu. I księż­ni­czek podróż­ni­czek 😉 Pozdra­wiam Cie moc­no!

  • Auto­sto­pem Przez Galak­ty­kę

    Z nie­cier­pli­wo­ścią cze­kam na ciąg dal­szy.

  • Pingback: 5 najlepszych szczytowań moich podróży - Plecak Wspomnień()