Autostopem przez byłą Jugosławię – cz. 1 – Bośnia i Hercegowina

     Nigdy napisanie relacji nie było dla mnie tak dużym wyzwaniem. Nigdy nie było mi tak ciężko zabrać się za ubranie wspomnień w słowa, przelanie na przysłowiowy papier obrazów i emocji, smaków i zapachów. Może to przez obfitość  przygód, które przeżyliśmy. Przez to, że żadne z odwiedzonych miejsc się nie wyróżniało, że wszystkie były równie fantastyczne. Może przez ich różnorodność – góry, morze, jaskinie, miasta – każde piękne w swej odmienności, najpiękniejsze w swojej kategorii. Może wszystkie robiły na nas takie wrażenie, że żadne nie nadało szczególnego koloru tej podróży. A może jej kolorów było tak wiele, że wirując w mojej głowie zlały się w czystą biel, oślepiającą pisarską inwencję. Cztery tygodnie w drodze – cztery kraje byłej Jugosławii. Zapraszam na część pierwszą – Bośnia i Hercegowina, kraj z nutką orientu. 
 

IMG_4911
     Pierwszym punktem programu jest Medjugorie w Bośni i Hercegowinie. Trochę ponad tysiąc kilometrów nie wydaje się dużym dystansem. Wybierając jednak mniej uczęszczane drogi, decydujemy się na powolne przemieszczanie. W ten sposób, czekając na okazję na poboczach dziurawych dróg w słowackich i węgierskich wsiach, tracimy trzy dni. Choć nie wiem czy słowo „tracimy” jest tu odpowiednie. Leopold Staff w jednym ze swoich wierszy pisał: „A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie!” Droga, szczególnie ta autostopowa, jest przecież celem samym w sobie. Pomijając wszelkie niedogodności tej formy przemieszczania się, podróż do Medjugorie mija bardzo przyjemnie i mimo wszystko, bezproblemowo.
 

IMG_4954
  
     Na wspomnienie zasługuje tu Dijana, która zabiera nas z Sarajewa. Ale po kolei. Łapanie w stolicy Bośni okazuje się być prawdziwym koszmarem. Czterdzieści stopni upału, ani kawałka cienia, duszące spaliny w powietrzu, trzypasmowa droga, a wśród tego wszystkiego my – styrani autostopowicze, na których kierowcy w ogóle nie zwracają uwagi, a przechodnie patrzą wzrokiem niezrozumienia. I tak przez bite dwie godziny. 
   
     Wreszcie decydujemy się na wędrówkę w poszukiwaniu upragnionego cienia. Po drodze zahaczamy o stację benzynową. Z radością zdejmujemy plecaki, a na nich kładziemy karton z nazwą docelowej miejscowości. Następnie pod zasłoną z parasoli sączymy słodką Fantę. Zimna ciecz rozlewa się wewnątrz naszych rozgrzanych ciał. W tym termicznym uniesieniu uśmiecham się do przechodzących Bośniaków. Jedną z takich osób jest Dijana. Nie wiem, czy to czarujący uśmiech, czy godny politowania wygląd wędrowca sprawia, że kobieta proponuje nam podwózkę. I to przez pół kraju.
  
IMG_4981
  
     Jak na nieznajomość żadnego wspólnego języka rozmowa idzie całkiem nieźle. W ruch wchodzą ręce i mimika, kilka angielskich czy niemieckich zwrotów, a nawet kartka i ołówek. Rysując dźwig tłumaczymy kierunek naszych studiów, a ona rysując budynek parlamentu tłumaczy swój zawód, którego zresztą nadal nie znamy. W trakcie podróży dostajemy jedzenie, kawę, a na koniec Dijana pakuje nam prowiant na dalszą drogę, ujawniając tym samym swoje matczyne instynkty.
  
     Medjugorie wita nas pozytywnie. Mimo ogromnych tłumów daje się wyczuć szczerą serdeczność. Trwa akurat festiwal młodzieży. Setki pielgrzymów z całego świata modli się razem i uczestniczy w konferencjach. Atmosfera jedności sprawia, że czujemy się tu bardzo bezpiecznie. Namiot rozstawiamy zaraz za słynnym kościołem i spędzamy tu kilka nocy.
  
IMG_5331
 
     Głównym powodem naszego przyjazdu w to słynne miejsce, jest ślub kuzyna Iwony. Mimo, że mieszka w Bełchatowie, wraz ze swoją wybranką chcieli pobrać się właśnie w Medjugorie. Biała suknia, sypanie monetami, wszystko jak w Polsce. Tylko czterdziestostopniowa temperatura i palmy przed kościołem przypominają, że jesteśmy setki kilometrów od domu.
 
IMG_5210
 
     Medjugorie jest naszą ostoją, bezpiecznym schronieniem, gdzie możemy legalnie rozbić namiot, gdzie zawsze mamy dostęp do toalet oraz kranów z pitną, zimną wodą. Dlatego, zostawiając tu namiot, robimy kilka małych wycieczek.
 
     Chodzimy po okolicznych górach.
 
IMG_5025
 
     Zabieramy się z jedną z polskich wycieczek autokarowych na chorwackie wybrzeże. 
  
IMG_5310
 
     Odwiedzamy pobliskie wodospady Kravitza.
 
 
IMG_5405
 
     Ich niesamowite piękno można jednak uchwycić już tylko na fotografii. W rzeczywistości miejsce to nie wygląda tak niebiańsko. Kadr nie obejmuje tłumów turystów, barów, stolików i mało wymagającej, łomoczącej muzyki. Wszystko to skutecznie powstrzymuje próby kontemplacji uroku tego naturalnego cudu. 
  
     Po czterech dniach czas opuścić bezpieczną przystań. Wyjeżdżamy z Medjugorie  nie wiedząc gdzie będziemy spać, kiedy będziemy mieli okazję się umyć, ani czy prędko znajdziemy sklep z jedzeniem i wodą. 
  
     W miejscowości Mostar pierwszy raz dostrzegamy ślady niedawnej wojny. Mijamy wiele budynków noszących dziury po pociskach. Przypadkiem trafiamy na projekcję filmu o tamtych wydarzeniach. Oglądamy zniszczenie mostu, wizytówki miasta, symbolu pokoju między islamem a chrześcijaństwem. Czternastowieczny zabytek został wysadzony mimo, że nie miał żadnej wartości strategicznej. Oglądanie gruzów, wybuchów i strzelanin w miejscu, w którym właśnie stoimy, robi niesamowite wrażenie, tym bardziej, że te wydarzenia rozgrywały się całkiem niedawno. Dziś miasto jest całkowicie odbudowane, a rekonstrukcja mostu przyciąga coraz więcej turystów.
 
IMG_5421
 
     Od dwóch godzin czekamy na autobus komunikacji miejskiej. Ludzie na przystanku twierdzą, że takie spóźnienie jest zupełnie normalne. Wreszcie dostajemy się do położonej niedaleko wioski Blagaj. Tam pytamy jednego z przechodniów, o drogę do tutejszej atrakcji – klasztoru derwiszów, muzułmańskich mnichów. Okazuje się, że sympatyczny Bośniak idzie w tym kierunku. Po drodze wyjaśnia, że to wcale nie jest klasztor, że derwisze nie są mnichami, a on wcale nie jest Bośniakiem, ale Hercegowiniakiem. Trochę mu się spieszy, więc szybkim krokiem nas wyprzedza, a my, niczym ślimaki, toczymy się powoli, dźwigając cały nasz dobytek na plecach. 
  
     W końcu docieramy do celu, a tam, z gestem otwartych rąk i uśmiechem na twarzy, wita nas nowy znajomy.
„Welcome in my house!” – okazuje się, że jest derwiszem, kimś w rodzaju muzułmańskiego duchownego. Zwiedzamy świątynię, a następnie toczymy długą konwersację na temat chrześcijaństwa i islamu.
  
IMG_5519 
     Kolejny dzień przynosi nieprawdopodobne upały. Podobno pobity został wtedy temperaturowy rekord Bośni i Hercegowiny – pięćdziesiąt stopni. Siedzimy sobie więc w jednym z cudownie zacienionych miejsc, odkładając na później łapanie stopa. Nagle zatrzymuje się obok nas samochód. Młodzi Niemcy oferują podwiezienie. I to spory kawałek – prawie do granicy z Czarnogórą.
  
IMG_5535
 
     Docieramy z nimi do małej miejscowości na wschodzie kraju, która jest dla mnie najpiękniejszym miejscem tej podróży. Przynajmniej pod względem etnologicznym. Początkowo, widząc miejsce cofnięte w czasie o czterdzieści lat, odczuwam pewien niepokój. Brudni, czerwoni na twarzach tubylcy, siedzący pod sklepem, również nie wyglądają przyjaźnie. Ekspedientka w obskurnym wnętrzu liczy na szarym papierze, a w toalecie, zaraz obok muszli, leży paleta z puszkowanymi napojami. Pierwsze wrażenie jest kiepskie, lecz szybko zostaje zatarte. Serdeczność miejscowych wychodzi na jaw, kiedy zaczynamy robić sobie kanapki. Dostajemy deskę, nóż, sól, pomidory. Podekscytowani mieszkańcy starają się ugościć nas jak najlepiej i porozmawiać z nami, mimo nieznajomości żadnego, poza ojczystym, języka. Nieprzyjazna, zacofana wieś w moim umyśle  staje się niezwykle przyjacielskim środowiskiem, cieszącym się z każdego gościa. Bezpiecznym schronieniem, spokojną enklawą, pośród goniącego za pieniądzem otoczenia. Miejscem zacofanym, ale w pełni pozytywnym znaczeniu tego słowa.
  
     Myślę, że czasem, w podróżniczym biegu za turystycznymi atrakcjami, gubimy gdzieś prawdziwy sens naszych wojaży. Zdjęcia pod znanym z przewodników zabytkiem, kąpiele w morzu, fizyczny odpoczynek, nie są przecież istotą zwiedzania odległych krajów. Czasem, trafiając do takiej wioski, jak ta, dociera do nas, że z pozoru nieatrakcyjne miejsce może odkryć przed nami piękno dużo większe, niż to, którego się spodziewaliśmy.
 
Pozostałe posty nt. autostopowej podróży po krajach byłej Jugosławii:
  • Jak sie zabraliscie z wycieczka z Medzugorje nad morze? Tylko jedno zdanie o tym napisales a ciekawa jestem jak do tego doszlo:) Placiliscie cos, zaprosili was, na kryzwy ryj, inna opcja?: )

  • Było to tak, że podczas poślubnego poczęstunku poznaliśmy kilka osób z łódzkiej wycieczki, z którą przyjechała para młoda. Jej pilot zaproponował nam jednodniową wycieczkę do Makarskiej w Chorwacji. W autokarze było kilka wolnych miejsc, gdyż nie wszyscy uczestnicy pielgrzymki mieli ochotę wygrzewać się w palącym słońcu. Dwugodzinna droga minęła nam na słuchaniu niekończących się pieśni religijnych, a popołudnie, na kąpielach w gorącym morzu i kontemplacji potęgi natury. Makarska jest bowiem miejscem,gdzie wysokie góry wpadają do morza, a to zawsze jest gwarancją wspaniałych widoków.

  • Anonymous

    Czekamy na kolejne części z niecierpliwością. Świetnie się to czyta 😉

  • Anonymous

    Hej! Tydzień temu wróciłem z wyprawy do Chorwacji i Bośni właśnie. Przeżyłem identyczne doznania, o których tutaj piszesz.

    Czy z Makarskiej jechaliście tą fenomenalną drogą do Vrgorac? Widząc tę drogę z Podgory mieliśmy małego stracha, ale udało nam się złapać stopa na górę i łapaliśmy z tego fantastycznego punktu.

    PS.
    Iloma Golfami jechaliście przez Bośnię? 😀

    Pozdrawiam,
    Michał

  • Tak! jechaliśmy tą drogą. Rewelacyjna jest 🙂
    A ale łapać stopa tam nie łapaliśmy… a szkoda. W takim miejscu pewnie człowiekowi nie zależy żeby zbyt szybko złapać 😉
    A Golfy… na 9 stopów złapanych w Bośni, tylko czterech kierowców było bośniakami, i na te cztery samochody, dwa były golfy 😀

  • Podziwiamy Was! Wycieczka do Bośni to nasze marzenie … tylko czy się spełni hmmm…
    zapraszamy :
    http://being-brainwashed.blogspot.com/

  • Lea

    Ostrzelane, dziurawe jak sitko mury wśród nowych budynków miast próbujących wrócić do normalności faktycznie robią wrazenie…

    Byłam w Bośni i Hercegowinie na komercyjnej wycieczce i po przeczytaniu tej notki nabrałam ochoty odwiedzić ją jeszcze raz, inaczej.

    Tak, żeby nie zgubić tego prawdziwego sensu wojaży..

  • Anonymous

    Swoją opowieścią zachęciłeś mnie do podróży w ten region świata, mógłbyś określić z jakimi kosztami trzeba się liczyć? Tak poza tym świetny blog, doceniam Twoją pasję i mam nadzieję, że nic nie stanie Ci na przeszkodzie żeby kontynuować jej ciąg 😀

  • Witam.
    Semestr letni choć nadal trwa to już zaczynam planować wakacje i zastanawiam się nad Festiwalem Młodych w Medjugorie. Mam w związku z tym pytanie. Pisałeś, że legalnie można było rozbić tam namiot. Czyżby pola campingowe były z free?

    • To ciężko nazwać polami namiotowymi. Po prostu w pobliżu głównej sceny, na przyjemnej zielonej trawce bardzo dużo namiotów się rozbiło. I nie było problemów. Ubikacje i umywalki są do dyspozycji wszystkich więc można z nich korzystać. Z tego co pamiętam nie było pryszniców, ale też bardzo mocno ich nie szukaliśmy, więc może gdzieś są, ale na nie nie trafiliśmy 😉
      PS: Wyjazd na ten Festiwal Młodych to bardzo dobry pomysł 🙂

    • Mam taką nadzieję. Jadę zachęcony opowiadaniami innych. Choćby takiej osoby http://www.kumarzeniom.pl/inne/ide-w-prawo-a-nie-w-lewo-wywiad-z-lukaszem-besiem/ 😉