Rzymska majówka

     Jako, że w tym roku długi weekend okazał się naprawdę długi, postanowiliśmy wraz z Wojtkiem, kolegą z liceum, gdzieś wyjechać. Półtora tysiąca kilometrów na południe, 1 maja miała się odbyć beatyfikacja naszego wielkiego rodaka, Jana Pawła II, a że fajnie jest uczestniczyć w ważnych, historycznych wydarzeniach, uznaliśmy, że Rzym będzie dobrym celem. Jak zwykle autostop, jak zwykle namiot, kilka euro w portfelu i oczywiście jak najmniej planów…
 

 
 
     26 kwietnia wstajemy o 4 nad ranem i jedziemy do Krakowa z moją siostrą. Stamtąd około godziny dziesiątej łapiemy pierwszego stopa. Rozpoczyna się tydzień fantastycznych przygód i niezwykłych ludzi.
 
     Później, łapiąc gdzieś za Wadowicami zatrzymuje się BMW na warszawskich numerach. Nie podwiozą nas, ale chcą nakręcić krótki materiał, z nami w roli głównej. Okazuje się, że są z agencji Reutersa, a dwóch studentów z chorągiewką z napisem Roma w południowej Polsce, to interesujący temat.
 
     Udzielamy, krótkich wywiadów i pozujemy do klipów filmowych. Dziennikarze odjeżdżają, a my łapiemy dalej. Chwilę później jesteśmy w Bielsku Białej. Idzie ciężko, zaczyna padać, gubimy drogę. Tak tracimy cały dzień, bo na granicy z Czechami jesteśmy dopiero o godzinie 18.
  
IMG_0829
   
IMG_0825
  
     Tam jednak uśmiecha się do nas szczęście. Zatrzymuje się Jarek, dużym dostawczym samochodem. „Z litości podwiozę was do Austrii” – mówi.
    
     Za Wiedniem zatrzymujemy się na stacji. Pada. Jest środek nocy. Jesteśmy przekonani, że nasz sympatyczny kierowca nas tu wysadzi. Pan Jarek wyjawia nam jednak tajemnicę – jedzie do Rzymu, pięćdziesiąt metrów od placu Świętego Piotra. Zawiezie nas tam jak tylko się wyśpi. Tymczasem musimy opuścić samochód, gdyż siedzimy jego „łóżku”. Jemy późną kolację, a godzinę później jedziemy dalej. Niestety naszemu kierowcy nadal chce się spać, tym bardziej, że my, zamiast dotrzymać mu towarzystwa, smacznie sobie śpimy. Na stacji szukamy miejsca do noclegu i jedyne co znajdujemy to toaleta dla z lśniącym dywanem na podłodze. Kładziemy się spać i tak spędzamy kolejną przerwę. I ta drzemka nic nie daje, bo nad ranem gdzieś w Alpach zatrzymujemy się po raz kolejny. W końcu wstaje Słońce, na stacji benzynowej wypijamy włoskie cappuccino i wszyscy troje przestajemy być senni. To była ciężka noc. Około szesnastej jesteśmy na miejscu, zaliczając przy okazji mój najdłuższy stop – 1456 kilometrów.
 

IMG_0899
     Niezwykłe szczęście jakie mieliśmy, jeszcze się jednak nie skończyło. Właściwie to nie opuściło nas do końca wyprawy. Chyba ktoś nad nami czuwał.

     Szczęśliwi, że możemy się jakoś odwdzięczyć Jarkowi, wnosimy meble do siedziby jednej z fundacji w Watykanie. Tam poznajemy Anię, która oferuje nam nocleg w swoim mieszkaniu. Jest to prawdziwe błogosławieństwo, gdyż w Rzymie pada deszcz, a my mamy tylko namiot.

IMG_0992 
IMG_1008 
     Wieczór spędzamy w Watykanie. Tak samo jak poranek następnego dnia, kiedy to uczestniczymy w ostatniej mszy w kryptach, gdzie leży nasz papież.
 

IMG_1041 
     Cały dzień zwiedzamy Rzym. Pogoda na szczęście się poprawiła.

 
IMG_1133

 
IMG_1192

 
IMG_1201

 
IMG_1306 
IMG_1224 
IMG_1256

 
     Na jednym z siedmiu Rzymskich wzgórz jemy kolację, po czym udajemy się do mieszkania Ani, gdzie poznajemy jej dwie sympatyczne współlokatorki, Karolinę i Madzię.
 

IMG_1271

 
     Na kolejnym Rzymskim wzgórzu jemy śniadanie…
  
IMG_1295

 
     …i kolejny dzień zwiedzamy piękną stolicę słonecznej Italii, w międzyczasie urządzając sobie sjestę i drzemkę pod Koloseum, gdzie Wojtek zostaje okradziony z… kosmetyczki. Na szczęście nie ginie nic więcej.
 

IMG_1343

 
     Wieczorem jedziemy nad morze. Następnego dnia w planach mamy plażowanie.
 

DSCF0812 
DSCF0929 

IMG_1391 
IMG_1371

 
     Plany nie dają się zrealizować, gdyż rano, po nocy w namiocie budzi nas deszcz. Wracamy do mieszkania naszych nowych znajomych, które cały czas bezinteresownie nam pomagają.
 
     Tam zostajemy zaskoczeni przez kamerę. Ekipa nagrywa nas przez dłuższy czas i zadaje pytania o podróż i o papieża. Okazuje się, że kręcą film o beatyfikacji dla Telewizji Polskiej. Emisja planowana jest na październik.
 
Postanawiamy zwiedzić Rzym nocą.

IMG_1412 
IMG_1469 
IMG_1449

 
     Bliskość jutrzejszego święta daje się wyraźnie odczuć. Na ulicach dominuje polski język, cały czas zjeżdżają rodacy Karola Wojtyły. Panuje atmosfera jedności, nikt nie ma oporów przed rozmową z nieznajomymi. Rozmawiamy z niezliczoną ilością pielgrzymów z przeróżnych krajów.
  
     W pewnym momencie, idąc przez jeden z rzymskich placów, słyszę głos „Kuba, Kuba!” Odwracam się i oczom nie wierzę. Jacek, znajomy, którego poznałem kilka miesięcy temu w Santiago de Compostella, z którym świętowałem przejście drogi Świętego Jakuba. Spotykamy się, tym razem na drugim końcu Europy. Strach pomyśleć, gdzie będzie następne spotkanie.
 

IMG_1498

 
     Rzym nie śpi. Tysiące ludzi na ulicach, flagi, transparenty. Gdzieniegdzie słychać polskie pieśni religijne. Pielgrzymi zajmują miejsca pod Watykanem, gdyż nad ranem mają zacząć wpuszczać na plac Świętego Piotra. Mają sporo czasu, więc wielu z nich śpi w śpiworach na ulicy.
 
     Mszę beatyfikacyjną spędzamy w restauracji niedaleko Watykanu, oglądając ją w telewizji. Dopchanie się chociażby do telebimu, graniczy z cudem. Potem żegnamy się z naszymi nowymi znajomymi, którzy cały czas bezinteresownie nam pomagali.

     Wieczorem jedziemy pociągiem do Asyżu. Tam śpimy pod gołym niebem…

DSCF1038 
…i tam spędzamy całe poniedziałkowe przedpołudnie.
 

IMG_1622 
IMG_1616 
IMG_1603
     Asyż jest pięknym, średniowiecznym miasteczkiem i robi na nas wielkie wrażenie.

     Po południu, niestety musimy wracać. O 16 wydostajemy się z Asyżu.

DSCF1164 
     Mimo, że na ulicach jest mnóstwo polskich samochodów i autokarów, a my mamy ze sobą biało-czerwoną flagę, zabierają nas tylko Włosi. Jedzie się przyjemnie. Wieczorem jesteśmy pod Padwą, gdzie spędzamy noc przy autostradzie. Następnego dnia dojeżdżamy do granicy z Austrią i tam łapiemy Polaków jadących prosto do Krakowa. Po trzeciej w nocy jesteśmy w domu, z wielkim bagażem wspomnień i z utwierdzonym przekonaniem, że bezinteresowna pomoc obcych ludzi jest powszechniejsza, niż mogłoby się wydawać.


Tabela z portfela, czyli podsumowanie kosztów na osobę
Noclegi 0 zł
• W planach były noclegi w namiocie w rzymskich parkach, ale dopisało nam szczęście i poznaliśmy cudownych ludzi, którzy przyjęli nas pod swój dach.
• Po drodze i raz nad morzem rozbijaliśmy namiot na dziko.
Transport 120 zł
• Do Rzymu i z powrotem na stopa.
• Po mieście poruszaliśmy się metrem. Tygodniowy bilet to koszt 16 €. Kilka razy kupujemy również jednorazowe za 1 €. Nad morze dojeżdżamy na tych samych biletach (kolej zintegrowana z metrem).
• Pociąg do Asyżu wyniósł nas 11 €.
Jedzenie i picie 284 zł
• Jedzenie i wodę kupujemy w tanich dyskontach. Mamy również sporo pasztetów i zupek chińskich z Polski.
• Po drodze jemy obiad na austriackiej autostradzie – 25 zł.
• Po wjeździe do Włoch świętujemy pijąc cappuccino za 1,5 €.
• Dość często pijemy rewelacyjne piwo Peroni za 3 €.
Bilety wstępu 0 zł • Wstępy są raczej darmowe. Tam gdzie nie są (forum romanum i koloseum – 40 zł – nie wchodzimy).
Inne 10 zł  • Pocztówki kosztują kilkadziesiąt centów, a ich wysłanie do Polski około 1,5 €.
SUMA 414 zł  
Dziennie (3 dni) 46 zł  

 

  • Anonymous

    Mimo iż artykuł już „wiekowy” to mam pytanie. Jak z łapaniem stopa na autostradach, szczególnie we Włoszech?

    • Ja za stopowaniem na autostradach nie przepadam. Nie ma tej swobody, że można w każdej chwili sobie gdzieś pójść. Siedzisz uwiązany na stacji benzynowej i możesz mieć tylko nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto cię zabierze. A do tego łatwo się wkopać, kiedy nie dogadasz się z kierowcą i ten np. zjedzie na innym zjeździe niż ty. No i jest problem.
      Jeśli pytasz o łapanie stopa na autostradach, to jest to zabronione. Można jedynie na stacjach i parkingach. We Włoszech jest oprócz tego zakaz autostopu. Nigdy nie miałem problemów stopując tam, ale moja koleżanka, Sonia (www.kochambackpacking.blogspot.com) dostała za to mandat.
      Stopowanie we Włoszech szło nam bardzo dobrze i szybko. Mili ludzie, łatwe okazje i nawet kilkadziesiąt euro w prezencie dostaliśmy. Ale to był czas beatyfikacji JPII, ludzie generalnie byli mili i chętnie pomagali, szczególnie Polakom.
      Ta sama Sonia, miała jednak spore problemy przy wydostawaniu się z Italii. Ale o to zapytaj jej już osobiście, bo szczegółów nie pamiętam 🙂

  • Anonymous

    Bardzo ciekawy artykuł. Mam jeszcze parę pytań. Mam zamiar pojechać autostopem na kanonizacje i zastanawia mnie jak z językami we Włoszech ? jak jest z komunikacja miejską nie jest zagmatwana bo nadodatek po włosku a ja nigdy styczności nie miałem, żeby sie nie zgubić? Twoja tabela kosztów jest obliczona na 1 osobę ? W tym roku kanonizacja wypada 27 kwietnia i się zastanawiam ile mi może mniej więcej zając dojazd prosto do Rzymu z woj. Warmińsko-Mazurskiego a dokładniej z Ełku bo mam taki mały plan, ze chce jak najszybciej dostać sie do Rzymu bez żadnego zwiedzania ani nic a dopiero z powrotem jak będę wracał miałem zamiar zwiedzić Asyż, Florencję, Padwę i może Wenecję i właśnie podsunąłeś mi pomysł żeby pociągiem z Rzymu do Asyżu pojechać trochę czasu zaoszczędzić no i właśnie jak to jest z tym pociągiem bilet trzeba zarezerwować wcześniej czy jak ? O ile byś mógł mi chociaż na parę pytań odpowiedzieć bym był bardzo wdzięczny 🙂 Pozdrawiam.

    • Językiem się nie przejmuj. Po pierwsze we Włoszech raczej po angielsku się można dogadać, a nawet jak nie to można kombinować na migi itp. ;). Nie ma się co stresować. Tym bardziej, że wtedy tam będzie tysiące Polaków, więc na pewno się odnajdziesz 😉
      Komunikacja miejska jest prosta – są dwie linie metra, które dojeżdżają w większość ważnych miejsc. Bilety (notabene dość drogie) można kupić przy wejściach do metra. Trzeba pamiętać, że bilety czasowe liczą się tylko do północy. Tzn. np. jeżeli kupisz bilet dobowy i skasujesz o 21:00 to będziesz miał go ważnego nie 24 godziny, ale 3 godziny (do 24:00).
      Jeżeli jedziesz sam, to załóż sobie, że zajmie Ci to 3 dni, a jeżeli chcesz mieć stuprocentową pewność, że mimo nieprzewidzianych problemów dotrzesz na czas to 4 dni. Ale trzy powinny spokojnie wystarczyć. Jak jedziesz sam to będzie łatwo złapać ciężarówki 😉
      Co do biletu do Asyżu to nie trzeba rezerwować. Jedziesz na dworzec i w automacie kupujesz bilet. Trzeba tylko pamiętać, że to jest bilet na daną trasę, ale bez podanej godziny i trzeba go skasować przed wejściem do pociągu. Są tam gdzieś takie kasowniki. My nie skasowaliśmy i konduktor tylko coś po włosku powiedział i napisał ręcznie, że bilet skasowany. Więc właściwie nic nie grozi za nie skasowanie, ale powinno się skasować.
      A w ogóle jest tak, że kupujesz ten bilet na dworcu, potem jedziesz pociągiem, a w pobliżu Asyżu, drą się, że ci do Asyżu już mają wysiadać, po czym prowadzą do autobusu i tym autobusem jeszcze z 15 minut jedziesz do samego Asyżu 😉
      Pozdrawiam i powodzenia! Może się gdzieś spotkamy na trasie, bo też się wybieram 😉

  • Anonymous

    A na taką podróz dobrze jest mieć jakies ubezpieczenie czy można obejść się bez tego ? a jak nie to jakie EKUZ ?

    • Można nie mieć w ogóle. Członkowie UE i tak otrzymają w UE darmową pomoc. Różnica polega na tym, że jak nie masz EKUZ to będziesz musiała pokryć koszty leczenia sama, a potem na podstawie rachunków NFZ Ci zwróci, a jak masz EKUZ to od razu oni płacą.
      Ja natomiast wykupuję sobie co roku kartę ISIC lub EURO26. Kosztują 80zł a mam ubezpieczenie także poza UE i do tego mnóstwo różnych zniżek na te karty 🙂

  • Anonymous

    a mam takie pytanko jak lepiej albo jak wy jechaliscie autostopem to czasem gdy ktos jedzie załóżmy do Florencji a wy chcecie sie dostać do Rzymu to jest lepiej wysiąść przed Floręcją i spróbować łapać na obwodnicy czy lepiej przez miasto cos sprobować komunikacja miejską czy coś ? Z góry dziękuje 🙂